Inna jakość, inna cena. Co kupują Polacy?

Dodano:
01. 03. || Od początku marca w Polsce zaczęła obowiązywać ustawa ograniczająca handel w niedziele. Obecnie zakaz obejmuje dwie niedziele w miesiącu, docelowo w 2020 zakaz zostanie jednak rozszerzony na prawie wszystkie niedziele w roku. Źródło: Pixabay/Alexas_Fotos/Domena Publiczna
Większość Polaków nie słyszała o pojęciu "podwójna jakość żywności" lub nie wie, co ono oznacza. Jednak co trzeci badany jest przekonany, że istnieją różnice w jakości. Czy tak jest w istocie?

Problem podwójnej jakości produktów nie jest nowy. Pod koniec 2015 roku burzę wywołała wypowiedź Matta Simistera dyrektora brytyjskiej sieci hipermarketów Tesco, który powiedział, że "w wielu przypadkach wysyłamy produkty pierwszej jakości do marketów w Wielkiej Brytanii, a produkty drugiej jakości do sklepów w Środkowej i Wschodniej Europie”. Wówczas w brytyjskim parlamencie debatowano o marnowaniu żywności. Przez polskie media przetoczyła się burza, a polski oddział prasowy Tesco jakoś próbował ratować sytuację.

Problem nie dotyczy jednak tylko Polski. Pod koniec lutego ub. roku rządy Słowacji i Węgier zapowiedziały, że zwrócą się do Komisji Europejskiej, aby wyeliminowała podwójne standardy jakości żywności sprzedawanej przez międzynarodowe koncerny.

W Polsce UOKiK w ubiegłym roku po raz pierwszy porównał jakość produktów oferowanych konsumentom z Polski i Europy Zachodniej. Z badania wynika, że 10 proc. sprawdzonych produktów istotnie się różniło. UOKiK tłumaczył, że pod koniec 2017 r. kupił artykuły spożywcze w Polsce i ich odpowiedniki w Niemczech. Drugie testy porównawcze miały miejsce w II kwartale 2018 r. Wówczas kupiono w Polsce żywność, która miała etykiety: po polsku (co znaczy, że była produkowana na nasz rynek) i w obcej wersji językowej (co świadczy o tym, że miała trafić na rynki innych krajów Europy Zachodniej). Łącznie sprawdzono 101 par produktów.

Wśród produktów, u których znaleziono różnice były m.in. chipsy paprykowe Crunchips. Mimo, że opakowanie było identyczne, to w polskich sklepach było o 25 g mniej chipsów. Polskie – smażone na oleju palmowym, zawierały glutaminian monosodowy, miały wyższą zawartość tłuszczu. Niemieckie – na słonecznikowym, bez wzmacniacza smaku. Producent dodał do nich proszek pomidorowy i serowy – czego zabrakło w polskich.

Innym przykładem był serek Almette z ziołami. Na obu opakowaniach była informacja: „100% naturalne składniki”. Niemiecki serek wyprodukowany był z twarogu, ziół, cebuli, czosnku i soli. Polski – zawierał twaróg, odtłuszczone mleko w proszku, cebulę, sól, czosnek, regulator kwasowości: kwas cytrynowy, zioła (0,1 proc.), naturalne aromaty. Regulator kwasowości, jako substancja dodatkowa, przeczył napisowi na opakowaniu, że serek Almette zawiera „100% naturalne składniki”. Z kolei czekolada Milka z orzechami w polskich sklepach miała mniej orzechów niż na rynku niemieckim. UOKiK wykazał też różnice w Lipton Ice Tea Peach. W produkowanej na rynek polski było mniej ekstraktu z herbaty. Ponadto zawierała cukier, fruktozę i słodzik. Na rynku niemieckim – producent dodał tylko cukier.

W drugiej próbie porównawczej przeanalizowano 64 pary artykułów spożywczych. Duża różnica wystąpiła w 8. Tylko w dwóch przypadkach produkty na polski rynek były lepsze.

Podobne zestawienie przygotował "Wprost". Wnioski? Podobne. "Postanowiliśmy prześwietlić składy kilkudziesięciu produktów, które występują pod taką samą marką i w podobnych opakowaniach w Polsce i za granicą. Wyniki są szokujące. Przebadane przez nas produkty mają gorszy skład w Polsce, a lepszy za granicą. Mało tego. W kilku przypadkach gorsze produkty są sprzedawane w Polsce drożej niż ich lepszy odpowiednik za granicą. W tych przypadkach dla wielkich koncernów spożywczych i sieci handlowych Polska stała się śmietnikiem, na którym można sprzedać drożej i gorzej. I nie kontroluje tego nikt" – pisał tygodnik w marcu ub. roku. Co z tym zrobią władze UE? Zobaczymy.

Źródło: UOKiK, Wprost
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...