Koniec (państwa) prawa?
Wykorzystanie Policji do przejęcia siedziby Trybunału Konstytucyjnego i uniemożliwienie wykonywania obowiązków sędziowskich przynajmniej dwóm sędziom wybranym przez Parlament i zaprzysiężonych przez Prezydenta RP (Bogdanowi Święczkowskiemu i Bartłomiejowi Sochańskiemu) jest wydarzeniem, którego ocena nie pozwala na żadne umiarkowane oceny. Niezależnie bowiem od racji „jednej” i „drugiej” strony toczącego się sporu o obsadę sądu konstytucyjnego, rolę Prezydenta w procedurze nominacyjnej, działania poszczególnych sędziów TK itp. – prawo zapewnia ład społeczny. Od 30 października żadna instytucja i żadna osoba pełniąca funkcję publiczną nie będzie mogła być pewna, że podlega ochronie przez ten społeczny konsensus.
Nie wiem i nie wydaje mi się by rządzący zdawali sobie do końca sprawę z tego co zrobili i robią. Od takich wydarzeń nie ma już odwrotu w przestrzeni publicznej. Użycie Policji wobec organu sądowego samo w sobie jest wydarzeniem o takim ładunku symboliki, że ugruntowanie na powrót prawa jako spoiwa państwa może zająć dekady, chyba że samo w sobie będzie stanowić kres Polski jaką znamy i ostateczne oraz wbrew Konstytucji RP będzie służyć oddaniu rzeczywistych prerogatyw państwa zewnętrznym podmiotom politycznym. Suwerenem jest bowiem Naród i to do Narodu należą decyzje ustrojowo kształtujące jego prawa i obowiązki.
Nie ma większego sensu oceniać zaistniałych faktów z prawnego punktu widzenia. Obie strony sporu będą bowiem podnosić, że „ich” sędziowie sędziami nie są lub są „uzurpatorami”. Wypada jednak zaznaczyć, że użycia siły wobec Trybunału Konstytucyjnego dokonuje rząd z relatywnie niewielką przewagą w parlamencie, koalicyjny, z trudno szacowaną legitymacją demokratyczną do dokonywania działań, które pozwalałyby na czyny ingerujące w ład publiczny w momencie tak silnej społecznej polaryzacji. I dodatkowo – które godziłyby we wspólnotę w czasie wojny u granic Polski.
Najistotniejsze jest bowiem nie to, czy rząd ma, czy nie ma racji i argumentów prawnych, bowiem brak jest instytucji symbolicznych, które mogłyby owe spory prawne rozstrzygnąć. Prawo opiera się na określonym ładzie proceduralnym i społecznym. Z siły nigdy nie rodzi się prawo. Demokratyczne państwo prawne opiera się na sile argumentów, a nie argumencie siły. Istotne jest to, że w sferze symbolicznej takie działanie nie tylko pogłębia chaos w sferze prawnej i publicznej – to zbyt łagodne określenie, ale że godzi w ład społeczny na którym opiera się państwo. Prawo jako zjawisko społeczne wynika bowiem z umowy społecznej, której treścią jest chęć bycia przez jej strony częścią wspólnoty politycznej.
Bardzo niebezpieczne są takie działania dla demokratycznego charakteru władzy. Zakładam, że rządzący uznają, iż dysponują „racją” po swojej stronie, że rzeczywiście wykonują orzeczenie ETPCz, że przywracają ład konstytucyjny naruszony – według części ocen – po 2015 r. Jednak nie mogą nie zdawać sobie sprawy, że są to tylko argumenty i pierwsze użycie siły będzie stanowić precedens do powtórzenia takiego zabiegu w przyszłości na podstawie całej listy argumentów przeciwnych. A wypada pamiętać, że narracja oparta na literalnej (a nie opartej o wnioskowania) wykładni przepisów prawa jest łatwiejsza do skonstruowania i przedstawienia zarzutów. Rodzi to niebezpieczeństwo, że władza, która przekracza granice ładu symbolicznego nie może już cofnąć się i musi kontynuować politykę siły z różnych powodów a przede wszystkim zwykłego strachu przed demokratyczną zmianą i oportunizmu.
Stanowi to zatem wyzwanie dla wszystkich innych uczestników życia publicznego i przede wszystkim opozycji. Należy podkreślić – jakiejkolwiek, bowiem działania podejmowane w celu utrzymania władzy za wszelką cenę występują – jak uczy historia – dynamicznie, w postępie geometrycznym.
Ostatnią sprawą jest polski wymiar sprawiedliwości i władza sądownicza. Przekreślenie sfery symbolicznej władzy sądowniczej może prowadzić do jej definitywnego odebrania Narodowi Polskiemu. Nie będzie bowiem w kraju podmiotu, który będzie akceptowany do udzielenia legitymacji sądom – szczególnie tym najwyższego szczebla. Bez wymiaru sprawiedliwości nie ma państwa jako wspólnoty politycznej. Bez własnej wspólnoty politycznej nie ma natomiast ochrony interesów Narodu. Pozostaje jedynie – jakieś – społeczeństwo, które podlega oddziaływaniu przez ośrodek zewnętrzny. Brak jest mechanizmów prawnych, które dbałyby o podstawowe wartości wspólnoty: bezpieczeństwo, własność, prawa polityczne itp. Kto zatem będzie powoływał i legitymizował sędziów? Na myśl przychodzi cytat z „Faraona”: „Posłowie nasi donoszą, że lud [...] zaczyna pragnąć króla. Zanim więc dziecko urośnie, żądania ich dojrzeją, a wtedy… my im damy władcę”.... Słowo „króla” można zastąpić słowem „sędziów”; ale jakie wyrażenie podstawić za „my im damy władcę”?