Trudnowski: Ustawa o państwowych spółkach wywołała wrażenie, że PiS nie wierzy we własne zwycięstwo

Dodano:
Daniel Obajtek i Jarosław Kaczyński Źródło: PAP / Tomasz Gzell
Kształt ustawy o zarządach państwowych spółek stworzył wrażenie, że PiS bardzo poważne dopuszcza scenariusz, w którym przegra wybory – mówi DoRzeczy.pl Piotr Trudnowski, prezes Klubu Jagiellońskiego.

Damian Cygan: Czy PiS wycofało się z ustawy dotyczącej strategicznych spółek z powodu krytyki, czy to w samej partii pojawiła się refleksja?

Piotr Trudnowski: Myślę, że kluczowy powód, dla którego ta ustawa tak szybko zniknęła, jest taki, że wszyscy zorientowali się, że takie jej sformułowanie tworzy wrażenie, że PiS bardzo poważne dopuszcza scenariusz, w którym przegra wybory. Jakkolwiek jestem daleki od stwierdzenia, że wynik wyborów w 2023 r. jest przesądzony, to tego typu projekty niosą w sobie groźbę samospełniającej się przepowiedni: "Oni już wiedzą, że przegrają". To sprawia wrażenie, że PiS nie wierzy we własne zwycięstwo, co zarówno dla aktywu, jak i wyborców jest najgorszym możliwym sygnałem. Wszyscy to w ten sposób zinterpretowali, dlatego racjonalnym było przecięcie tych spekulacji możliwie jak najszybciej, zanim ten komunikat zejdzie pod strzechy.

Czy środków na KPO nie będzie przynajmniej do następnych wyborów?

Sądzę, że jest to wysoce prawdopodobne. Wszystko wskazuje na to, że w Komisji Europejskiej, jak również w kluczowych stolicach europejskich legitymizujących decyzje KE, próba zagłodzenia rządu PiS brakiem środków i doprowadzenia do tego, że brak tych pieniędzy i nieustające spory o każdą kolejną kwestię jest metodą na to, żeby przekonać polskie społeczeństwo do porzucenia głosowania na PiS.

Czy to się uda?

Powiedziałbym, że na dzisiaj te kalkulacje wydają się przeszacowane. Spór o KPO trwa już półtora roku. Liczono na to, że potencjalne zablokowanie tych funduszy będzie generowało w polskiej polityce poważny kryzys – czy to rządowy, czy związany z dużym spadkiem poparcia dla partii rządzącej. Moim zdaniem nie widać tego przełożenia. Natomiast każdy kolejny miesiąc tworzy jeszcze większe wrażenie, że Unia Europejska rzeczywiście chciałaby decyzjami dotyczącymi funduszy dla Polski nie tylko chłostać rząd PiS, ale również wybory Polaków. Pokazywać, że "możecie sobie wybierać kogo chcecie, ale to nie znaczy, że będziecie funkcjonować w UE na sprawiedliwych, uczciwych zasadach".

Jarosław Kaczyński kontynuuje podróż po Polsce. Czy jego wystąpienia przysporzą PiS nowych wyborców?

Mam wrażenie, że podstawowym celem objazdu prezesa Kaczyńskiego po kraju jest nie tyle odbudowanie czy wzrost poparcia dla PiS, ale po pierwsze zablokowanie odpływu wyborców, a po drugie – mobilizacja aktywu. Działacze partyjni, na rok przed wyborami, dostają teaser narracji kompanijnej z ust samego prezesa. Moim zdaniem nie jest to przypadek, że podróż Kaczyńskiego po kraju zaczęła się akurat od takich miejsc jak Grudziądz, Włocławek czy Inowrocław, czyli takich miast, które tradycyjnie nigdy nie były bastionami prawicy i gdzie jeszcze w 2015 r. PiS wyraźnie przegrywało z Platformą Obywatelską. Natomiast to są miasta, w których PiS zyskało przewagę w 2019 r. Wtedy kiedy do PiS dopłynęło 2,5 mln nowych wyborców, to właśnie tam.

W tym sensie mam wrażenie, że w spotkaniach z Kaczyńskim chodzi o to, żeby wzbudzić ducha walki wśród aktywu, właśnie w tych miejscach, gdzie przyrosty dla PiS były duże i których utrzymanie tak naprawdę jest jedyną szansą, żeby jeszcze raz uzyskać przyzwoity wynik w wyborach.

Prezes Kaczyński porusza na swoich spotkaniach ciągle te same tematy. Dużo mówi m.in. o LGBT. Do kogo są skierowane jego przemówienia?

Tematy wystąpień prezesa są powtarzalne, narracja jest wyrazista, natomiast widać tu pewnego rodzaju refleksję. Kampania w 2020 r. rzeczywiście tyczyła się szerzej rozumianej grupy LGBT i kwestii "małżeństw" osób homoseksualnych. Teraz PiS chyba zdało sobie sprawę, że również jego elektorat zliberalizował się obyczajowo i nie bez powodu Kaczyński mówi dzisiaj w kontekście LGBT o "pozostałych literkach".

Także do kwestii Niemiec i reparacji prezes PiS wraca prawie w każdej kampanii. Niemniej podnoszenie tej sprawy w sytuacji, w której Niemcy rzeczywiście przeżywają kryzys swojego moralnego autorytetu w Europie jest nieprzypadkowy. Sądzę, że gdyby temat reparacji próbowano na poważnie wprowadzać do debaty publicznej rok czy dwa lata temu, reakcja społeczeństwa byłaby dużo gorsza. Tymczasem ze względu na kryzys legitymizacji moralnej Niemiec związany z wojną na Ukrainie widzimy dziś sondaże, w których poparcie dla reparacji jest większe niż potencjalny elektorat PiS.

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...