• Autor:Maciej Pieczyński

"Krwawy Feliks", pogromca chaosu

Dodano:
Prezydent Rosji Władimir Putin Źródło: PAP/EPA / Michail Klimentyev
Feliks Dzierżyński czy Aleksander Newski? Mieszkańcy Moskwy niebawem zdecydują, który z tych „bohaterów” rosyjskiej historii powinien mieć swój pomnik na placu przed siedzibą FSB. Wbrew pozorom, z polskiej i zachodniej perspektywy architekt sowieckiego terroru wcale nie jest gorszym wyborem niż staroruski książę.

Łubianka to miejsce symbolicznie oddające ciągłość rosyjskiej (wcześniej sowieckiej) policji politycznej. Dawna siedziba Czeki, następnie kolejno OGPU, NWKD, KGB, obecnie – FSB. Do 1991 r. na placu naprzeciwko budynku stał pomnik twórcy pierwszej z wymienionych służb. Architekta czerwonego terroru. Naturalną konsekwencją likwidacji Związku Sowieckiego było potępienie kultu Dzierżyńskiego. Pomnik „czerwonego Feliksa” upadł wraz z komunizmem (a konkretnie przeniesiony został do Parku Sztuki Muzeon, swoistego cmentarzyska dla sowieckich momumentów). Ale duch komunistycznego terroru i sowieckiego imperializmu nie zginął, tylko przeczekał Jelcynowską (fasadową, ale jednak) liberalną, prozachodnią demokrację, by odrodzić się w czasach, gdy stery kraju objął były czekista.

Kto będzie górował nad Łubianką?

Już w grudniu ubiegłego roku organizacja Oficerowie Rosji złożyła do prokuratury wniosek o przywrócenie na Łubiance pomnika Dzierżyńskiego. Na początku lutego inicjatywę tę wsparła grupa „czerwono-brunatnych” (łączących poglądy komunistyczne, imperialne i nacjonalistyczne) publicystów i działaczy, kierując oficjalne pismo do władz Moskwy. Podpisali się pod nim m.in. redaktor naczelny gazety „Zawtra” Aleksandr Prochanow, czy pisarz, twórca batalionu walczącego w Donbasie po stronie separatystów – Zachar Prilepin. Autorzy przyznali, co prawda, że założyciel Czeki to „postać kontrowersyjna”, ich zdaniem jednak sam monument warto odbudować jako symbol tragicznej epoki. Miałby być wręcz dopełnieniem stojącego również na Łubiance Kamienia Sołowieckiego, upamiętniającego ofiary represji sowieckich.

Pojawiły się również inne propozycje postaci, godnych upamiętnienia – wielki książę moskiewski Iwan III Srogi, szef KGB i przywódca ZSRS Jurij Andropow, wreszcie – książę Aleksander Newski, prawosławny święty. Izba Społeczna Moskwy (złożona m.in. z przedstawicieli mieszkańców rada konsultacyjna przy władzach miasta) przeprowadzi internetowe głosowanie. Do wyboru będą ostatecznie jedynie Dzierżyński i Aleksander Newski.

"Powinniśmy bronić Dzierżyńskiego"

Dzierżyńskiego przedstawiać nie trzeba. Ciekawe są jednak losy samego pomnika. Stanął na Placu Łubiańskim w 1958 r., w epoce Chruszczowowskiej odwilży, czyli odejścia od stalinowskiego terroru. Dzierżyński, jako jeden ze „starych bolszewików”, otoczony był wtedy romantyczną aurą może i okrutnego, ale jednak „szlachetnego” rewolucjonisty. Chruszczow nie mógł i nie chciał potępić systemu sowieckiego, potępił więc system stalinowski, zrzucając na „kult jednostki” wszystkie „błędy i wypaczenia” komunizmu. Lenin był dobry, Stalin był zły. Dlatego kierujący państwowym terrorem za czasów tego pierwszego Dzierżyński stanął na placu przed siedzibą KGB jako wzór dla czekistów – mieli naśladować „szlachetnego” Feliksa Edmundowicza, nie zaś „stalinowskich siepaczy” Jeżowa i Berię. W 1991 r. pomnik miał już zupełnie inną wymowę – po klęsce puczu Janajewa, czyli ostatniej próby uratowania reżimu sowieckiego, był symbolem tegoż reżimu i jego aparatu represji. Dlatego przeniesiony został w mniej godne miejsce. Dziś jest jeszcze inaczej – dla obozu „czerwono-brunatnych” (a obóz ten reprezentuje skrajny wariant Putinowskiej idei) Dzierżyński to figura niejednoznaczna. Dobrze, że czerwony, źle, że mordował białych i brunatnych. Ale najważniejsze, że swoją żelazną ręką zaprowadził w kraju porządek! „Przy całym szacunku dla św. księcia Aleksandra, powinniśmy obronić Dzierżyńskiego jako symbol zwycięstwa nad chaosem, jako symbol dziesiątek zdemaskowanych spisków przeciwko Rosji Sowieckiej” – stwierdził Prilepin.

