Unia Europejska przeciwko Polsce. O jaką stawkę toczy się gra

Dodano:
Renato Cristin Źródło: DoRzeczy.pl
Renato Cristin || Jeśli zatem Polska dostrzega dziś jakieś rysy autorytaryzmu UE, jakieś niuanse, które odpowiadają sowieckiej teorii i praktyce, to nie tylko nie powinniśmy być zaskoczeni postawą Polaków, ale wręcz przyjąć ją jako świadectwo wolności i tożsamości.

Poniżej publikujemy artykuł włoskiego profesora Renato Cristina. Renato Cristin był obok Władimira Bukowskiego inicjatorem apelu europejskich intelektualistów o powołanie Trybunału dla osądzenia komunizmu i jego zbrodniarzy. Dziś staje w obronie Polski i za jego zgodą przedrukowujemy artykuł, który ukazał się w "L'Opinione delle Libertà".

Już od roku 2017 instytucje europejskie koncentrowały się na atakowaniu reform prawnych zainicjowanych przez polski rząd i dotyczących wyboru sędziów, argumentując to naruszaniem prawa unijnego i zasad założycielskich wyrażonych w Traktacie z Maastricht. Dziś te ataki osiągnęły punkt kulminacyjny, który jest jednocześnie punktem wyjścia dla przyszłych działań. Europejski Trybunał Sprawiedliwości uznał, że polska reforma jest nieuprawniona, ponieważ nie gwarantuje skutecznej autonomii sądownictwa od władzy ustawodawczej i wykonawczej oraz zakłada możliwość karania sędziów, niechętnych obu tym władzom i w ten sposób ostatecznie naruszałaby system prawny UE.

Odpowiedź polskiego Trybunału Konstytucyjnego pod przewodnictwem Julii Przyłębskiej nadeszła bardzo szybko i odwróciła treść sformułowania: to rozporządzenie unijne jest bezprawne, ponieważ pozwala TSUE ingerować w „systemy, zasady i procedury” polskiego Trybunału, i to te najzupełniej uprawnione, bo będące w zgodzie z konstytucją krajową. Konkluzja jest jasna: polski Trybunał Konstytucyjny nie delegitymizuje Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, ale odmawia mu uprawnień do ingerowania w decyzje zgodne z Konstytucją III RP.

Ostateczna odpowiedź z praktycznego punktu widzenia i właściwa z teoretycznego punktu widzenia jest następująca: konstytucja krajowa nie może być poddawana zewnętrznym naciskom, z wyjątkiem bardzo marginalnych kwestii, choć i to pozostaje wątpliwe. Mówiąc prościej: jeśli konstytucja demokratycznego państwa dopuszcza pewną reformę struktury i procedur w ramach swego systemu prawnego, to nie ma organu, który mógłby uznać tę reformę za „nieuprawnioną”.

Unia eskaluje napięcie

Każda próba nacisku na rząd, który szanuje swoją konstytucję krajową, będzie się potykać o nieuniknioną przeszkodę, z tego prostego powodu, że w grę wchodzą kwestie tożsamości historycznej i także sprawy o znaczeniu strategicznym, z implikacjami tak głębokimi, że wywołują słuszne reakcje sprzeciwu ze strony narodu poddanego owym naciskom. Wykluczona jest również hipoteza, że UE chce lub może doprowadzić do wykluczenia Polski z europejskiego klubu.

Wyjaśniwszy to, postawmy sobie teraz pytanie: dlaczego UE zdecydowała się na eskalację napięcia z państwem członkowskim o niemałej wadze ekonomicznej i demograficznej, o wielkim znaczeniu historycznym i kulturowym oraz o bardzo ważnym znaczeniu militarnym i strategicznym, takim jak Polska? Na pierwszy rzut oka wyłaniają się dwa powody: pierwszy to wywieranie nacisku na państwo, które zgodnie z tradycją szczególnie niechętnie daje się okiełznać obcym siłom i ich nakazom, a drugi to dążenie do marginalizacji, lub nawet o ile to możliwe - obalenia rządu, który w polskiej wrażliwości narodowej jest silnie powiązany ze stanowiskiem przeciwnym wobec koalicji ludowo-socjalistycznej dominującej w UE. Oba powody uzupełniają się, ale jest też trzeci, mniej widoczny, niewypowiedziany wprost, polegający na zamiarze narzucenia prawowitemu rządowi (a co za tym idzie suwerennemu państwu) kryteriów myślenia, które „rząd europejski” chce rozciągnąć na wszystkie państwa członkowskie.

