Waszczykowski: Może Sikorski sam wierzy w to, że Ukrainy należałoby się pozbyć

Dodano:
Witold Waszczykowski (PiS) Źródło: Wikimedia Commons
Dla rządu Tuska i Sikorskiego głównym celem było wkupić się w łaski Niemiec, a im Ukraina nie jest potrzebna – mówi DoRzeczy.pl Witold Waszczykowski, były szef MSZ.

Damian Cygan: Co pan sobie pomyślał, kiedy Radosław Sikorski zasugerował, że na początku wojny polski rząd rzekomo rozważał rozbiór Ukrainy?

Witold Waszczykowski: Z jednej strony słyszymy tłumaczenia odnoszące się do charakteru Sikorskiego i chęci zaistnienia w mediach. Nie można również wykluczyć, że celem jego wypowiedzi jest proste szkodzenie obecnym władzom, zgodnie z fałszywą linią PO o rzekomej prorosyjskości rządu PiS. Krążą fake newsy o strefach wolnych od LGBT, więc można wrzucać kolejne kłamstwa.

Z drugiej strony, jeśli weźmiemy pod uwagę karierę polityczną Sikorskiego – był ministrem obrony, spraw zagranicznych, marszałkiem Sejmu – to jest nie do uwierzenia, że on to wszystko wypowiada od tak. Znaczna część analityków i komentatorów jest skłonna przypuszczać, że jednak stoi za tym jakaś koncepcja, czyli znowu powrót do gry między Niemcami a Polską.

Co to dokładnie znaczy?

Dla rządu Tuska i Sikorskiego najważniejszym celem było wkupić się w łaski Berlina. Żeby to zrobić, musieli się u Niemców uwiarygodnić swoją polityką wschodnią w Moskwie. To jest paradoks, że oni zakładali, że Kreml da im opinię postępowego rządu, który to rząd będzie wtedy uznany w Berlinie za partnera. Moskwa to odczytała, domagając się ceny w postaci koncesji i inwestycji w Europie.

Inną ceną było pozbycie się polskiej polityki wobec Ukrainy. To dlatego Tusk i Sikorski, ale także i Bronisław Komorowski po wyborze na prezydenta, nie przywiązywali uwagi i znaczenia do polityki ukraińskiej. Tusk z pierwszą wizytą udał się do Moskwy, a nie do Kijowa. Sikorski na Majdanie domagał się ustępstw wobec Janukowycza. Oni po prostu uznali, że polski interes nie leży na Ukrainie, tylko w bezpośrednim dogadaniu się z Rosją. I stąd te podchody Sikorskiego. Być może on sam wierzy w to, że Ukrainy należałoby się pozbyć, tworząc z niej jakieś kadłubowe państwo, nawet poprzez rozbiór.

Ile słowa byłego ministra spraw zagranicznych ważą na arenie międzynarodowej? Wypowiedź Sikorskiego jest wykorzystywana przez rosyjską propagandę, ale przecież słuchają go także nasi sojusznicy z NATO.

Mieliśmy na czele MSZ ludzi, którzy nie byli politykami, a ich zadaniem było tylko dociągnąć do wyborów. Natomiast w przypadku Sikorskiego mamy do czynienia z prominentnym politykiem PO, kiedyś kandydatem na prezydenta RP, byłym ministrem obrony, byłym szefem MSZ i byłym marszałkiem Sejmu – drugą osobą w państwie. Zatem jeśli od lat jest to polityk traktowany w Platformie jako jeden z liderów, to jego wypowiedzi są dostrzegane za granicą.

Tak było w przypadku twitterowego wpisu o wybuchu w Nord Stream, który był komentowany zarówno w Waszyngtonie, jak i w Moskwie – przez rzeczniczkę rosyjskiego MSZ Marię Zacharową. Nikt z Platformy nigdy nie odciął się od słów Sikorskiego. Jeśli on mówi takie rzeczy od lat, a w partii nie ma żadnej reakcji, to jego wypowiedzi są traktowane jako dominujące w tej formacji politycznej.

Na co liczy kanclerz Scholz, opóźniając decyzję ws. przekazania czołgów Ukrainie? Że jak wojna się skończy, to Niemcy wrócą do "business as usual" z Rosją?

To jest tradycja od trzech wieków, zakładająca że Europą Środkową będzie rządziło kondominium prusko-rosyjskie bądź niemiecko-rosyjskie. Niemcy od lat przecież mówią, że Rosja jest nieodłącznym elementem architektury bezpieczeństwa Europy i stawiają na swój rozwój ekonomiczny w oparciu o dostęp do rosyjskich surowców. W ich doktrynie rozwoju Ukraina jest im niepotrzebna, więc dążą do wstrzymania konfliktu na jakichkolwiek warunkach, nawet niekorzystnych dla Kijowa po to, żeby złapać kilkuletni oddech i powrócić do współpracy z Rosją.

A więc biznes za wszelką cenę?

Tak zrobili po roku 2014, tworząc format normandzki i miński proces pokojowy, oddając go w ręce Łukaszenki i mając świadomość, że to nie doprowadzi do żadnego trwałego pokoju, ale da im szansę rozwijać się gospodarczo. I Niemcy chcą do tego wrócić. Przekazanie Ukrainie znaczącej broni ofensywnej mogłoby oznaczać pokonanie Rosji i jakieś perturbacje w Moskwie, a także wyrzucenie Rosji z międzynarodowego rynku na jakiś czas. Niemcom to się nie opłaca.

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...