Premiera książki "Petersburg. Pokój i wojna" Grzegorza Ślubowskiego
Spotkanie odbędzie się 29 października (środa) o godz. 18.00 w Bibliotece Publicznej Miasta Stołecznego Warszawy na ulicy Koszykowej 26/28 w Warszawie.
Serdecznie zapraszamy. Wstęp wolny!
Opis książki „Petersburg. Pokój i wojna”
Zapiski polskiego konsula o współczesnej Rosji.
- Kadencja Konsula Generalnego RP na placówce w Petersburgu (w realiach wojny z Ukrainą)
- Jak bardzo rosyjski jest dziś Moskwicz?
- Dlaczego jazz z Chin dorównuje polskiemu, a nawet go przewyższa?
- Jak Petersburg, miasto zbudowane na kamieniu, jako okno Rosji na Zachód, znosi rosyjski pivot w stronę Chin?
Książka Grzegorza Ślubowskiego to doskonała, bo uczciwa i wolna od moralizatorstwa opowieść o Rosji czasów wojny w Ukrainie. O realiach, w których w kawiarniach obok siebie popijają kawę skrajni nacjonaliści, konformiści, którzy władzę popierają dla pieniędzy, starzy demokraci, którzy mimo braku pieniędzy pozostali sobie wierni i większość, która ma jedynie nadzieję, że wojna ich nie będzie dotyczyć. To podróż w głąb zła, które inaczej niż w horrorze nie pojawia się nagle, a raczej narasta. Jest bezwzględne, ale też faluje. Choć wszechogarniające, bywa też niekonsekwentne, dzięki czemu gdzieś w tle, jednak tli się nadzieja. WITOLD JURASZ
Petersburg w blasku historii i teraźniejszości, barwna opowieść o Pitrze widzianym oczami autora. Czyta się świetnie. Kopalnia wiedzy o Rosji i Rosjanach. JACEK BARTOSIAK
Grzegorz Ślubowski – łączący wrażliwość doświadczonego dziennikarza międzynarodowego oraz perspektywę Konsula Generalnego, któremu przyszło likwidować polski konsulat w Petersburgu – zabiera czytelnika w fascynującą i gorzką opowieść o północnej stolicy Rosji. W swoim osobistym eseju odsłania paradoksy miasta letnich białych nocy, ale i zimowych czarnych dni. Przygląda się codzienności Pitera, w tym także okruchom polskości, które wciąż można odnaleźć w przestrzeni miasta i jego pamięci. Konfrontuje Petersburg, niegdyś symbol rosyjskiego otwarcia na Europę, z pesymistyczną rzeczywistością wojny rozpętanej przez Władimira Putina, rodowitego petersburżanina. ADAM EBERHARDT
Wysoki rangą dyplomata i obdarzony lekkim piórem korespondent. Kolebka rosyjskich despotów. Największy konflikt zbrojny w Europie od zakończenia II wojny światowej. Wyjątkowe połączenie autora, miejsca i czasu. Ślubowski obserwuje piekło na Ukrainie, stojąc w tłumie Rosjan, ale coraz bardziej sam pod masztem z Biało-Czerwoną. Stara się opisać postawy rodaków Putina, nie ulegając ani nienawiści, ani fascynacji. Dorzuca tu i ówdzie obrazki z bliższej i dalszej przeszłości Petersburga. W efekcie podarował nam przeciekawą opowieść o bardzo nieciekawym świecie – kolejną na półce obok „Na skraju imperium” i „Na nieludzkiej ziemi”. BARTOSZ CICHOCKI
Fragment książki „Petersburg. Pokój i wojna”:
(…) Bardzo charakterystyczne losy miała również inna bohaterka tamtych lat. Marina Salie była deputowaną leningadzkiej Dumy, z zawodu była geologiem, czyli podobnie jak Galina Starowojtowa przyszła do polityki ze świata nauki. Jak mówią wszyscy moi rozmówcy, w latach 90. była niezwykle popularna. To ona miała być pierwszym merem miasta, ale sama, w imię demokratycznych ideałów, z tego zrezygnowała, a jej miejsce bardzo szybko zajął Anatolij Sobczak. Salie najpierw bardzo aktywnie popierała jego działalność, żeby następnie szybko przejść do radykalnej opozycji, czego przyczyn było wiele. Można powiedzieć, że to ona zdemaskowała prawdziwe oblicze władz Leningradu. Razem z innym deputowanym Jurijem Gładkowem przeprowadzili śledztwo dotyczące tego, co się stało z pieniędzmi przeznaczanymi na pomoc humanitarną dla mieszkańców Leningradu. Ponieważ władze uważały, że mieszkańcom może grozić głód, część produktów, które były w posiadaniu miasta – na przykład drewno, ropa – miała być sprzedana na Zachodzie, a za pieniądze z tego uzyskane miała być kupiona żywność. Problem polega na tym, że towar z Petersburga został sprzedany, ale żywności ani pieniędzy nikt nigdy nie zobaczył. Salie odkryła, że schemat był taki – powstawały fikcyjne firmy (często zarejestrowane kilka dni wcześniej), które wywoziły i sprzedawały towary, a następnie znikały. Ślad po nich ginął. Zgodę na przeprowadzenie transakcji jednodniowym firmom, czyli licencje, wydawał zastępca mera Petersburga Władimir Putin. Salie wykazała w swoim śledztwie, że Putin doskonale wiedział, że powierza majątek miasta oszustom, firmom, które nie istnieją, a prawdopodobne jest też to, że to on sam wymyślił i przygotował cały schemat. Co robi Salie? Naj pierw idzie do swojego przyjaciela z lat 80., mera Anatolija Sobczaka, z którym walczyła o demokratyczną, jakbyśmy powiedzieli dzisiaj, „lepszą Rosję przyszłości”. Domaga się, aby Sobczak zdymisjonował Putina i oddał sprawę do prokuratury. Ale dzieje się dokładnie odwrotnie. Sobczak nie dymisjonuje Putina, ale rozwiązuję miejską Dumę – bo ma takie kompetencje. Deputowani, którzy oficjalnie publikują wyniki śledztwa, zaczynają mieć problemy – groźby, sprawy prokuratorskie. Co ciekawe, chociaż całe śledztwo jest ogólnie dostępne, nie robi na nikim żadnego wrażenia. Salie jeszcze przez jakiś czas żyła w Petersburgu, ale w 1999 roku, kiedy Władimir Putin został najpierw premierem, a później urzędującym prezydentem, ukryła się, zacierając ślady. Wszyscy, w tym jej znajomi, myśleli, że wyjechała z Rosji, ale tak naprawdę żyła samotnie w małym domku w lesie pod Pskowem. Cała historia przez długi czas była zupełnie zapomniana, zmieniło się to dopiero po publikacji amerykańskiej dziennikarki Mashy Gessen. Odwiedziła ona Salie w lesie pod Pskowem i przeprowadziła z nią wywiad. Wkrótce po publikacji książki, w której ten się ukazał, Marina Salie zmarła na atak serca. Tak zakończyła się dla niej próba wyjaśnienia ciemnych interesów mera Anatolija Sobczaka i jego zastępcy wicemera Władimira Putina. Jeśli więc ktoś szuka odpowiedzi na pytanie, od którego momentu po upadku ZSRR Rosja stała się państwem mafijnym, rządzonym przez służby, to na podstawie początków demokratycznej władzy w Petersburgu wypada odpowiedzieć, że nie ma jednego takiego momentu, bo nigdy tak naprawdę nie przestała być państwem rządzonym przez służby specjalne. (…)