Meandry polskiej polityki wschodniej

Dodano:
Mapa Europy. Zdjęcie ilustracyjne Źródło: Pexels / Anthony Beck
Andrzej Solecki || Sytuacja geopolityczna na początku listopada 2026 roku jest na tyle skomplikowana, że warto przypomnieć o meandrach polskiej polityki wschodniej. Polityka ta w swoich założeniach, sięgających zazwyczaj nie głębiej niż do koncepcji Giedroycia i piłsudczykowskiego prometeizmu, wydaje się stopniowo dezaktualizować.

Dlatego też może warto przypomnieć, że 370 lat temu, 3 listopada 1656 roku, wzorcowy sienkiewiczowski patriota, król Jan Kazimierz, wysłał Jana Kazimierza Krasińskiego (z rodu, który wydał najbardziej antykomunistycznego naszego wieszcza – Zygmunta) z propozycją przeprowadzenia elekcji vivente rege i objęcia polskiego tronu przez rosyjskiego cara. Było to niespełna 3 lata po osławionej Unii Perejasławskiej, w której Ukraina wybrała opcję rosyjską. Posunięcie to wynikało z chęci uzyskania wsparcia w wojnie ze Szwecją. Zawarty wówczas rozejm w Niemieży rozbił w krytycznym dla Rzeczpospolitej momencie sojusz rosyjsko-kozacki. A sam rozejm został zdezawuowany niepełna dwa lata później przez zawarcie przez Rzeczpospolitą Ugody Hadziackiej z kozakami. Jak widać, XVII-wieczni polscy politycy zdolni byli do prowadzenia elastycznej polityki wschodniej.

Lekcja z Dmowskiego

Elastyczną politykę wschodnią proponował również najwybitniejszy polski geopolityk początku XX stulecia, Roman Dmowski. Widział on w Rosji, a nawet w Związku Sowieckim potencjalnego partnera najpierw przeciw Niemcom, a po Wielkiej Wojnie przeciwko Chinom.

Już wówczas zauważył on przenoszenie się centrum gospodarczego świata do krajów Azji Południowo-Wschodniej. Uważał to za skutek Wielkiej Wojny, w wyniku której załamał się ich handel z Europą i doszło do stopniowego pozyskiwania europejskich technologii przemysłowych. Europa przestała być „fabryką świata”.

Krytyka piłsudczyków

Poglądy te spotkały się z pryncypialną krytyką ze strony piłsudczyków. Krytyka ta przypominała dzisiejsze epatowanie terminem „ruska onuca”. Wincenty Rzymowski, który od roku 1919 współtworzył kult Piłsudskiego, opublikował w roku 1932 paszkwil: „Roman Dmowski: czciciel diabła”.

Ten patriota piłsudczyk od 1939 roku uciekł później z okupowanej przez Niemców Warszawy i zamieszkał na terenach zajętych przez Sowietów. W Krzemieńcu doznał duchowego oświecenia, które skłoniło go do publikowania w polskojęzycznej prasie sowieckiej, w tym w pismach osławionego Związku Patriotów Polskich. W powstałym z PKWN Rządzie Tymczasowym był nie tylko Ministrem Kultury, ale także Spraw Zagranicznych i podpisał w imieniu tegoż Rządu Kartę Narodów Zjednoczonych. Ten oświecony wolnomularz musiał włożyć sporo wysiłku duchowego w wyparcie swoich wcześniejszych zarzutów pod adresem „prorosyjskiego/prosowieckiego” Dmowskiego. Błędne poglądy Dmowskiego miały jego zdaniem wynikać z uproszczonej obserwacji kryzysu Niemiec i Anglii z pominięciem Francji, które „nowemi zakwitają rumieńcami życia”.

Dodatkowo Dmowski śmiał twierdzić, że „ci sami, którzy dziś marzą o rozbiorze Rosji, będą z niepokojem zapytywali, czy jest ona dość potężna, ażeby napór chiński wytrzymać."

Zadawał Rzymowski retoryczne wówczas pytanie: „dlaczego tak gorączkowo zależy Dmowskiemu na tem, aby ludzie uwierzyli w szybkie postępy Chin i w jednoczesny upadek sił Europy?”

Zarzuca Dmowskiemu to, co obecnie zarzucają Trumpowi polskie elity, że: „przeciwko Chinom z Sowietami iść gotów”. O kompletnym odklejeniu części polskich komentatorów od problemów współczesnego świata świadczy to, że zarzucają Rosji z pogardą, że jest ona krajem na wpół azjatyckim. Otóż ten epitet, pochodzący z okresu imperialnej dominacji Wielkiej Brytanii i USA niosących „bezinteresownie cywilizację prymitywnym tubylcom” (kiplingowskie „Brzemię białego człowieka”), jest obecnie raczej komplementem.

Konkurencja z Azji

Pracowici Chińczycy, Hindusi i Wietnamczycy stanowią dla rozleniwionych socjalem Europejczyków bezwzględną konkurencję. Jedynym ograniczeniem ich działalności jest dostęp do surowców mineralnych. Chęć uzyskania takowego dostępu jest motorem chińskich działań politycznych w Afryce, Ameryce Południowej, a nawet na Grenlandii. Chiny wygrywające wyścig gospodarczy i optujące za pokojem zachowują się jak wiekowy mędrzec, który siada na brzegu rzeki i czeka, aż trupy wrogów spłyną z prądem. Spośród polityków Zachodu jedynie Trump zdaje sobie sprawę, że upadek Rosji może jedynie przyspieszyć ekspansję chińską na Syberii. I zabezpieczyć Azji Południowo-Wschodniej surowce na wiele lat dynamicznego rozwoju.

My, obserwując „nowe rumieńce życia” we Francji, powinniśmy być zdolni do reagowania na wyzwania współczesnego świata, ale obawiam się, że przekracza to horyzont intelektualny ludzi, którzy wyklęli Dmowskiego i Konecznego. Politycy zapewne nie mają czasu na czytanie ich dzieł, ale może warto byłoby wprowadzić je do kanonu lektur szkolnych.

Już w połowie XIX wieku kandydaci na brytyjskich urzędników w Indiach musieli się wykazać między innymi znajomością: literatury i historii Grecji, Rzymu, Francji, Niemiec i Włoch; matematyki; chemii, geologii i mineralogii oraz filozofii moralnej. Tymczasem poziom wykształcenia naszych polityków sprawia, że zachowują się jak bohaterowie amerykańskich „Polish jokes”, opowiadając na przykład o zbiorowym rzucaniu kamieniami w dinozaury jako sposobie na ich pokonanie.

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...