Jednak architekt czerwonego terroru, od którego ucierpiały miliony Rosjan, to nie to samo, co Armia Czerwona, w której szeregach miliony Rosjan wywalczyły zwycięstwo nad faszyzmem. Dlatego moskiewskie władze nieoficjalnie popierają wariant z Aleksandrem Newskim. Mogą również wpłynąć na wynik głosowania…

Newski jako postać ponadczasowa

„Całe szczęście” – można byłoby pomyśleć. Przecież chyba z polskiej i szerzej zachodniej perspektywy lepszy jakiś książę, panujący w odległych czasach średniowiecza, niż sowiecki siepacz, który jeszcze na dodatek o mały włos nie został przywódcą komunistycznej Polski w 1920 r.! Tyle że, po pierwsze, Aleksander Newski był i jest ważną postacią kremlowskiej polityki historycznej, a po drugie, jego obraz, kreowany we współczesnej Rosji, ma wymiar jednoznacznie antyzachodni. Wiąże się z tym nawet jego przydomek. Aleksander, młody książę nowogrodzki, pokonał Szwedów w wielkiej bitwie nad Newą. Dwa lata później pobił niemieckich rycerzy w starciu na zamarzniętym jeziorze Pejpus. Pierwszy ruski (wtedy była to jeszcze Ruś, nie Rosja) władca, który zatrzymał agresję z Zachodu. Takim go właśnie przedstawia się dziś w Rosji. Ale nie tylko dziś. Jeden z licznych, wyemitowanych na antenie państwowej telewizji, filmów dokumentalnych o Newskim zaczyna swoją narrację od… 7 listopada 1941 r. Wtedy to Stalin wygłosił słynne przemówienie, zagrzewające do walki z niemieckim najeźdźcą. Użył wielkoruskiej, imperialnej retoryki, mówiąc o obronie „ojczyzny”, patriotyzmie, zapominając o internacjonalistycznych ideałach komunizmu. Jako wzór bohatera walki z najeźdźcą podał m.in. właśnie Aleksandra Newskiego. Narzędziem propagandy znów stał się film Siergieja Eisensteina – biografia księcia, nakręcona zresztą w 1938 r. (co pokazuje, że Stalin już wcześniej przywrócił do łask wielkoruski, antyzachodni patriotyzm), ale wycofana z obiegu po zawarciu paktu Ribbentrop-Mołotow. We współczesnym dokumencie pokazana jest rola, jaką odegrała postać Newskiego w czasie II wojny światowej. Rola ponadczasowa – bo i dziś Rosji „zagraża agresja z Zachodu”.

Co istotne, oba zwycięstwa odniósł Aleksander w czasie, gdy na Ruś runęła ze wschodu nawała mongolska. Dokument pokazuje, jak okrutna i niszczycielska była to siła. Tego zresztą nikt w Rosji nie neguje. Tymczasem Aleksander uznał zwierzchność mongolskich chanów. Zdrajca?! Nie! Najważniejsze, że pokonał Zachód. W omawianym filmie dokumentalnym (pod znaczącym zresztą tytułem „Między Wschodem a Zachodem”) przypomina się, jak to papież zaproponował Newskiemu pomoc w walce z Tatarami – ale za cenę przejścia na katolicyzm. Tymczasem imperium mongolskie „tylko” mordowało i paliło, ale jednocześnie stosowało zasadę tolerancji religijnej. Dlatego Aleksander dokonał słusznego wyboru, bijąc Niemców, a zginając kark przed Mongołami. Dał też przykład, jako pierwszy rosyjski władca, broniący swej ojczyzny przed ekspansją Zachodu. Później byli Polacy, Francja Napoleona, Niemcy Hitlera, a dziś…

Głosowanie ruszy 25 lutego. Co symboliczne, zakończy się 5 marca. W rocznicę śmierci Stalina. Bardzo prawdopodobne, że „czerwony car” poparłby obie kandydatury.

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...