O ile pierwsze dwa powody mają charakter polityczno-pragmatyczny (osłabienie państwa lub izolacja rządu w celu zapewnienia większej siły projektowi centralizacji UE), to trzeci ma charakter ideologiczno-kulturowy: zmiażdżyć wszelkie próby uchylenia się od dominującej politycznej poprawności. To jest operacja wymuszenia afirmacji dla wizji społeczeństwa będącej owocem koncepcji hybrydycznej, która znajduje punkt zbieżności i motor działania w kulturowym marksizmie i jego licznych wariantach. Pierwsze dwa powody są mocne i przekonujące, a jednak pozostawiają miejsce na negocjacje; natomiast ten ostatni jest ostateczny i bezkompromisowy, a więc nie dopuszcza alternatywy: albo się wygrywa, albo przegrywa, ale w konsekwencji prowadzi do konfliktu, z którego atakowana strona nie może i nie chce się wydostać, bo kwestia dotyczy fundamentalnych stanowisk, zasad i wartości, które są w tym wszystkim niezbędne.

W tym kontekście byłby tylko jeden powód uzasadniający tę właśnie próbę narzucenia ideologii: gdyby chodziło o państwo dyktatorskie, w którym zawiesza się podstawowe wolności cywilizacji europejskiej, lub państwo islamskie, w którym nie istnieje tradycyjne oddzielenie sfery świeckiej od konfesyjnej, i w którym struktura etyczno-społeczna jest nie do pogodzenia z tradycyjnie europejską. Ale ponieważ Polska jest narodem, który wyznaje te same wartości, które (przynajmniej w deklaracjach) inspirowały UE, a obecny rząd Mateusza Morawieckiego wyznaje te same wartości - atak UE jest bezpodstawny, a dokładniej mówiąc, obłudny i podstępny. Zresztą ten sam schemat interpretacyjny stosuje się również do presji, jakiej UE poddaje Węgry pod przewodnictwem rządu Orbána.

Polska świadomość narodowa

Jak wyjaśnił w osobistym komunikacie ambasador RP w Berlinie, prof. Andrzej Przyłębski, dziś to bezprawne i instrumentalne traktowanie dotyczy Polski, ale jutro może dotknąć Włochy: „UE nie jest państwem federalnym, ale organizacją złożoną z suwerennych państw, które poprzez Traktat Lizboński delegowały pewne uprawnienia kompetencyjne na organy UE. Istnieje jednak cała sfera uprawnień niedelegowanych, pozostających tylko w gestii państw członkowskich i wymiar sprawiedliwości właśnie się do nich zalicza. Próby podważenia tej zasady przez TSUE i Komisję Europejską stanowią wyraźne naruszenie traktatu UE, co prowadzi do pozbawienia nas praw gwarantowanych Traktatem wiążącym państwa członkowskie. Dziś dotyka to Polski i Węgier, jutro dotknie Włochy. Dlatego w interesie narodów europejskich jest wspieranie Polski”.

Polska kształtowała swą tożsamość i świadomość narodową również w procesie zmagań z agresją ze strony mocarstw ze wschodu i zachodu, w okupacjach, które znalazły swój emblematyczny wyraz w niemiecko-sowieckim pakcie Ribbentrop-Mołotow z 1939 r. Obejmował on podział ziem polskich na podstawie zbieżnego interesu, którym było zajęcie Polski, ostateczna jej anihilacja lub przynajmniej podzielenie na jakiś czas. Konieczne jest utożsamienie się z umysłami tych ludzi, aby zrozumieć, dlaczego z taką intensywnością bronią się przed atakami, a właściwie jak to w przypadku UE –przed ingerencją, groźbami i szantażem. I dotyczy to nie tylko Polaków, ale także wielu innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, których spotkał ten sam tragiczny los, podwójna okupacja, podwójna dyktatura, z tą różnicą, że sowiecka, a raczej komunistyczna trwał znacznie dłużej.

Dlatego naród taki jak polski, który cierpiał z powodu dyktatury hitlerowskiej i komunistycznej, który doświadczył ideologicznej przemocy totalitaryzmu, który był zakładnikiem i ofiarą nieludzkiego systemu sowieckiego przez pół wieku -wykształcił świadomość narodową (NIE nacjonalistyczną- jak sugerują jej krytycy) tak silną, że wszelkie ślady ingerencji są blokowane w zarodku. I nie jest to tylko przejaw odruchu uwarunkowanego przeszłością historyczną ale też przejaw świadomości, że za ingerencją z zewnątrz stoi sprecyzowana ideologia (analogiczna do narodowego socjalizmu, jak i bolszewizmu), a z drugiej strony przekonanie, że ideologia post-bolszewicka, która nadal w mniej lub bardziej świadomy sposób inspiruje w szczególności europejską lewicę i ogólnie także teorię poprawności politycznej, kontroluje znaczną część instytucji europejskich, co więcej utrzymuje swój aparat nacisku, a nawet zwiększa swoją zdolność operacyjną.

