"Tęczowa rewolucja obala fundamenty społeczeństwa"

Dodano:
Zdjęcie ilustracyjne Źródło: PAP / Radek Pietruszka
- Tęczowa rewolucja rozmontowuje płeć, relacje, miłość, heteroseksualizm, a więc elementy składowe naturalnej rodziny. Bez rodziny Polska i każdy inny kraj jest skazany na wymarcie, nie przetrwa! Jest w tym coraz bardziej agresywna i roszczeniowa - mówi portalowi DoRzeczy.pl wiceprezes Fundacja Instytut Analiz Płci i Seksualności "Ona i On" Agnieszka Marianowicz-Szczygieł.

Czym jest "Utopia tęczowej rewolucji. 10 pytań i 100 argumentów"?

"Utopia tęczowej rewolucji. 10 pytań i 100 argumentów" to kompendium wiedzy na temat starcia kulturowego, nowej rewolucji, z którą mamy obecnie w Polsce do czynienia. Publikacja, której w Polsce, jak dotąd brakowało.

Do kogo jest skierowana?

Broszura została przygotowana dla statystycznego Kowalskiego, w praktycznej formule, w zgrabnej objętości. Dla rodziców, nauczycieli, czy zawodów, które stykają się w jakiejś mierze w sposób szczególny z tą tematyką. Odpowiadamy na podstawowe pytania, które cisną się Polakom na usta i staramy się udzielać przejrzystych odpowiedzi, punkt po punkcie.

Czym kierowali się twórcy przy stworzeniu tego materiału?

Twardymi faktami, statystykami, badaniami. Chcemy w sposób syntetyczny wprowadzić w temat i dostarczyć informacji oraz argumentów w dyskusjach z sąsiadami, współpracownikami, ale przede wszystkim z nauczycielami czy dyrektorami szkół. Centrum Życia i Rodziny, które zaprosiło mnie do wymyślenia koncepcji i zredagowania treści tej broszury zależało, aby dotrzeć zarówno do osób decyzyjnych, jak i do postronnych obserwatorów, którzy czują się zdezorientowani w obecnej sytuacji. Staraliśmy się przełamać jednogłos i monopol informacyjny, który jest wtłaczany Polakom do głów.

Co możemy znaleźć w tej publikacji?

Sprawy gender, queer, orientacji seksualnej, praw i przywilejów osób LGBT, podstawowe fakty naukowe dotyczące homo- i transseksualizmu, omówienie kwestii tęczowego rodzicielstwa, roli edukacji seksualnej. Zasadnicza sprawa to etapy tęczowej rewolucji seksualnej i plan stopniowego podboju społeczeństw. Dotykamy też kwestii języka oraz przewidywalnych już na tym etapie skutków, które mogą dotknąć Polskę. Bardzo niebezpieczne są wszelkie zmiany prawne. Ogólnie: tłumaczymy pojęcia, dostarczamy argumentów i rozbrajamy mity.

Część osób twierdzi, że retoryka środowiska LGBT zaostrza się. Skąd bierze się moda na to, aby za promować przedsięwzięcia oraz osoby LGBT?

Szukając źródeł głośnych choćby ostatnio zamieszek, ale i wielu podobnych sytuacji z przeszłości, musiałam zmierzyć się wspólnie z czytelnikami z pytaniem, co takiego w Polsce się zmieniło w ostatnich latach na minus, że obserwujemy aż takie zaostrzenie retoryki, czy zwiększenie ilości tęczowych przedsięwzięć? Bo może np. staliśmy się ostatnio jako Polacy szczególnie agresywni wobec mniejszości seksualnych, albo może mamy jakieś horrendalne statystyki przemocy i stąd ten wzrost aktywności środowisk LGBT? Czyli może jako społeczeństwo powinniśmy bić się w piersi i nawracać ze złych dróg? Okazuje się że nic takiego się nie dzieje, co pokazujemy na międzynarodowych statystykach przemocy OBWE.

Mniejszości seksualne twierdzą jednak, że są wytykane palcami i stygmatyzowane.

Osoby z mniejszości seksualnych dysponują także w Polsce pełnią swobód obywatelskich, w tym, o czym nawet nie wiedzieli niektórzy kandydaci na prezydenta, także prawem do zasięgania informacji medycznej, wspólnego wzięcia kredytu czy sporządzenia testamentu. Retoryka „bycia represjonowanym” to odgrzewany kotlet i to sprzed nawet 50 lat, kiedy to w krajach Europy Zachodniej takie osoby były wydalane za granicę czy wsadzane do więzienia. Nigdy to nie miało miejsca w Polsce. Dziś to już odległa przeszłość. Mimo to tęczowa rewolucja wciąż wmawia nam represjonowanie czy dyskryminację. Dołącza także kolejne mniejszości: poliamorystów, sadomasochistów, osoby o niestandardowych identyfikacjach choćby ze świata zwierząt. Ta litania żądań się nie kończy.

