• Autor:Jan Fiedorczuk

Najważniejszy egzamin Kukiza

Dodano:
Paweł Kukiz Źródło: PAP / Tomasz Gzell
TAKI MAMY KLIMAT || Antysystemowcy z Kukiz’15 stają w obliczu najtrudniejszego z dotychczasowych wyzwań. Nie mają struktur i pieniędzy, poparcie spada, a na listach panuje zamieszanie. Czy buntownik, który wieszczył obalenie III RP, przetrwa najbliższe wybory?

Rozłamy, ataki mediów, brak dofinansowania. Kukiz’15 do tej pory przetrwał wiele kryzysów, jednak to bitwa o samorząd może się okazać dla antysystemowców najtrudniejszym wyzwaniem.

Bezpartyjny kapiszon

Sukces Kukiza w wyborach prezydenckich bazował na potrzebie jaką odczuwało polskie społeczeństwo, potrzebie pokazania III RP gestu Kozakiewicza. Był to wyraz buntu. Nikomu przecież nie chodziło o żadne JOWy. Mało kto w ogóle zaprzątał sobie głowę zmianą ordynacji, co udowodniła kompromitująca frekwencja podczas referendum prezydenta Komorowskiego.

Tymczasem w wyborach samorządowych Kukiz traci atut, na którym w dużym stopniu budował swoją wiarygodność. Mowa o bezpartyjności. W polityce krajowej, podczas debat telewizyjnych itd. politycy Kukiz’15 chętnie podkreślają, że nie tworzą partii, tylko są głosem obywateli. Tymczasem ten argument w polityce samorządowej traci na znaczeniu. Zgodnie z niedawnym sondażem IBRIS ponad 30 proc. Polaków deklaruje, że zagłosuje na kandydata niezależnego. Kukiz ze swoim anty-partyjniactwem nie ma tutaj nic nowego do zaoferowania.

Szyld polityczny ma znaczenie w Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu – tutaj faktycznie partyjne wojenki często nadają ton kampanii i spychają politykę lokalną na dalszy plan. W pomniejszych miastach i miasteczkach nie musi to jednak wyglądać tak samo.

Mówiąc wprost: hasła Kukiza, że trzeba „rozwalić system”, wprowadzić „obywatelski ustrój” i zmienić konstytucję, nie mają praktycznie żadnego odniesienia do realnych problemów, wokół których skupia się polityka samorządowa. Kogo obchodzą JOW-y, gdy na osiedlu trzeba zbudować plac zabaw dla dzieci, albo naprawić drogę? W tych wyborach króluje polityka chodnikowa, nie ustrojowa.

Niedawna konwencja samorządowa, na której Kukiz mówił przede wszystkim o partiokracji i zmianie systemu pokazuje, że lider ruchu chyba tego nie rozumie.

Bez struktur, bez pieniędzy, bez pomysłu

– To idziemy my. Już wygraliśmy, bez pieniędzy, bez struktur, popychani i pogardzani – krzyczał Kukiz na konwencji po wyborach prezydenckich, w których uzyskał ponad 20 proc. głosów. To co sprawdziło się w wyborach prezydenckich, kilka miesięcy później podczas wyborów parlamentarnych ledwie wystarczyło na wejście do Sejmu.

Kukiz’15 wchodzi do parlamentu niby jako trzecia siła, ale jeżeli porównamy liczbę głosów do wyniku z wyborów prezydenckich, to spadek poparcia jest porażający. Muzyk-rewolucjonista tak naprawdę wjechał do parlamentu na oparach. Gdyby głosowanie odbyło się pół roku później, to nie przekroczyłby progu wyborczego.

Brak struktur i dofinansowania, czym się tak szczycił polityk, teraz odbija się z nawiązką. Jak informują Piotr Gociek i Cezary Gmyz w najnowszym „Do Rzeczy”, działacze ruchu mają coraz głośniej narzekać na Jakubiaka, który mimo posiadania wielkiego majątku, nie chce sam dofinansować swojej kampanii. Ciężko mu się dziwić, wszak sam lider ruchu nie wierzy w jego zwycięstwo i podczas spotkań z wyborcami opowiada, że nie darzy Jakubiaka sympatią i kibicuje również innym kandydatom w stolicy.

Brak doświadczenia w lokalnej polityce daje o sobie w pełni znać, gdy przejrzymy najnowsze doniesienia o zawirowaniach z listami wyborczymi. Kilka dni temu dowiedzieliśmy się, że jednym z takich kwiatków jest przyjaciel Czesława Kiszczaka, który dostał możliwość startowania z poparciem Kukiz’15.

