• Autor:Jan Fiedorczuk

Świat upadłych elitek

Dodano:
Maciej Stuhr i Krystyna Janda Źródło: PAP / Andrzej Rybczyński
TAKI MAMY KLIMAT || Kręgi celebrycko-artystyczne szumnie określane mianem „elit III RP” już dawno stały się obciążeniem dla Platformy Obywatelskiej. Jandy, Gretkowskie, Hołdysy – to oni najciężej pracują na poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości. Na tle tych frustratów partia Kaczyńskiego zaczyna się nagle jawić przeciętnym Polakom jako opcja umiarkowana i racjonalna.

W rozdmuchanej aferce związanej z akcją „nie świruj, idź na wybory” właściwie ciekawy jest tylko jeden aspekt – to, że mimo iż udziału w niej nie wziął żaden polityk opozycji, to automatycznie przypisano ją Platformie Obywatelskiej. Dla wyborców oczywistym jest połączenie artyści-PO. Dla wielu zwolenników Platformy taka Janda czy Stuhr mogą być bardziej kojarzeni z partią Schetyny niż drugorzędowi politycy. Uwidacznia to jak bardzo elitki III RP w powszechnej świadomości zlały się z konkretnym środowiskiem politycznym.

Elity Platformy

Na nieszczęście dla opozycji kręgi kulturalne od lat wspierające projekt, który możemy tutaj umownie określić mianem III RP, właściwie nie generują już żadnych „plusów dodatnich” w perspektywie wyborczej. Inaczej się ma natomiast kwestia „plusów ujemnych” – one wszystkie z automatu idą na konto Platformy Obywatelskiej. Co ciekawe, sami przedstawiciele tych kręgów, które przez lata były hołubione przez polityków i zaprzyjaźnione media, wydają się nie zdawać sobie sprawy z tej sytuacji.

Dajmy na to taka Krystyna Janda. Słynna aktorka nie rozumie, że gdy ubolewa nad stanem „ten-kraju”, to nie robi tego jedynie jako ona – Janda-artystka. Ona to robi jako Janda od antypisu, ta Janda od Platformy, ta Janda od „Wyborczych”, TVN-ów itd. W świadomości społecznej jest już bardziej postrzegana jako aktywistka polityczna niż jako aktorka (co swoją drogą jest strasznie smutne). Dlatego każda głupota, którą palnie, każdy hejt obecny na jej Facebooku (a jest go tam mnóstwo), każdy przejaw pogardy okazany elektoratowi PiSu – to wszystko nie uderza jedynie w jej własny wizerunek, ale przede wszystkim w Platformę Obywatelską.

Dlatego gdy kilka miesięcy temu po wygranych przez PiS wyborach aktorka opublikowała zdjęcie, gdzie polityk macha banknotem przed nosem klęczącej babci z tekstem „daj głos”, to najbardziej ucierpiała Platforma Obywatelska, mimo że przecież nie miała nic wspólnego z tą sytuacją.

I dokładnie ten sam mechanizm zadziałał przy akcji „nie świruj…”. Mimo, że w klipach występowali Pszoniak, Hołdys czy Gajos (a materiał zareklamował oczywiście TVN), to tłumaczyć musiał się Siemoniak, Budka i Schetyna.

Poczucie wyższości

Kwestia elitek III RP, które po 2015 wpadły w prawdziwy amok, była już niejednokrotnie opisywana. Tylko na łamach „Do Rzeczy” po wielokroć robił to Rafał Ziemkiewicz. Swego czasu w naszym tygodniku (nr 185) Krzysztof Masłoń opublikował kapitalny esej pt. „Zdrada klerków” poświęcony tej tematyce.

Najciekawsze są jednak nie tyle kolejne „popisy” gwiazd i gwiazdeczek, co sama geneza tego zjawiska. Geneza, której sednem jest chyba zadufanie. Nawet skupiając się na tej bzdurnej akcji „nie świruj” – wystarczy obejrzeć klip Hołdysa, w którym ten grożąc palcem, poucza obywateli – tak, właśnie poucza – jak się należy zachować.

Bardzo podobnie swego czasu zachował się Jerzy Owsiak, który po ostatnich wyborach opublikował klip, w którym stwierdził, że wstydzi się za swoich rodaków, którzy nie poszli na wybory. Szef WOŚP brzmiał niczym ojciec karcący nieposłuszne dziecko. „To wstyd, obciach, coś niepojętego. Wstydźcie się ci wszyscy, którzy nie poszliście na wybory” – grzmiał. Skąd u niego takie zadufanie? Skąd poczucie, że ma legitymację, by kogokolwiek rozliczać z jego decyzji wyborczych i pouczać?