Autorytaryzm UE

Jeśli zatem Polska dostrzega dziś jakieś rysy autorytaryzmu UE, jakieś niuanse, które odpowiadają sowieckiej teorii i praktyce, i jeśli rzeczywiście w tym skrytym despotyzmie są elementy, które można wywieść z teorii i praktyki, by tak rzec parasowieckiej, to nie tylko nie powinniśmy być zaskoczeni postawą Polaków, ale wręcz przyjąć ją jako świadectwo wolności i tożsamości. Tej samej tożsamości, której kardynał Stefan Wyszyński bronił od dziesięcioleci przeciwko komunistycznej dyktaturze, i który wkrótce zostanie beatyfikowany.

UE nie bierze tego wszystkiego pod uwagę, przeciwnie, broni przekazu polskiej opozycji antyrządowej, politycznie zjednoczonej z większością parlamentarną UE. Prasa międzynarodowa przedstawia to napięcie jako uzasadnioną reakcję instytucji europejskich na rzekome naruszenie praw i zasad obowiązujących w UE. Z drugiej strony widać wyraźnie, że konflikt między UE a Polską jest konfliktem między instytucjami o równej godności, (nawet jeśli innej rangi), i że napięcie to jest podsycane przez ideologiczną chęć złamania oporu Polski wobec dyktatu politycznego płynącego z UE. Urzędnicy unijni chcą przenieść spór na poziom techniczno-prawny lub, przy nieco szerszym podejściu, na poziom obrony zasad zawartych w Art. 2 traktatu. W rzeczywistości jednak to starcie ma znacznie szerszy zakres, ponieważ odnosi się również do zderzenia idei narodu z ideą demontażu narodów; między ideą narodową a postnarodową, ideą tożsamości i post-tożsamości.

W związku z tym już dwadzieścia lat temu papież Jan Paweł II ubolewał nad faktem, że kraje europejskie „znajdują się obecnie na etapie „post-tożsamości”, wzywając instytucje krajowe i europejskie do odwrócenia tego trendu. To był bardzo donośny głos, ale niesłuchany. W rzeczywistości zwolennicy europeizmu jako polityczno-biurokratycznego centralizmu Brukseli nadal są zaciekłymi wrogami tożsamości i wszelkiej teorii, która może ją wzmocnić, ponieważ koncepcja post-tożsamości jest kluczem nie tylko do podważania zasad i wartości poszczególnych tożsamości narodowych, ale także sposobem, aby przygotować Europę na planowaną -wielką transformację. Czyli otwarcie mówiąc na stopniowe zastępowanie tradycyjnej tożsamości europejskiej wielokulturową nietożsamością. Wydaje się jednak, że nie zdają sobie sprawy, że ponadnarodowe „przezwyciężanie” tożsamości narodowych jest projektem skierowanym bezpośrednio przeciwko narodom, jak i przeciwko Europie jako kontynentowi, jest perspektywą niszczącą sumienie narodowe, poprzez dezintegrację również sumienia europejskiego. Nie rozumieją, że unieważniając sumienie narodu sprawiają, że znika również miłość do ojczyzny, a nie ma ojczyzny europejskiej bez ojczyzn poszczególnych narodów.

Sumienie głęboko europejskie

W przypadku Polski biurokraci europejscy wymyślili połączenie działań pomiędzy Artykułem 2 i Artykułem 7 Traktatu: pierwszy ustanawia zasady, drugi legitymizuje sankcje dla tych, którzy je naruszają. Pierwszy wyraża ramy teoretyczne, drugi reprezentuje operacyjne narzędzie konkretnego użycia i niejako ostateczne, bo sięgające po „zabójczą broń” reprezentowaną przez art. 7. Można łatwo wytłumaczyć sposób jej użycia, gdy Rada Europy, przez co najmniej cztery piąte, stwierdzi „wyraźne ryzyko poważnego naruszenia przez państwo członkowskie wartości, o których mowa w art. 2”. W tym momencie, „działając jednomyślnie na wniosek jednej trzeciej państw członkowskich lub Komisji Europejskiej i po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego”, UE „może stwierdzić istnienie poważnego i trwałego naruszenia przez państwo członkowskie”, wobec którego zostaną zastosowane odpowiednie sankcje.

