• Autor:Marek Jan Chodakiewicz

Ansky

Dodano:
Prof. Marek Jan Chodakiewicz Źródło: PAP / Rafał Guz
Cyberonuca || Shmuel (albo po prostu S.) Ansky to pseudonim lewicowego syjonisty, rosyjskiego Socjalisty-Rewolucjonisty, dziennikarza i literata, Szlojme Zanvla Rappaporta (1863-1920). Urodził się w Czaśnikach na Witebszczyźnie w rodzinie ortodoksów. Zdobył laickie wykształcenie i działał głównie w Petersburgu. Zaasymilował się, stał się kulturowo rosyjski, ale nie porzucił ludu, z którego się wywodził.

Jego najsłynniejsze dzieło to sztuka Dybbuk, albo między dwoma światami (1913-1914). Pod pozorem opowieści o kobiecie cierpiącej w szponach demona Ansky opisuje znikający pod młotem nowoczesności fantastyczny świat żydowskiego sztetla na dawnych ziemiach Rzeczypospolitej.

Jednak dla mojej pracy nad Pińskiem w latach 1914-1921 okazał się najważniejszy Wróg, jak mu się podoba. Jest to sprawozdanie osobiste z podróży po Kresach w czasie I wojny światowej. Jej celem była praca charytatywna głównie na rzecz żydowskich ofiar I wojny światowej, choć od czasu do autor nadmienia o pomaganiu też chrześcijanom.

Wstęp do pracy to swoista deklaracja. Jest ona charakterystyczna dla oddania stanu umysłu wielu współczesnych obserwatorów żydowskich.

Mianowicie, Rosjanie są bezwzględni i krwawi, ale intelektualną otoczkę antyżydowskiej przemocy, w której specjalizują się szczególnie Kozacy, dostarczyli im Polacy. To właśnie zrusyfikowani Polacy, bądź ich potomkowie, tacy jak generał „Bolesław Januszkiewicz” (s. 5) – gdzie indziej opisywany jako Yanushkkevitsch (s. 77, 105, 128, 131, 218, 226) – byli źródłem antysemityzmu i motorami pogromów w imperium carów. Ale Polacy-katolicy są najbardziej antysemiccy ze wszystkich. To oni prowadzą gospodarczy bojkot antyżydowski. To oni wymyślili morderczą plotkę, że Żydzi szpiegują dla wroga, szczególnie dla Niemców. I plotka ta stworzyła atmosferę w ramach której generowały się antyżydowskie pogromy.

Ansky przekonał się o tym osobiście, bowiem podczas podróży do b. Królestwa Polskiego, w warszawskim hotelu taką plotkę o rzekomej wszechobecności „żydowskich szpiegów” przekazała mu pokojówka Polka-katoliczka. Zresztą takie opinie publicznie i zgodnie szerzyli wszyscy Polacy. Na przykład, plebs warszawski miał nazywać Żydów „Wilusie” – od kajzera Wilhelma, oraz błogosławił rosyjskim żołnierzom „niech Bóg was strzeże przed Niemcami i Żydłakami” („May God protect you from Germans and Kikes”, s. 4). A sam książę Zdzisław Lubomirski miał przekonywać prominentnych Rosjan, że „90% Żydów to zdrajcy, a 10% to szpiedzy” („90 percent of the Jews are traitors and 10 percent are spies”, s. 4)

Nota bene, Żydzi kontrowali takie opinie własnymi legendami. Jedna z nich – którą autor zasłyszał w Mińsku – głosiła, że w Zamościu Polacy rzekomo zadenuncjowali Żydów jako szpiegów, a trybunał wojskowy skazał ich na śmierć. Na szczęście dwóch Rosjan „padło na kolana” i przebłagało wojskowych sędziów aby wstrzymać się z egzekucją, bo prawdziwi szpiedzy chowają się w pałacu „hrabiego Zamojskiego [sic]”. Sędziowie udali się na miejsce, gdzie w piwnicy odkryli „hrabinę” rozmawiającą przez telefon z Austriakami, a więc natychmiast ją powiesili. W innej wersji, zasłyszanej w Lublinie, gdy rosyjscy wojskowi wpadli do piwnicy hrabiny Zamoyskiej znaleźli tam grupę Polaków przebranych za ortodoksyjnych Żydów w kaftanach i jarmułkach, którzy rozmawiali z Austriakami przez telefon. Rosyjscy sędziowie nie rozpoznali polskich przebierańców. Na szczęście prawdziwi Żydzi zdemaskowali Polaków, których sztuczka miała służyć do antysemickich prześladowań (s. 21-22).