Dlaczego uprawnione jest mówienie o „rewolucji”?

Każda rewolucja i ta także została do pewnego stopnia zaplanowana, ma swoje cele, rewolucyjny moment i rewolucyjną siłę. Ma także częściowo prawdziwą retorykę ujmowania się za słabszymi (wyżej wspomniane historyczne, już dziś nieaktualne historyczne represje), które służą jako przykrywka do realizowania radykalnych celów zupełnej dekonstrukcji społeczeństwa: stworzenia nowego typu obywatela i nowego społeczeństwa. A trzeba sobie jasno powiedzieć, że ta rewolucja obala fundamenty społeczeństwa, jest z gruntu antyrodzinna.

Podobnie jak komunizm negował podstawowe prawa ekonomii, tęczowa rewolucja neguje lub ignoruje podstawowe prawa biologii: to że płeć jest zawsze uwarunkowana biologicznie i nie może zostać zastąpiona przez subiektywną i zmienną identyfikację, czyli „świadomość płci” (a katalog sięga tu już kolejnej setki identyfikacji), że tylko ze związku kobiety i mężczyzny rodzą się dzieci. Kobiet, które mają prawo być kobiece i silnych, męskich mężczyzn - niwelowanie różnic między płciami może doprowadzić do tego, że przestaniemy być dla siebie atrakcyjni. Jak się okazuje, ta rewolucja seksualna zabija także stopniowo nawet na jakichkolwiek relacjach i pięknie miłości sprowadzając je wymiaru coraz bardziej przelotnych nastrojów i przelotnych seksualnych uniesień. Podsumowując, tęczowa rewolucja rozmontowuje płeć, relacje, miłość, heteroseksualizm, a więc elementy składowe naturalnej rodziny. Bez rodziny Polska i każdy inny kraj jest skazany na wymarcie, nie przetrwa! Jest w tym coraz bardziej agresywna i roszczeniowa.

Czy dlatego tęczowa rewolucja może być utopią?

Tak, odklejamy się od biologii i obiektywnych faktów. Tęczowa rewolucja jest na samobójczym kursie dla społeczeństwa.

Ale kryje się tu nadzieja, bo to znaczy, że jak każda utopia i ta kiedyś upadnie.

Owszem, jak najbardziej. Pytanie tylko, kiedy i jakim kosztem się to stanie? Niestety, jak w każdej rewolucji i tu stosowany jest coraz bardziej zaawansowany system represji, ograniczania wolności osobistej, wyznania, gospodarczej, praw rodzicielskich, grzywn, kar więzienia, wyrzucania z pracy - co pokazuję na przykładach. Tęczowa rewolucja jest na Zachodzie coraz bardziej totalitarna i musimy być tego świadomi, że obecnie Polska znajduje się tylko na etapie przejściowym. Aby zobaczyć, co nas czeka, trzeba zerknąć na Kanadę, Hiszpanię, czy USA, gdzie np. miasto Nowy Jork uchwaliło karę 250 tys. dolarów za niepoprawne zaimki płciowe, a Szwajcaria karę trzech lat więzienia za przestępstwa homofobii i transfobii. Kanada - już sądownie narzuca niepełnoletnim dzieciom wbrew woli rodziców przyjmowanie hormonów zmiany płci, jeśli identyfikują się „inaczej”. Nie można np. wmawiać dzieciom, że mogą sobie wybrać płeć...a potem dziwić się, że przybywa osób identyfikujących się jako LGBT w właśnie w tej kategorii wiekowej, co pokazujemy także na statystykach.

Niektóre osoby mówią, że nie ma czegoś takiego, jak ideologia LGBT.

Tak...głośny jest już u nas spór: „ludzie czy ideologia”. Ja twierdzę, że i ludzie i ideologia, ale tak naprawdę, w tęczowej rewolucji nie chodzi o ludzi, ale o ideologię. Tęczowa rewolucja jest tak naprawdę szkodliwa dla osób LGBT i skierowana przeciwko nim, one same najwięcej na niej tracą. A tym, którzy wypisują hasła „ludzie, a nie ideologia”, dopisałabym drugą część: ale to ludzie tworzą ideologię.

Możemy zdefiniować tę ideologię?

