Polscy dziennikarze zatrzymani przez Hezbollah. "Pytań padło dziesiątki"

Dodano:
Robert Wyrostkiewicz przy kościele maronickim z komputerem z ładowarką zwróconymi przez Hezbollah Źródło: DoRzeczy.pl
Przebywający w Libanie polscy dziennikarze zostali 11 września zatrzymani na kilka godzin przez Hezbollah. Jeden z nich wysłał nam opis zdarzenia tego samego dnia, prosząc, by opublikować go dopiero po przylocie do Polski.

Dziennikarze wyjechali do Libanu, aby umówić nagrania telewizyjne z politykami libańskimi. – Zatrzymano nas w Tyrze po dwudniowej obserwacji. Wyszliśmy z wynajętego mieszkania, udaliśmy się do restauracji, wyszliśmy z niej, złapaliśmy taksówkę i poprosiliśmy, by zawiozła nas do kościoła maronickiego. Chcieliśmy pomodlić się w niedzielę – mówi nam Robert Wyrostkiewicz, dziennikarz.

Zatrzymanie miało miejsce w miejscowości Tyr, która kontrolowana jest przez uznawany za organizację terrorystyczną Hezbollah. W trakcie przesłuchania dziennikarze zrozumieli, dlaczego stali się obiektem zainteresowania islamskiej organizacji terrorystycznej. – Dzień wcześniej, kiedy robiłem zdjęcia linii energetycznej nad drogą z dziesiątkami chaotycznie wiszących kabli oraz samochodowi sił stabilizacyjnych ONZ, który stał pod tą „instalacją” jakiś nastolatek mówił do mnie coś po arabsku. Później zauważyłem, że nas śledzi. Bałem się, że to złodziej. Wychodziłem z mieszkania i widziałem, że kryje się przede mną. Usiadł w restauracji. Pomachałem mu. Widać było, że rozmawia o nas z innymi, już dorosłymi mężczyznami. Wtedy baliśmy się tylko ich jako ewentualnych złodziei – relacjonuje Wyrostkiewicz i dodaje, że podczas przesłuchania funkcjonariusze Hezbollahu pytali o to, czy ktoś dał się zauważyć jako osoba śledząca.

Zdjęcia kabli elektrycznych intrygowały funkcjonariuszy Hezbollahu

Hezbollah do swoich struktur rekrutuje nawet dzieci. Jedną z ich ról jest przynoszenie informacji o obcokrajowcach w Libanie.

Przesłuchanie i dwie wizyty w mieszkaniu

Przesłuchanie zdaniem dziennikarzy trwało niespełna trzy godziny i zawierało elementy presji, nacisków, ale też zapewnień o bezpieczeństwie. – Mówili nam, że to zwykła procedura. Przedstawiłem się jako dziennikarz rolniczy, ponieważ współpracuję z KGS i Elewarrem w tym zakresie. Dodałem, że jestem redaktorem naczelnym Archeolog.pl Nie wspomniałem, że niedawno TVP Alarm wyemitował materiał o Libanie, gdzie mówiłem o prześladowaniu chrześcijan przez Helzbollah. A stało się to, co musiało. Zabezpieczyli nasze telefony i nie tylko – opowiada Wyrostkiewicz.

W środku przesłuchania dziennikarze pod ochroną Hezbollahu zostali zawiezieni do wynajmowanego w Tyrze mieszkania, żeby zabrać paszporty. Wtedy funkcjonariusze zabezpieczyli także komputer Wyrostkiewicza i wrócili z dziennikarzami do miejsca przesłuchiwania.

– Pytali o powody przebywania w Libanie, dlaczego robimy wszystkiemu zdjęcia, dlaczego kręcimy tyle filmów infrastrukturze, czy jestem żołnierzem, gdzie służę, ile posiadam jednostek broni, dlaczego ją mam, czy współpracuję z polskim wywiadem, dlaczego w tak krótkim czasie jestem tu drugi raz i za każdym razem z inną osobą. Pytań padło dziesiątki. Pokazywali zdjęcia a to Jacka Wielgusa, prezesa Polskiego Związku Eksploratorów, a to pytali o logotyp Stowarzyszenia Archeologiczno-Poszukiwawczego „GAL”, którego naklejka zdobi mój laptop. Jeden z nich pytał czy jako żołnierz byłem na Ukrainie, czy mam medale, bo miałem w komputerze zdjęcie medalu WOT. Na szczęście, nie dopytali i nie sprawdzali głębiej – opowiada dziennikarz.

Napisy antyirańskie w Bejrucie

Po trzech godzinach dziennikarzy zwolniono i odwieziono na miejsce zatrzymania. – Myśleliśmy, że to koniec atrakcji. Zadzwonił ktoś do nas późno wieczorem i powiedział, że jest z Hezbollahu. Zapytał czy go pamiętamy. Po głosie był to jeden z wielu. Strasznie rwało połączenie, a mówił coś o wizach. Tak myśleliśmy. Potem okazało się, że nie wizach tylko karcie VISA. Jakiś sąsiad, żołnierz, jak twierdził, zapukał w nocy, powiedział, że mężczyzna z Hezbollahu kazał mu dać nam przesyłkę. Powiedział, żeby się nie martwić. Okazało się, że po przesłuchaniu oddali mi wszystkie rzeczy poza jedną kartą Visa PKO. To karta, gdzie co miesiąc przelewam pieniądze na przyszłość mojej niepełnosprawnej córki. Nic poza tym tam nie było. Nie sądzę, by przypadkowo zapodziała się tylko ta karta na ich biurku i by oddali ją akurat w nocy – relacjonuje Robert Wyrostkiewicz. – Nie wiem po co ją zabrali – dodaje.

– Wypuszczono nas. Nastoletni obserwator pracujący dla Hezbollahu do końca siedział na ulicy przed barem przy naszym hotelu. Dwa dni później mieliśmy przyjemność przeprowadzić wywiad z posłem Kamilem Dory Chamoun, szefem Partii Narodowo-Liberalnej z formacji posiadającej kilkunastu chrześcijańskich przedstawicieli w parlamencie libańskim. Poseł i wnuk słynnego libańskiego prezydenta o tym samym imieniu i nazwisku powiedział nam, że Hezbollah jest jednym z największych zagrożeń dla rozwoju Libanu i dzięki wsparciu zagranicznemu kontroluje życie w dawniej jedynym głównie chrześcijańskim państwie Bliskiego Wschodu – puentuje Robert Wyrostkiewicz.

Miejsce ujęcia i siedziba Hezbollahu

Materiał publikujemy pierwszego dnia po przyjeździe dziennikarzy do Polski.

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...