Sikorski rzuca oskarżeniami. Przydacz: Kłamstwo
W piątek wieczorem doszło do siłowej próby przejęcia Trybunału Konstytucyjnego, która wywołała w Polsce polityczny kryzys. W reakcji na te wydarzenia, dotychczasowi ambasadorowie w Chinach i Rumunii: Jakub Kumoch i Paweł Soloch, złożyli rezygnację ze swoich funkcji.
Komentując te decyzje szef MSZ Radosław Sikorski najpierw stwierdził, że rezygnacja ambasadorów to efekt presji, wywartej na nich przez współpracowników prezydenta Karola Nawrockiego. Później minister poszedł o krok dalej i stwierdził, że to sam prezydent zmusił Kumocha i Solocha do rezygnacji.
Przydacz: Kłamstwo Sikorskiego
Do rewelacji ministra spraw zagranicznych odniósł się szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz. Polityk wskazał, że ambasadorowie "podjęli decyzję o swojej rezygnacji i podali przyczyny takiej decyzji", którymi były łamanie "prawa w Polsce przez Rząd D. Tuska i wicepremiera R. Sikorskiego". Przydacz dodał, że kto zna Kumocha i Solocha ten wie, że "decyzje podejmują samodzielnie".
"Insynuowanie i oskarżenia pana Sikorskiego, jakoby było to efektem nacisków, nie znajdują potwierdzenia w faktach. Są kłamstwem. Nie pierwszy raz w wydaniu tego polityka. Najpewniej to wynik strachu przed odpowiedzialnością za decyzje swoje i swojego szefa" – napisał na swoim koncie na platformie X.
Przydacz nie ma wątpliwości, że wypowiedź Sikorskiego to "próba odwrócenia uwagi od realnego problemu, jakim jest brutalne i siłowe przejęcie kontroli nad ważnym organem konstytucyjnym". Dodał, że taki czyn zagrożony jest, zgodnie z polskim kodeksem karnym, karą do 20 lat pozbawienia wolności.
Co powiedział Sikorski
W poniedziałek w Sejmie szef MSZ powiedział w rozmowie z dziennikarzami, że sędziów do Trybunału Konstytucyjnego wybiera Sejm, a nie prezydent, który – jak stwierdził – "ma swoje protokolarne role, ale nie daje mu to podstawy do rządzenia Polską". Jednocześnie podkreślił, że musi skorygować swoją wcześniejszą wypowiedź dotyczącą ambasadorów.
– W sprawie ambasadorów muszę skorygować swoją wcześniejszą wypowiedź, bo myślałem, że to personel pana prezydenta nakłaniał ambasadorów do rezygnacji ze stanowisk, do porzucenia swojej misji. Okazało się, że robił to osobiście prezydent. To nie jest rola prezydenta, zmuszanie polskich ambasadorów do rezygnacji – stwierdził.