Trudno w to uwierzyć, ale amerykańscy naukowcy, tacy jak William H. Hagen, traktują takie opowiastki o hrabinie Zamoyskiej-szpiegu całkiem poważnie.

Co więcej, Ansky powtarza tak samo solidne plotki, że “w polskich kościołach księdza podburzali wiernych I często mówiło się całkiem otwarcie, że celem tego podburzania jest zabijanie Żydów” („In the Polish churches the priests stirred up the congregations and it was often stated quite explicitly that the goal of the incitement was to kill the Jews”, s. 4). Jednocześnie w prasie polskiej można było rzekomo przeczytać, że “nie potrzeba nam niepodległości jeśli Żydzi pozostaną w naszym kraju – Zbrukali go!” (“We don’t need our independence if the Jews stay in our country – they have defiled it”, s. 4). Czyli dla Polaków głównym wrogiem byli Żydzi a antysemityzm polski był ważniejszy od polskiej walki o wolność.

Uprzedzenia takie naturalnie implikują narrację autora. Badania nasze własne wskazują, że wraz z ekscesami przeciw Żydom szły w parze prześladowania ludności chrześcijańskiej. Na przykład, w Kraśniku, po odbiciu tego miasta z rąk austro-węgierskich jesienią 1914 r., wojska rosyjskie pod pozorem zwalczania kolaboracji i rabunków rozstrzelały 3 chrześcijan i 3 żydów. Według polskiego autora, lokalni Żydzi mieli zadenuncjować polskich członków ochotniczej straży pożarnej Rosjanom bowiem strażacy mieli rzekomo rabować własność żydowską. W rzeczywistości faktycznie strażacy dostali rozkaz od Austriaków aby konfiskować kołdry i pościel na rzecz c.k. żołnierzy. Zabierali te rzeczy również od ludności żydowskiej. Stąd późniejsze skargi poszkodowanych do Rosjan i wynikające z nich aresztowania. Jednocześnie nie było czasu na dochodzenie. W związku z tym 13 września 1914 r. wojska rosyjskie rozstrzelały w Kowalinowych dołach między Olbięcinem a Kraśnikiem 2 kierowników polskich strażaków oraz polskiego burmistrza, ale również i 3 Żydów, którzy ich najbardziej aktywnie denuncjowali. Zwolniono natomiast prawosławnego woźnego kraśnickiego magistratu, którego uprzednio zabrano jako zakładnika ze strażakami i burmistrzem oraz 3 żydowskimi mężczyznami. Potem w ramach dalszych retorsji pułkownik rosyjski powiesił jeszcze dwóch rabinów z Kraśnika. Zob. Robert Przegaliński, Opowiadania o mieście Kraśniku i okolicy (Lublin: Spółdzielnia Wydawnicza Placówka Lubelska, 1927), a szczególnie „Pogrom kraśnickiej straży ogniowej ochotniczej w 1914 r.: Notatka historyczna”, s. 29-34.

Natomiast Ansky milczy zupełnie o polskich chrześcijańskich ofiarach rosyjskich retorsji, a podaje, że w Kraśniku powieszono 4 Żydów, a w tym dwóch rabinów („in Krasnik [sic Kraśnik], four Jews, including the local rabbi and the government-appointed rabbi”). Tym sposobem autor wspomnienia pozostaje wierny jednowymiarowemu modelowi, gdzie cierpienia spadały tylko (albo w najlepszym wypadku – głównie) na Żydów, a chrześcijanie występują prawie wyłącznie jako prześladowcy, bądź pasywnie wrodzy obserwatorzy, z malutkimi wyjątkami sprawiedliwych, których pro-żydowskie interwencje potwierdzają wrogość i antysemityzm ogółu.

Przyznajmy jednak, że Ansky nieco łagodnieje gdy zaczyna przemieszczać się po austriackiej Galicji. Tam uznaje, że „polski antysemityzm” nie jest tak żarłoczny jak nad Wisłą. Podaje też ciekawie, że, in extremis, w pogromach antyżydowskich, w rabowaniu współwyznawców, brali udział też i Żydzi – jako bandziory, paserzy, czy jako żołnierze rosyjscy (s. 41, 79-80, 254). W innym wypadku, w galicyjskim Husiatyniu, wojska rosyjskie chciały spalić synagogę i getto, ale Żydzi-żołnierze carscy stanęli w obronie swoich i zagrozili, że w takim wypadku to oni podłożą ogień pod kościół i dzielnicę chrześcijańską (s. 253).