Zorganizowanym i wszechstronnym systemem poglądów coraz bardziej kontrolującym życie innych obywateli. Systemem utopijnym, pseudonaukowym, totalnym, coraz bardziej totalitarnym, antychrześcijańskim i antyrodzinnym. I nie mam tu na myśli poszczególnych osób LGBT, które często odżegnują się od tęczowych haseł, ale żądania ruchu LGBT, który uzurpuje sobie i monopolizuje reprezentowanie mniejszości seksualnych. Ja, my - nie chcemy kontrolować życia innych osób i szanujemy ich prywatność, dlaczego ktoś chce wtrącać się w nasze życie i mówi nam pod karami administracyjnymi, jak mamy wychowywać dzieci, jakiego używać języka, w co mamy wierzyć, jak się zachowywać. Czyjaś identyfikacja płciowa czy seksualna, to prywatna sprawa. Nie możemy oddać przestrzeni publicznej w imię tego, aby jakaś mniejszość (z całym dla niej szacunkiem) mogła się czuć jak prodemograficzna większość. Dzieci mamy wychowywać do dorosłego życia i zakładania szczęśliwych rodzin, a nie wyłącznie do uprawiania seksu.

Dużo uwagi poświęca pani językowi i doborowi argumentów.

Tak, język, to zasadnicza sprawa. Nie wygramy wojny o rodzinę i piękno miłości po pierwsze używając wyłącznie języka etyki czy moralności, bo druga strona ma swoją. Po drugie, grając w narzuconą już gotowymi narracjami grę. To zaawansowane socjotechniki i dyletanci polegną tu z kretesem. Nie wolno być nieprzygotowanym. Także chrześcijańskie kraje, jak Irlandia, Hiszpania czy Włochy poddały się retoryce innej miłości, rzekomej równości, płci uwięzionej w ciele. To także moja uwaga do dziennikarzy. Nie ufajmy wrodzonej pewności siebie i przekonaniu o własnej racji. Trzeba nauczyć się odkodowywać narzucone pojęcia i nie poddawać się narzucaniu racji. Na przykład słowo „dyskryminacja” - brzmi szlachetnie, a znaczy, co tylko komu się rzewnie na danym etapie podoba, jest bardzo wieloznaczne. Sprowadzajmy rozmówców do parteru i zaznaczajmy, że dyskryminacja to słowo bardzo wieloznaczne, a ponadto celowe narzędzie wymyślone przez neomarksistę Herberta Marcuse do zastopowania wolności prawicy (dosłownie!) - polecam infografiki instytutu Ona i On - zakładka sekskomunizm: http://onaion.org.pl/infografiki/ gdzie można znaleźć więcej na ten temat. Prośmy o mówienie o przemocy, która jest stosunkowo łatwo definiowalna: fizycznej, słownej, psychicznej czy seksualnej. Słowo równość małżeńska? A czy związki jednopłciowe i heteroseksualne są takiej same, że mamy jest zrównywać? Skoro trwają przeciętnie 7,7 razy krócej (wśród gejów), więcej wśród nich przemocy,emocjonalnego współuzależnienia, a przede wszystkim nie rodzą się w nich ich dzieci. Homofobia - to uciszanie oponentów i blokowanie zdrowej dyskusji. I tak dalej. Trzeba być po prostu przygotowanym, dlatego ta publikacja Centrum Życia i Rodziny jest tak bardzo ważna. Nie mam złotych odpowiedzi na każde pytanie, ale mam nadzieję, że na wiele - tak.

Na koniec przywołam jeszcze jeden temat. Ostatnie wydarzenia w Warszawie. Areszt dla Michała Sz., demonstracje i protesty osób, które sympatyzują ze społecznością LGBT. Dokąd zmierzamy i co z tego wyniknie?

To obecny w marksizmie i neomarksizmie tzw. konflikt podstawowy. Już na wstępie nastawia się jednych przeciwko drugim, kapitaliści wykorzystywali robotników, mężczyzn wykorzystują zawsze kobiety, a społeczeństwo jest heteronormatywne i homofobiczne. Wykorzystuje, pasożytuje. Musisz walczyć, aby przetrwać lub uratować innych. Młodzi, wrażliwi ludzie, dają się nabrać na ten spreparowany konflikt. Proszę zauważyć, ile argumentów merytorycznych jest używanych? Czy też raczej dominuje odwoływanie się emocji i narracji samozwańczych nowych praw człowieka. Druga sprawa, to kwestia szkolenia docelowych lewicowych bojówek. Na stronie Biennale Warszawa, gdzie szkoliła się ta organizacja (Stop Bzdurom) znajdziemy logo osób z łomami i hasła obalenia kapitalizmu. To nie są żarty. I trzeba wiedzieć, że radykalna lewica jest anarchistyczna i będzie agresywna, dopóki np. jasno nie będziemy mówić o neomarksizmie jako o systemowym zagrożeniu.

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...