Migalski o "wariancie rumuńskim". "Przyszło mi do głowy"

Dodano:
Marek Migalski Źródło: PAP / Waldemar Deska
Przyszło mi do głowy, że to jest jakaś próba przygotowania ewentualnie wariantu rumuńskiego – przyznał dr hab. Marek Migalski, politolog.

"Podjąłem decyzję o przedłużeniu obowiązywania stopni alarmowych BRAVO i BRAVO-CRP w związku z zagrożeniami hybrydowymi i w cyberprzestrzeni ze strony Rosji i Białorusi. Zapobiegniemy nasilającym się ostatnio próbom obcej ingerencji w nasz proces wyborczy" – napisał w czwartek na platformie X premier Donald Tusk.

Stopień BRAVO jest drugim w czterostopniowej skali stopni alarmowych i można go wprowadzić w przypadku zaistnienia zwiększonego i przewidywalnego zagrożenia wystąpieniem zdarzenia o charakterze terrorystycznym, kiedy jednak konkretny cel ataku nie został zidentyfikowany. Natomiast stopień alarmowy BRAVO–CRP został wprowadzony w celu przeciwdziałania zagrożeniom w cyberprzestrzeni. Stopnie alarmowe są przede wszystkim sygnałem dla służb dbających o bezpieczeństwo i całej administracji publicznej do zachowania szczególnej czujności i prowadzenia wzmożonego monitoringu stanu bezpieczeństwa systemów teleinformatycznych.

Przygotowania do "wariantu rumuńskiego"?

– Chwilę przed ciszą wyborczą premier Tusk podnosi jakieś tam alarmy, jeśli chodzi właśnie o zagrożenia ze strony Rosji i Białorusi. Przyszło mi do głowy, muszę powiedzieć, że to jest jakaś próba przygotowania ewentualnie wariantu rumuńskiego – skomentował na antenie Radia Zet dr hab. Marek Migalski, politolog z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

– Nie chcę tak sugerować, bo nie chcę, żeby mi się ABW wbiło do mojego domu (...), ale dziwnie to brzmi – dodał. – We wtorek się dowiemy, że ileś reklam zostało wrzuconych na TikToka i trzeba unieważnić wybory? – zastanawiał się Migalski. – Nie widzę powodu, dla którego trzeba byłoby robić tego typu rzeczy. A jeśli rzeczywiście są jakieś ingerencje zewnętrzne, to polskie służby powinny je eliminować, a nie o nich opowiadać publicznie i podnosić jakieś alarmy – zaznaczył.

O co chodzi z "wariantem rumuńskim"?

Najkrócej mówiąc, "wariant rumuński" miałby polegać na tym, że gdyby Rafał Trzaskowski przegrał wybory prezydenckie, to zostałyby one unieważnione w podobny sposób, jak stało się to w Rumunii z wyborami, których pierwszą turę wygrał Calin Georgescu.

Według władz rumuńskich kampania Georgescu była wspierana przez Rosję, co mogło wpłynąć na wynik wyborów. Chociaż nie przedstawiono jednoznacznych dowodów na bezpośrednie powiązania Georgescu z rosyjskimi próbami wpływania na rezultat głosowania, to jednak te podejrzenia przyczyniły się do decyzji o unieważnieniu wyborów przez sąd konstytucyjny i wykluczenia Georgescu z udziału w nowych wyborach.

Źródło: Radio Zet
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...