Rząd Wielkiej Brytanii przygotowuje się na scenariusz nagłego upadku Rosji
Londyn już od początku wojny na pełną skalę zakładał, że dla Rosji może się to skończyć destabilizacją wewnątrz kraju. Jednak tempo wydarzeń od czasu ogłoszenia przez Jewgienija Prigożyna "marszu na Moskwę" skłoniło dyplomatów do szybkiego przygotowania się na inne scenariusze.
– Musimy czekać, obserwować i zobaczyć, co będzie dalej. To może być pierwszy rozdział czegoś nowego – powiedział wysoki rangą przedstawiciel brytyjskiego rządu w rozmowie z "The Times".
John Foreman, były attache obrony Wielkiej Brytanii w Moskwie, przyznał, że tempo wydarzeń w piątek i sobotę, kiedy trwała rebelia wagnerowców, zaskoczył Zachód. – Nasza ocena była, że to będzie stopniowe. To nie miał być nagły marsz na Moskwę – dodał.
Sir Roderic Lyne, były ambasador brytyjski w Rosji, powiedział gazecie, że po tym, co się wydarzyło, szanse Władimira Putina na pozostanie dożywotnim władcą Rosji są już mniejsze, ale "w tej chwili nadal rządzi".
Bunt Prigożyna i "marsz na Moskwę"
W piątek wieczorem szef Grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn oskarżył Siły Zbrojne Rosji o atak na obóz wagnerowców, w wyniku którego miało zginąć nawet 2 tys. najemników. Prigożyn wszczął bunt i ogłosił "marsz na Moskwę".
W sobotę doszło do zaskakującego zwrotu akcji – Prigożyn oświadczył, że wydał rozkaz zawrócenia oddziałów wagnerowców zmierzających do Moskwy i zajmujących obiekty strategiczne w Rostowie nad Donem do ich baz. Decyzję uzasadnił koniecznością niedopuszczenia do "przelania rosyjskiej krwi".
Do ugody miał się przyczynić dyktator Białorusi Aleksandr Łukaszenka, który działając w porozumieniu z Putinem, przedstawił propozycję deeskalacji napięcia i opcję gwarancji dla oddziałów Wagnera.
Do chwili rozkazu o powrocie do baz najemnicy bez przeszkód zbliżyli się do Moskwy na dystans ok. 200 km, nie napotykając większego oporu ze strony regularnej armii i sił bezpieczeństwa.
Putin mówi o "zdradzie", Pieskow obiecuje amnestię wagnerowcom
Putin w wystąpieniu skierowanym do narodu nazwał Prigożyna "zdrajcą" i porównał jego działania do "ciosu w plecy", podobnego do tego, jaki otrzymał carat w 1917 r.
Potem rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow przekazał, że wszczęta wcześniej sprawa karna przeciwko Prigożynowi zostanie umorzona pod warunkiem, że szef wagnerowców wyjedzie na Białoruś.
Prezydent Litwy Gitanas Nauseda uważa, że NATO będzie musiało wzmocnić wschodnią flankę, jeśli Prigożyn i jego najemnicy rzeczywiście trafią na Białoruś.