"Ceny eksplodują". Zalewska: Będzie razy dwa tak źle, jak jest w tej chwili
Lidia Lemaniak, DoRzeczy.pl: Ministrowie środowiska krajów UE zgodzili się na zredukowanie przez Wspólnotę emisji gazów cieplarnianych o 90 proc. do 2040 roku. Przeciwko zagłosowały Polska, Węgry, Słowacja i Czechy, a Belgia i Bułgaria wstrzymały się od głosu. Nowy cel klimatyczny został uzgodniony. Co w zasadzie oznacza dla nas w praktyce?
Anna Zalewska, europoseł PiS: Nowy cel klimatyczny został uzgodniony, ale jeszcze nie został przegłosowany. Będzie przegłosowany prawdopodobnie w następnym tygodniu na minisesji po to, żeby Komisja Europejska w ogóle z czym miała jechać na szczyt klimatyczny, który odbywa się w Brazylii. Co to znaczy dla Polaków, co to znaczy dla Unii Europejskiej? To znaczy, że będzie razy dwa tak źle, jak jest w tej chwili. O czym piszą w raportach nie tylko europejscy eksperci politycy, jak na przykład jest to w raporcie Dragiego. Są to cele niemożliwe do osiągnięcia z punktu widzenia nie tylko technicznego, technologicznego, fizycznego, chemicznego, ale również społecznego.
Czyli?
Ceny absolutnie eksplodują. Nijak się do tego mają deklaracje i opowieści o tym, że dokonywane są jakieś zmiany w Zielonym Ładzie. W dodatku pojawiła się – jak to się mówi – „elastyczność”, polegająca na tym, że oto będzie można skorzystać z tzw. kredytów węglowych 5 proc. Kredyty węglowe polegają na tym, że tak na dobrą sprawę może pani realizować cele klimatyczne poza Unią Europejską i sobie to odliczyć. Np. Niemcy postawią elektrownie wiatrowe na Ukrainie i sobie to odliczą od swoich celów. To pokazuje też hipokryzję Unii Europejskiej, bo wie, że jest to niemożliwe do zrealizowania. Ale oczywiście, ponieważ jest to związane z pieniędzmi, między innymi z ETS. ETS-ów będzie sporo, bo są one zapowiadane w każdej dziedzinie życia. One się pojawią, żeby zrealizować niby cel, a ponieważ on jest niemożliwy do zrealizowania, ludzie będą płacić za jego „nieosiągnięcie”
Jeżeli nowy cel klimatyczny zostanie przegłosowany, to są jakieś możliwości, żeby jednak powstrzymać jego wejście w życie?
Będziemy robić wszystko, co możliwe. W Parlamencie Europejskim najważniejsza jest praca nad dokumentami, budowanie większości do ich przegłosowania czy dokonywania zmian. Wszystkie przepisy związane z pakietem „Fit for 55” trzeba będzie na nowo „otworzyć”, żeby dokonywać zmian, bo trzeba będzie dostosować cele, obostrzenia, wskaźniki, kary do obniżenia emisji CO2 o 90 proc. do 2040 roku. Czasami udaje się zbudować większość, ostatnio np. udało się dopuścić do przejęcia „nadzoru” nad narodowymi lasami. Wygraliśmy głosowanie. Najważniejsze będą jednak wybory do parlamentu polskiego w 2027 i parlamentu europejskiego w 2029 roku, bo wszystko można odwrócić. Sądzę jednak, że wcześniej po prostu zbuntują się obywatele.
„Jak obiecaliśmy, tak zrobiliśmy. Dwa tygodnie temu mówiłem, że rozbroimy ETS2, czyli opłaty za ogrzewanie i transport, na które zgodził się Morawiecki. Dziś to się stało. ETS2 odłożony, a jego rewizję Komisja Europejska musi przygotować w najbliższym czasie. Robimy, nie gadamy” – napisał dwa dni temu na platformie X premier Donald Tusk. Czy opóźnienie o rok ETS2 to faktycznie sukces rządu?
Na spotkaniu odbył się „handelek”. Pozwolono na odroczenie o rok ETS2, żeby w 2027 roku Donald Tusk podczas wyborów, znów mógł mówić, że „w UE nikt go nie ogra”. Natomiast w konkluzjach ze szczytu Rady Europejskiej jest zapisane, że Komisja Europejska ma zrobić wszystko i dokonać takiej rewizji, żeby ułatwić wejście w życie ETS2. To są ogromne obciążenia finansowe, które dotkną każdej dziedziny życia. Ogrzewanie, chłodzenie, paliwo do samochodów, ceny nieruchomości, ceny transportu, ceny produktów żywnościowych.
Podsumowując – po co Unia Europejska to wszystko robi? Jaki ma w tym cel?
Cele są od ideologicznego, z którego UE nie potrafi się wycofać, do zarabiania pieniędzy na Zielonym Ładzie. UE będzie ściągać z Europejczyków środki, żeby instytucje finansowe i banki, które są związane z realizacją Zielonego Ładu, po prostu na tym zarabiały pieniądze.