Kuźmiuk: Oskarżanie nas o fałszowanie wyniku wyborów to absurd
DoRzeczy.pl: Jak pan ocenia podważanie legalności i uczciwości głosowania?
Zbigniew Kuźmiuk: To są rzeczy szokujące. Przypomnę, że w kampanii wyborczej to właśnie nasze środowisko było podejrzewane o to, że jeśli nasz kandydat, czy kandydat przez nas wspierany, wygra te wybory, to będziemy kwestionować wyniki i robić wszystko, żeby zostały uznane za nieważne. Tymczasem ta „racjonalna” Platforma, która przecież nie ulega wątpliwości, że przegrała te wybory z kretesem, robi właśnie to, o co nas podejrzewała, a nawet oskarżała, nie mając ku temu absolutnie żadnych podstaw.
To jaki mają w tym cel?
Moim zdaniem to jest przemyślana strategia, na którą zgodę wyraził Donald Tusk, a realizują ją ludzie Giertycha. To kolejna próba osłabienia pozycji wybranego prezydenta. Najpierw w kampanii wyborczej wylano na niego kubły pomyj, a teraz – jak sam Onet przyznaje – nie zamierzano wcale kontynuować tych oskarżeń. Po prostu: wylać kubły pomyj i już. Teraz mamy natomiast kolejną falę – rozpisywanie się, jak to nieuczciwie wygrał wybory, jak to wybory w Polsce zostały sfałszowane itd. To kolejna próba osłabienia jego pozycji, zarówno w kraju, jak i za granicą, bo tego typu informacje rozchodzą się przecież także poza Polską. Niestety, to świadoma strategia, która w konsekwencji będzie osłabiać pozycję naszego kraju. Oczywiście dr Nawrocki poradzi sobie z tym wszystkim. To człowiek, można powiedzieć, stalowy ale nie ma wątpliwości, że Platforma podjęła realizację takiej właśnie strategii.
Czyli Donald Tusk z jednej strony gra tego „dobrego policjanta”, który mówi, że nie wolno podważać wyników wyborów, a z drugiej strony część Platformy będzie te wyniki podważać, żeby wywołać chaos i wątpliwości w państwie?
Tak, to nie ulega wątpliwości. Częścią tej strategii są również działania w Państwowej Komisji Wyborczej. Mamy tu inicjatywę Ryszarda Kalisza, żeby odbyło się jakieś nadzwyczajne posiedzenie PKW, które miałoby coś analizować, choć PKW nie ma tu nic do powiedzenia. W ostatnim tygodniu pojawiły się naprawdę poważne analizy dotyczące rzeczywistych wyników wyborów i nie ma tam żadnych odstępstw.
To znaczy?
Mówiąc inaczej: suma głosów oddanych na Karola Nawrockiego i kandydatów konserwatywnych w drugiej turze mniej więcej pokrywa się z wynikami pierwszej tury na tych samych kandydatów. Są pojedyncze odstępstwa, wynikające najprawdopodobniej z błędów ludzkich. Co więcej – oskarżanie nas o fałszowanie wyników wyborów, zwłaszcza w odniesieniu do komisji zagranicznych, to absurd. My od półtora roku nie mamy wpływu na obsadę konsulów itd. Tam wszystkiego pilnowali ludzie wyznaczeni przez obecny rząd. Podobnie jak w komisji w Krakowie – tam nie mieliśmy swojego przedstawiciela, bo nie zostaliśmy wylosowani. W komisji zasiadali wyłącznie reprezentanci partii koalicyjnych. Mimo to publicznie przywołuje się te komisje jako „dowody” fałszowania wyborów. To jest po prostu absurdalne.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.