WP alarmuje o naciskach na media. W tle sprawa senatora Lenza i jego syna
Nowe ustalenia Wirtualnej Polski dotyczące postępowania prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Bydgoszczy wywołały poważne kontrowersje. Śledczy zajmują się ujawnieniem informacji o zabiegu medycznym wykonanym u syna senatora Koalicji Obywatelskiej Tomasza Lenza w publicznym szpitalu. Jak poinformował w środę reporter Michał Janczura, prokurator zdecydował o zabezpieczeniu telefonu dyrektora placówki Mariusza Trojanowskiego.
Powodem zainteresowania urządzeniem były kontakty dyrektora z dziennikarzem, które ustalono na podstawie bilingów. Portal wskazuje, że działania śledczych mogą prowadzić do naruszenia jednej z podstawowych gwarancji wolności prasy, czyli ochrony źródeł dziennikarskich.
Prokuratura zabezpieczyła telefon dyrektora szpitala
Sprawa rozpoczęła się 7 kwietnia 2026 roku, kiedy opublikowno artykuł dotyczący wydarzeń z 15 marca w szpitalu powiatowym w Aleksandrowie Kujawskim. Dziennikarze opisali okoliczności wykonania zabiegu medycznego u osoby bliskiej senatorowi Tomaszowi Lenzowi. Polityk następnie sam potwierdził, że chodziło o jego syna. Publikacja wywołała pytania o zasady korzystania z publicznej placówki medycznej oraz sposób organizacji zabiegu.
Po ujawnieniu sprawy wszczęto dwa postępowania. Jedno dotyczy nieprawidłowości przy samym zabiegu, drugie zaś ujawnienia informacji o pacjencie. To właśnie w ramach drugiego śledztwa prokuratura zainteresowała się kontaktami dyrektora szpitala z reporterem WP. Jak wynika z relacji redakcji, Mariusz Trojanowski został we wrześniu wezwany do złożenia zeznań w charakterze świadka. Po przesłuchaniu prokurator przedstawił mu postanowienie nakazujące wydanie telefonu.
Według WP dyrektor usłyszał, że jeśli nie podporządkuje się poleceniu, może zostać przeszukany, a urządzenie zostanie mu odebrane siłą. W postanowieniu wymieniono imię, nazwisko oraz numer telefonu Michała Janczury.
Śledczy analizowali bilingi. Chcieli dotrzeć do źródła informacji?
Redakcja podkreśla, że zabezpieczenie telefonu nastąpiło po sprawdzeniu historii połączeń dyrektora placówki. Z bilingów wynikało, że Trojanowski kontaktował się z Michałem Janczurą. Wirtualna Polska ocenia, że działania prokuratury mogły zmierzać do sprawdzenia treści komunikacji pomiędzy dyrektorem a dziennikarzem. Istotne jest przy tym, że obaj mężczyźni pozostawali w kontakcie na długo przed publikacją dotyczącą senatora Lenza.
W 2025 roku Janczura wraz z Szymonem Jadczakiem przeprowadził z Trojanowskim wywiad poświęcony nieprawidłowościom przy podziale środków z Krajowego Planu Odbudowy. Redakcja wskazuje zatem, że ewentualny dostęp do zawartości telefonu mógłby ujawnić również rozmowy dotyczące innych tematów dziennikarskich. Prokuratura przyznała, że zabezpieczyła urządzenie, które według śledczych mogło służyć do przekazania informacji objętych postępowaniem. Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy Agnieszka Adamska-Okońska zapewniła jednocześnie, że nie analizowano bilingów samego reportera WP.
Wirtualna Polska protestuje. "Ochrona źródeł pozostanie priorytetem"
Redakcja WP przypomina, że już w czerwcu organy ścigania zwróciły się do niej o ujawnienie źródeł informacji dotyczących zabiegu. Dziennikarze odmówili, powołując się na przepisy prawa prasowego chroniące tożsamość informatorów. Teraz wskazują, że po odmowie śledczy zaczęli poszukiwać informacji innymi metodami. W opublikowanym stanowisku redakcja zapewnia, że nie zamierza ujawniać swoich źródeł.
"Prokuratura nie ma, nie miała i nie będzie miała żadnych danych, na podstawie których mogłaby ustalić, kto naprawdę poinformował nas o wizycie senatora Lenza w szpitalu w Aleksandrowie Kujawskim" – podkreślono. Dziennikarze zaznaczyli również, że ochrona informatorów pozostaje jednym z najważniejszych obowiązków redakcji.
Poważne wątpliwości prawne wobec działań prokuratury zgłasza również mecenas Konrad Siemaszko z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Prawnik podkreśla, że tajemnica dziennikarska nie ogranicza się wyłącznie do obowiązków samego reportera. Odpowiednie gwarancje muszą być respektowane także przez organy ścigania, jeżeli próbują uzyskać dostęp do materiałów mogących ujawnić źródło informacji. "To próba obejścia tajemnicy dziennikarskiej w białych rękawiczkach" – ocenił Siemaszko w rozmowie z WP.
W jego opinii prokuratura powinna uzyskać zgodę sądu, zanim podejmie czynności pozwalające na zapoznanie się z treścią komunikacji mogącej być objętą tajemnicą zawodową. "Sąd jest tutaj gwarantem zachowania ochrony tajemnicy, która co prawda nie jest bezwzględna, może w pewnych szczególnych okolicznościach być uchylona, ale za każdym razem musi to podlegać kontroli sądowej" – wyjaśnił prawnik.
Do działań prokuratury odniósł się również sam Michał Janczura. Dziennikarz zamieścił w serwisie X wpis, w którym ostro skrytykował działania organów ścigania. "Tak się ucisza niewygodne media! Tak się niszczy wolność słowa! Tak się pokazuje, że nie warto patrzeć władzy na ręce!" – napisał.
W tle sprawa zabiegu syna senatora Lenza
Przypomnijmy, że w kwietniu Wirtualna Polska opisała okoliczności zabiegu przeprowadzonego u syna senatora Tomasza Lenza w szpitalu powiatowym w Aleksandrowie Kujawskim. Według ustaleń dziennikarzy bliska osoba polityka została przyjęta bezpośrednio na oddział chirurgii, z pominięciem standardowej drogi przez izbę przyjęć. Senator potwierdził później, że pacjentem był jego 13-letni syn.
W oświadczeniu z 7 kwietnia przekonywał, że zabieg został wykonany w warunkach szpitalnych przez dyżurujących lekarzy i z zachowaniem odpowiednich procedur medycznych. Małżeństwo zarzucało dyrektorowi placówki rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji dotyczących dokumentacji medycznej i zapowiedziało skierowanie zawiadomienia do prokuratury. Takie zawiadomienie następnie złożono.
Kontrola Narodowego Funduszu Zdrowia wykazała nieprawidłowości związane z wykonaniem zabiegu w publicznej placówce. Według WP świadczenie nie było finansowane przez NFZ, ale zostało wykonane przez personel szpitala podczas regularnego dyżuru. Fundusz nałożył na placówkę karę w wysokości 134 tys. zł.