Teoretykiem być
Jeszcze niedawno w Davos, z pozycji oberałtoryteta, pouczał cały świat, że za agresję Putina na Ukrainę odpowiada NATO i że trzeba się z Rosją dogadać, czego warunkiem jest uznanie jej prawa do "strefy wpływu" (nie dam głowy, czy poza Ukrainą nie zaliczyłby do niej i Polski, ale nikt go o ten szczegół nie dopytał). Były sekretarz stanu u Nixona, były architekt polityki "odprężenia w stosunkach z ZSSR", której uwieńczeniem była prezydentura Jimmy’ego Cartera, były "doradca specjalny" Trumpa, profesor Harvardu, i w ogóle… "Sława, panie Włodzimierzu", to znaczy, panie Heinz.
To jest właśnie fenomen, który wprawia mnie w zdumienie, i z powodu którego odnotowuję śmierć amerykańskiego politologa. Wszystkie, literalnie wszystkie teorie Kissingera, w zderzeniu z rzeczywistością okazywały się jedna po drugiej funta kłaków warte. Każdy z jego pomysłów, wprowadzony w życie, dawał skutki odwrotne od zamierzonych, i często tragiczne.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.