Ekspert miażdży niemiecką politykę energetyczną. "To w dużej mierze zasługa zręcznej propagandy"

Dodano:
Angela Merkel, kanclerz Niemiec Źródło: PAP/EPA / CLEMENS BILAN
"Zieloność" niemieckiej polityki energetycznej to w dużej mierze zasługa zręcznej propagandy, rozprowadzanej wieloma kanałami po świecie. Niemcy swoim ekologicznym PR-em zdołały ukryć m.in. to, że są największym na świecie konsumentem węgla brunatnego. W 2018 roku wyprodukowali z tego surowca mniej więcej tyle samo energii, ile produkowali na początku lat 90-tych, co może służyć jako pewien miernik ich programu dekarbonizacji – mówi portalowi DoRzeczy.pl Jakub Wiech z portalu energetyka24.com.

Reuters poinformował, że niemiecka spółka energetyczna Uniper dostała zielone światło na podłączenie do sieci nowej elektrowni węglowej Datteln 4. To dość zaskakująca informacja. Jednak, czy jest prawdziwa?

Na razie żadna z zainteresowanych stron jej nie zdementowała. Niemniej, warto osadzić ją w pewnym kontekście. Spółka Uniper od lat toczy dyskusje z niemieckim rządem federalnym dotyczące właśnie inwestycji w blok węglowy w Datteln, a konkretnie tego, czy jednostka ta ma zostać podpięta do sieci czy nie. Dla Berlina oddanie nowej elektrowni węglowej byłoby niekorzystne z dwóch podstawowych względów: burzy to kurs i wizerunek niemieckiej polityki energetycznej oraz daje paliwo partii Zielonych, czyli obecnie głównemu przeciwnikowi chadeków Angeli Merkel. Dlatego rząd federalny wolał wypłacić Uniperowi rekompensaty za poniesione koszty i utracone korzyści. Rzecz rozbiła się jednak o ich wysokość; jak można się domyślić spółka chciała maksymalnie zwiększyć pulę rekompensat. I w tym momencie dochodzimy do informacji o zgodzie rządu na podłączenie Datteln 4 do sieci. Można ją wytłumaczyć na trzy sposoby: albo negocjacje w sprawie rekompensat zakończyły się fiaskiem i elektrownia wchodzi do systemu energetycznego, albo Uniper stara się zagrać pokerowym bluffem i podbić wysokość rekompensat, albo z takiej samej sztuczki skorzystał niemiecki rząd, by wysłać spółce komunikat o treści „bierzecie tyle, ile dajemy teraz lub kończymy rozmowy”.

Załóżmy przez chwilę, że okaże się to prawdą. Wydawało się, że Niemcy planują raczej odejść od korzystania z węgla w gospodarce do 2038 roku.

Tak wynika z ustaleń tzw. Komisji węglowej, która pracowała w RFN od czerwca 2018 do stycznia 2019 roku. Według jej raportu, Niemcy powinny zaprzestać używania węgla w gospodarce najpóźniej w 2038 roku. Ustalenia komisji nie są dla rządu w Berlinie wiążące, ale wszystko wskazuje na to, że staną się obowiązującym prawem. Co ciekawe, taki harmonogram byłby niezgodny z tym, co RFN zaprezentowała w swoim Krajowym Planie dla Energii i Klimatu, przedłożonym pod koniec 2018 roku Komisji Europejskiej. Według obliczeń z tego dokumentu, Niemcy mają korzystać z węgla jeszcze w roku 2050.

Jednak niezależnie od Datteln 4, niemiecka polityka energetyczna i tak jest pełna sprzeczności oraz hipokryzji. Niby "zielona", ale jednak niekoniecznie.

"Zieloność" niemieckiej polityki energetycznej to w dużej mierze zasługa zręcznej propagandy, rozprowadzanej wieloma kanałami po świecie.

Na czym polega zatem fałsz niemieckiej polityki energetycznej? – 

Niemcy swoim ekologicznym PR-em zdołały ukryć m.in. to, że są największym na świecie konsumentem węgla brunatnego. W 2018 roku wyprodukowali z tego surowca mniej więcej tyle samo energii, ile produkowali na początku lat 90-tych, co może służyć jako pewien miernik ich programu dekarbonizacji. Jednakże Berlin robi coś znacznie gorszego: stara się wieloma sposobami zniszczyć energetykę jądrową w Europie, a jest to technologia stabilna i praktycznie bezemisyjna. Niemcy chcą wyłączyć swoje siłownie jądrowe już w 2022 roku, przeciw czemu protestują m.in. polscy klimatolodzy. Niestety - bez rezultatu.

