Grodzki: Spot PiS z Kaczyńskim to prztyczek w nos premiera
W opublikowanym w poniedziałek spocie PiS Jarosław Kaczyński odbywa krótką rozmowę z "przedstawicielem" ambasady Niemiec w Warszawie. Kaczyński odbiera telefon z biura ambasadora. Jego rozmówca życzy sobie łączenia z kanclerzem RFN, oświadczając, że "rentenalter" – wiek emerytalny w Polsce – "powinien być taki, jak za pana premiera Tuska".
Prezes PiS przywołuje niemieckiego urzędnika do porządku. – Proszę przeprosić pana kanclerza, ale to Polacy w referendum zdecydują w tej sprawie. Nie ma już Tuska i te zwyczaje się skończyły – mówi, po czym rozłącza się i odkłada telefon.
– Mówią mi, że mniej więcej co najmniej połowa klubu KO do mnie dzwoni. Ja co prawda nie mam przy sobie tego swojego telefonu, bo wypycha kieszenie, ale tak mi mówią – powiedział Kaczyński podczas wizyty w Elblągu w środę. – Z drugiej strony od 8 lat krzyczą o dyktaturze, a teraz ciągle do mnie... Zupełnie ich nie rozumiem, zupełnie. Ale trudno ich zrozumieć. To tylko taki żart po bardzo udanym spocie z moim kotem. A przy okazji i ze mną – dodał.
Grodzki: Wystąpienie Kaczyńskiego stało się prześmiewczym memem
Do spotu PiS odniósł się w TVN24 marszałek Senatu Tomasz Grodzki. – Pan prezes chyba nie ma jakiejś wprawy w zabawy internetowe. A w internecie, jak pani wie, bardzo łatwo stać się prześmiewczym memem. I tak się zdarzyło z tym wystąpieniem prezesa Kaczyńskiego – przekonywał.
Według niego, "mało kto zwrócił uwagę na następujący fakt, że tak naprawdę kanclerz powinien dzwonić do premiera, być może do prezydenta, a nie do szefa partii".
– Ja to odebrałem trochę jako taki prztyczek, pewnie nieintencjonalny, w nos premiera, dość długi, bo nie zdarza się, żeby kanclerz dzwonił do szefa partii, który w dodatku odpowiada w sposób dość opryskliwy – ocenił Grodzki.