Z opowieści o galicyjskim miasteczku Brzostek dowiadujemy się, że kozacy oskarżyli żydowskiego ojca i syna o szpiegostwo i postawili przed szubienicą. Potem zachęcili młodszego Żyda, aby powiesił swego rodzica w zamian za darowanie mu kary. Syn odmówił, ale na prośbę ojca zgodził się go powiesić. Gdy starszy mężczyzna żydowski zadyndał, kozacy powiesili jego syna (s. 91). Dedykuję to tym, którzy w sprawie Jedwabnego argumentowali, że nie można zmusić człowieka aby skrzywdził innego człowieka wbrew swej woli.

W Tarnopolu głód zmusił dzieci żydowskie do prostytucji. Dochodziło nawet do takich tragedii, że 12-letni chłopiec oferował oficerom rosyjskim swą dziesięcioletnią siostrę. A ci pedofile akceptowali (s. 237).

Tak więc przy pewnym wysiłku można też z krojonego na jeden deseń tekstu wyłapać pewne subtelności i ciekawostki. Warto też odnotować, że tłumacz nie bardzo wyznaje się na Intermarium i jego ludach (oprócz mniejszości żydowskiej do pewnego stopnia). Na przykład, uznał, że chłopi galicyjscy są wyznania „unitarnego”, czyli są antytrynitariuszami, a w rzeczywistości naturalnie chodzi o unitów (s. 238). W niektórych miejscach tłumacz jest na bakier z geografią, stara się tłumaczyć z jidisz, co nie zawsze mu wychodzi.

A teraz kilka ciekawych cytatów:

„Żydzi, przestraszeni i stłamszeni, nie mieli możliwości zwalczania czy to prześladowań czy kłamstw. I dlatego – tak jak robili to w przeszłości – utkali oni ze swoich wzdychań i łez legendy, z których czerpali pociechę i odwagę... Ta opowieść nie była świadomym kłamstwem. Tak jak to się dzieje z każdym mitem, narrator stracił zdolność rozróżniania między faktem a fikcją; jego podświadomość zawierała inną prawdę – symboliczną i historyczną prawdę”.

“Koła wojskowe [rosyjskie] od najwyższych do najniższych były okrutne i z zimną krwią poruszały sprawę najstraszliwszej przemocy, którą doświadczali Żydzi. Podejście takie naturalnie wywodziło się z bestialskiego antysemityzmu przenikającego całą armię [rosyjską]. A dużą rolę odgrywao również dzikie i systematyczne zamieranie najbardziej podstawowych ludzkich uczuć – proces, którego byłem świadkiem dzień po dniu”.

„Nie posiadając jedynej własnej platformy politycznej, Żydzi w największym stopniu wspierają de facto rządzących, kogokolwiek kto jest aktualnie u władzy: najpierw Austryjaków, potem Polaków. A ostatnio Żydzi mają tendencję do wspierania Rusinów [Ukraińców]. Spowodu tych zwrotów, te różne grupy etniczne oburzały się na Żydów tym bardziej i uznawały ich zachowanie za zdradzieckie”.

„Oczywiście [niemieckie] protesty przeciwko rosyjskiemu barbarzyństwu były napędzane motywami politycznymi. Nie istniała prawdziwa sympatia czy współczucie w stosunku do prześladowanych. Podczas gdy pomstowali przeciw rosyjskiemu okrucieństwu na okupowanych przez siebie terenach, Niemcy sami pokazywali całkiem pokaźny ładunek brutalności. Nie wyprawiali masakr czy pogromów, ale mimo tego trudno było znieść ich szorstkość i pogardę. Niemiecka praca przymusowa nie była łatwiejsza od rosyjskiego więzienia, a przywłaszczanie sobie przez Niemców własności prywatnej niczym się nie różniło od złodziejstwa”.

“Odnalazłem Lwów jako eleganckie i zadbane europejskie miasto. W pewien sposób przypominało mi Kijów. Na każdym kroku można było zobaczyć stare, historyczne budynki z czasów polskiej władzy. Zaiste całe miasto jest przepełnione polską kulturą”.

S. Ansky, The Enemy at His Pleasure: A Journey Through the Jewish Pale of Settlement During World War I, ed. and transl. Joachim Neugroschel (New York: Metropolitan Books, Henry Holt and Company, 2002)

Marek Jan Chodakiewicz
Washington, DC, 12 luty 2021

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...