Polityczne zakusy RFN sięgają jednak dalej: kilka tygodni temu na forum Unii Europejskiej dyskutowano nad tym, czy w nowej taksonomii, a więc de facto w agendzie inwestycyjnej środków unijnych, mogą znaleźć się projekty jądrowe. Za wykluczeniem atomu z grona inwestycji mogących uzyskać finansowanie ze środków UE byli przede wszystkim Niemcy - zresztą, obecny niemiecki rząd ma ten cel zapisany w umowie koalicyjnej. Walka Berlina z atomem opiera się tu na czystej kalkulacji zysków: przy założeniu, że kraje Unii podążą ścieżką transformacji energetycznej wyznaczoną przez RFN (czyli oprą się na źródłach odnawialnych wspomaganych gazem), każda elektrownia jądrowa w Europie będzie zmniejszała popyt na paliwo gazowe - a to właśnie tym surowcem w ogromnych ilościach handlować będą wkrótce Niemcy. Wszystko dzięki gazociągom Nord Stream 1 i 2.

Zostawmy na chwilę Niemcy. Nieoczekiwanie brytyjska spółka West Cumbria Mining otrzymała poparcie dla swoich planów otwarcia nowej kopalni głębinowej węgla. To chyba również dość zaskakujący ruch, jeśli weźmiemy pod uwagę dotychczasową politykę brytyjską?

Ta nowa kopalnia wydobywać ma węgiel koksujący, czyli taki, który wykorzystywany jest głównie w produkcji stali. Nie zostanie on spalony w elektrowniach, ale w hutach, pomoże on wyprodukować np. elementy turbin wiatrowych czy reaktorów jądrowych. Brytyjczycy bardzo głęboko zdekarbonizowali swoją energetykę i węgiel nie odgrywa w niej praktycznie żadnej roli; ich system opiera się na źródłach odnawialnych, gazie i atomie. Ale przemysł metalurgiczny zdekarbonizować bardzo trudno. Ta nowa kopalnia oznacza po prostu, że Brytyjczycy wolą korzystać ze swojego paliwa niż importowanego - bo korzystaliby z niego tak czy siak. Nie jest to tak dobitny przykład wyłamywania się z kierunku antywęglowego, jak Datteln 4, dla tej elektrowni są alternatywy.

Czy to oznacza, że węgiel nie jest jednak passe?

Patrząc na statystyki dotyczące zużycia energii pierwotnej na świecie, łatwo dostrzeżemy, że węgiel to wciąż jedno z trzech głównych paliw całej globalnej gospodarki. I niestety niewiele wskazuje, by miało się to wkrótce zmienić. Miesiąc temu w mediach pojawiła się informacja, że Chiny planują oddać do użytku 226 GW mocy węglowych - czyli jakieś 10 razy więcej, niż posiada Polska. Węgiel stanowi atrakcyjne paliwo dla krajów wchodzących na drogę rozwoju, czyli m.in. państw Afryki. Tam również buduje się obecnie bardzo dużo jednostek zasilanych tym surowcem - co ciekawe, pieniądze w afrykańską energetykę inwestują Chińczycy i Rosjanie, co nadaje sprawie geopolitycznego znaczenia.

A gdzie w tym wszystkim walka o klimat?

To jest bardzo dobre pytanie. Jeśli rzucimy okiem na wykresy pokazujące emisje dwutlenku węgla z ostatnich 30 lat, to zobaczymy, że przez cały ten czas globalna produkcja CO2 nieprzerwanie rośnie. Jedynym wyjątkiem był czas kryzysu gospodarczego sprzed dekady. Pokazuje to, że światowe polityki klimatyczne okazują się nieskuteczne. Niemniej, patrząc na to, jak na tym polu działają kraje pokroju Niemiec, wykorzystujące kwestie klimatu do wzmacniania swoich interesów, to nie mamy się co dziwić.

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...