To jest schemat proceduralny. Ale u jego podstaw leży podwójne założenie, normatywne i ideologiczne. Artykuł 2 stanowi: „Unia opiera się na wartościach poszanowania godności ludzkiej, wolności, demokracji, równości, praworządności i poszanowania praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości. Wartości te są wspólne państwom członkowskim w społeczeństwie charakteryzującym się pluralizmem, niedyskryminacją, tolerancją, sprawiedliwością, solidarnością i równością kobiet i mężczyzn”.

Jeżeli najwyższe instytucje europejskie uznają, że rząd polski dopuścił się „poważnego naruszenia” tego, co stanowi Art. 2, łamiąc jedną lub więcej podstawowych zasad, na których opierają się idealne ramy UE, wówczas Polska byłaby „państwem zbójeckim”, zdradzieckim. Tyle, że Polska bez wątpienia ma sumienie głęboko europejskie, któremu Europa zawdzięcza bardzo wiele, w wielu okolicznościach nawet wszystko. Czym właściwie byłaby Europa, gdyby Król Jan III Sobieski nie odważył się, narażając nawet egzystencję swego ludu, rzucić wyzwanie Turkom u bram Wiednia, pokonując ich tamtego pamiętnego 11 września 1683 r.? Oczywiście, część świata muzułmańskiego przez wieki próbowała zmusić Zachód do zapłaty za tę porażkę, do tego stopnia, że wyprodukowała nowy, nikczemny zamach z 11 września, w Nowym Jorku, i nadal próbuje powtarzać je dzisiaj. Nie ulega wątpliwości, że wiktoria wiedeńska to był przełomowy moment dla Europy. Należy pamiętać o niej nawet w symbolice, a nie jak to czyni UE -przez skatalogowanie wśród pomniejszych znalezisk w europejskiej historii i zamiecenie pod dywan jako negatywnego przykładu. Negatywnego, bo przecież świetnie pokazuje przyczyny nieuniknionego konfliktu między tożsamością europejską a światem Islamu, ale także dlatego, że ukazywałaby europejski etnocentryzm połączony z europejską żądzą dominacji, której kulminacją był kolonializm.

Co zatem reprezentuje UE dzisiaj? Bynajmniej nie tę historyczną i żywotną Europę, ale Europę prawno-formalną, o podwójnej strukturze: ideologicznej i biurokratycznej. Reprezentuje Europę bo przejęła nazwę „Europa”, ale zdeformowała jej ducha, czyli to, czym Europa jest w istocie. Za pozorną obroną zasad kryje się obrona ideologicznych założeń i interesów władzy, która jest dziś podtrzymywana przez propagandę i groźby, przez ideologiczny „miękki terror”, który idzie w parze z finansową i polityczną twardą siłą. Za jakże bezpardonowym atakiem na Polskę (i Węgry) kryje się strach i obawa, że słuszne racje konstytucyjnej autonomii narodu mogą się rozprzestrzenić i zarazić nawet kraje bardziej posłuszne dyktatowi UE. Jest też chęć kontroli lub dominacji bardzo konkretnej, w tym także ideologicznej i kulturowej.

W rzeczywistości najbardziej niepokojącym aspektem dla tych, którym zależy na losie Europy jako bytu duchowego, jest to, o czym „nie mówi” Artykuł 2, czyli innymi słowy, co chce się osiągnąć, używając tego artykułu jako młota do innych celów, aby potwierdzić wolę władzy ideologicznej związanej z nihilizmem UE. Na tym właśnie polega prawdziwe „vulnus” (naruszenie) zasad stanowionych w Art. 2: na naruszeniu pierwotnych, tradycyjnych, religijnych i moralnych podstaw Europy, poprzez erozję tych zasad. Erozję wywołaną właśnie przez pozamoralną i bezosobową techniczno-biurokratyczną strukturę polityczną, która dziś dzierży stery instytucjonalnej Europy. Erozję opartą na przesłankach ideologicznych i skierowaną donikąd, ku unicestwieniu żywotnej Europy i jej tradycji.

To jest prawdziwy „nihilizm europejski”, to jest zdrada wartości europejskich, to jest wróg Europy, a NIE legalna reforma wymiaru sprawiedliwości zainicjowana przez Polskę.

Renato Cristin

Tłum. Małgorzata Wołczyk

Renato Cristin - profesor hermeneutyki filozoficznej na Uniwersytecie w Trieście we Włoszech, były dyrektor Włoskiego Instytutu Kultury w Berlinie i były dyrektor naukowy Fondazione Liberal w Rzymie.

Artykuł ukazał się 19.07.2021 w "L'Opinione delle Libertà".

Źródło: DoRzeczy.pl / L'Opinione delle Libertà
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...