– Nie jestem w stanie zweryfikować 7 tys. ludzi w Polsce. Nie ma takiej opcji – odpowiadał lider ugrupowania. To prawda, jednak gdyby Kukiz’15 nie był romantycznym zrywem a profesjonalnym projektem politycznym, to takie możliwości by istniały. Teraz, gdy listy zostały już zarejestrowane, nie można nic zrobić i człowiek, który był de facto rzecznikiem PZPR-owskiego zbrodniarza, będzie startował z list antysystemowców chcących obalić „PRL-bis”.

Nadal antysystemowi?

Kolejną sprawą rzutującą na wizerunku ugrupowania są wzniosłe zapewnienia o walce z systemem czy braku zgody na bratanie się z POPiSem, które jednak nie znajdują potwierdzenia w faktach. Przykład? Ot pani Marzena Wróbel, była posłanka PiS i Solidarnej Polski, która u kukistów otrzymała jedynkę na liście wyborczej do rady w Radomiu. Z kolei jedynką do Rady Powiatu Kieleckiego został powiązany z PiS Wojciech Furmanek. Prezes świętokrzyskiego oddziału KUKIZ'15 stwierdziła entuzjastycznie, że przejście Furmanka jest „naszym największym transferem”.

Antysytemowcom blisko jednak nie tylko do „systemu pisowskiego”. Nie tak dawno media obiegła informacja, że w Kraśniku (województwo lubelskie) buntownicy od Kukiza zawarli egzotyczny sojusz z Platformą Obywatelską, Polskim Stronnictwem Ludowym oraz Nowoczesną.

Te doniesienia nie są żadnym novum. Brak struktur odbijał się już wcześniej na ugrupowaniu. Było to widać, gdy po sukcesie w wyborach prezydenckich Kukiz skłócił się z ruchem JOW oraz Bezpartyjnymi Samorządowcami i naprędce musiał montować listy do parlamentu. W ten sposób w skład rodzącego się ugrupowania weszły tak różne postaci jak Kornel Morawiecki, Jacek Wilk czy Robert Winnicki.

A propos Winnickiego to przypomnijmy, że poseł Długi z K’15 w rozmowie z rzecznik Nowoczesnej sam miał przyznać, że Kukiz przyjął w 2015 roku na swoje listy narodowców, dlatego że ci dysponowali tym czego antysytemowcy potrzebowali przed wyborami: ludźmi, strukturami, pieniędzmi. „Ten układ był nam na rękę” – miał powiedzieć Długi. A że później Kukiz publicznie przepraszał za wprowadzenie narodowców do Sejmu? Cóż, najwyraźniej rewolucyjny zryw rządzi się swoimi prawami, a prawdziwa polityka – swoimi.

Spadające rewolucyjne gwiazdy

Takie partie jak PSL, PO, PiS czy pozaparlamentarne SLD górują w tej materii nad Kukizem. Posiadają od lat stanowiska, siatki znajomości, łupy z wielu minionych lat. Posiadają też dofinansowanie, które w czasie wyborów ma trudny do przecenienia wpływ na losy kampanii.

O problemach nowych partii walczących o samorząd boleśnie przekonali się Andrzej Lepper czy Janusz Palikot. Obaj w swoim czasie tworzyli (podobnie jak obecnie Kukiz) trzecią siłę w Sejmie, ale w wyborach samorządowych praktycznie się nie liczyli.

Partie buntu to rewolucyjne spadające gwiazdy. Jeżeli trafią na odpowiedni moment, mogą przez chwilę sporo namieszać w polityce krajowej. Na dłuższą metę stanowią jednak przede wszystkim polityczny margines.

W przeddzień egzaminu

Od momentu wejścia do Sejmu Kukizowi wieszczono rychły rozpad formacji, zarzucano, że sprzyja PiS, oskarżano o radykalizm, twierdzono, że bez dofinansowania nie przetrwa. Muzyk-rewolucjonista jednak zdawał się wytrzymywać kolejne wstrząsy oraz kryzysy i pomimo, że od jego wejścia do Sejmu w 2015 roku, z jego klubu odeszła niemal 1/3 posłów, to zdołał wśród wielu wyborców zaprezentować się jako ugrupowanie rozsądne, stojące w opozycji zarówno wobec rządzących, jak również i „totalnych”.

Teraz jednak ruch buntowników staje w obliczu najtrudniejszego ze wszystkich egzaminów. Jeżeli Kukiz’15 odniesie kompromitującą porażkę, to może to zaważyć na przyszłorocznym (też nie najłatwiejszym dla nich) głosowaniu do europarlamentu, co z kolei będzie miało wpływ na kształt wyborów do Sejmu w 2019 roku. Efekt kuli śnieżnej.

Stawką tych wyborów dla Kukiz’15 nie jest zatem dobry wynik, mobilizacja wyborców czy zdobycie przyczółku w paru miastach. Stawką tych wyborów dla antysystemowców jest przetrwanie.

Artykuł wyraża poglądy autora i nie jest odzwierciedleniem stanowiska redakcji

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...