Właśnie ta arogancja była obecna również w filmikach Hołdysa i spółki. Ta wyższość jeszcze mocniej uderzała z „jaśniepańskich” klipów Sadurskiego czy Jandy. Zresztą Janda dała już wcześniej wyraz tej próżności, stwierdzając w słynnym wywiadzie, że nie czuje potrzeby „wymiany myśli z tym narodem”. Kiedyś czuła, ale naród zgłupiał, źle zagłosował i już nie czuje.

Złośliwie można zauważyć, że to taki odwrócony Rymkiewicz. Poeta z Milanówka też przez lata był obrażony na „głupie społeczeństwo”, które głosowało nie tak, jak on by sobie tego życzył. No może z tym małym zastrzeżeniem, że dla Rymkiewicza Polacy nie dorośli do polskości, podczas gdy zdaniem Jandy i reszty elitek Polacy nie dorośli… do nich.

Odrzuceni, niezrozumiani

Te elitki zdradzone przez niedojrzałe społeczeństwo miotają się od 2015 roku w dwóch kierunkach – od alienacji i wyniosłej postawy pełnej pogardy, po – chyba jeszcze gorszą – potwornie arogancką pozę ludzi zatroskanych dobrem kraju, którzy muszą edukować te ciemne masy.

Prym tutaj wiodą zarówno celebryci (ot choćby „seks edukatorzy”, których Kamila Baranowska opisała niedawno w „Do Rzeczy”), jak i sfery akademickie (które niestety już dawno porzuciły poziom do jakiego trzymania powinny być zobowiązane – vide prof. Hartman czy prof. Środa).

Bardzo znacząca była tutaj wypowiedź niedoszłej kandydatki KO do Senatu Marii Nurowskiej, która stwierdziła, że wyborcy PiS są to "ludzie w większosci niewykształceni, nie potrafią ocenić rzeczywistości, takiej, jaka ona jest. My, trzeźwo myślacy, jesteśmy za nich odpowiedzialni, bo obudzą się, kiedy będzie za późno". Te słowa streszczają wszystko, o czym tutaj piszę – z jednej strony ledwie maskowana pogarda dla ciemnego ludu, a z drugiej samozachwyt i przeświadczenie o predestynacji do pełnienia jakiejś przewodniej roli w życiu narodu.

Oczywiście takich przykładów można by mnożyć i mnożyć. Podobnie wypowiadała się w ostatnim czasie Gretkowska, prof. Hartman, a nawet „nowa, łagodna twarz PO” Kidawa-Błońska.

Elitki wykorzystane

Problem w tym, że kręgi zostały zignorowane nie tylko przez ciemne społeczeństwo. Coraz wyraźniej widać, że także to środowisko polityczne, z którym zostały tak jednoznacznie utożsamione, nie widzi w nich elit z prawdziwego zdarzenia. A żeby być precyzyjnym – nigdy nie widziało.

Stuhry, Hollandy, Gretkowskie – coraz bardziej oczywistym się staje, że służyli oni jedynie jako narzędzie do działalności politycznej – czy to dla danych partii politycznych czy środowisk medialnych.

Za każdym razem jednak to nie one wytyczały trendy, ale były jedynie dokooptowane, a dopóki mogły się przysłużyć sprawie, były karmione blaskiem fleszy.

Dlatego też należy mówić nie o „elitach” III RP, tylko właśnie o „elitkach”. Ich tak naprawdę nigdy nikogo nie obchodziły. One nie wytyczały kierunków, one podążały w tym kierunku, który IM wytyczono. Dobitnym wyrazem tego w ostatnich dniach był przedrukowany w „Gazecie Wyborczej” apel prof. Macieja Giertycha, aby nie głosować na PiS. I tak oto Janda, Żakowski i Hartman mogą stać w jednym szeregu z „nestorem narodowej prawicy”, który przed laty ganiał „żydokomunę i żydosolidarność” oraz głosił kreacjonizm.

Prawdziwym szokiem dla tych środowisk będzie zatem nie rok 2015, gdy nagle utraciły wpływy (i konfitury), ale ten moment, gdy Czerska i Wiertnicza zdecydują, że dłuższe grzanie Jandy czy Holland odnosi skutek przeciwny od zamierzonego.

Politycy opozycji już teraz powoli zaczynają to dostrzegać. Mimo że sami często nie odpowiadają za kolejne ekscesy gwiazd, to co chwila muszą się z nich tłumaczyć. Gdy przeciętny wyborca widzi oszalałych i rozhisteryzowanych celebrytów (utożsamianych przecież z PO), którzy są oderwani od życia normalnych ludzi, a z drugiej ma PiS mówiący o wzroście płac i europejskim poziomie życia, to przecież jego wybór nad urną będzie oczywisty. Na tle tychże elitek PiS w oczach Kowalskich i Nowaków wyrasta po prostu na partię umiarkowaną.

Artykuł wyraża poglądy autora i nie musi być tożsamy ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz poprzednie teksty z cyklu "TAKI MAMY KLIMAT":

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...