Art. sponsorowany

„Nie ufaj imperiom” - polityczna filozofia Andrzeja Ziemiańskiego. Czy państwo to zawsze maszyna do mielenia mięsa?

Dodano:
„Legendy Miecza”
Mówisz: Andrzej Ziemiański, myślisz: epicki rozmach, cięty język i światy, w których krew miesza się z pyłem bitwy. Ale pod warstwą widowiskowej szermierki i militarnych forteli kryje się coś znacznie mroczniejszego i niezwykle aktualnego. To głęboka nieufność do władzy. Przyglądamy się fenomenowi Viriona i filozofii, która mówi jasno: każde imperium w końcu cię zdradzi.

„Nie ufaj imperiom” – polityczna filozofia Andrzeja Ziemiańskiego. Czy państwo to zawsze maszyna do mielenia mięsa?

Mówisz: Andrzej Ziemiański, myślisz: epicki rozmach, cięty język i światy, w których krew miesza się z pyłem bitwy. Ale pod warstwą widowiskowej szermierki i militarnych forteli kryje się coś znacznie mroczniejszego i niezwykle aktualnego. To głęboka nieufność do władzy. Przyglądamy się fenomenowi Viriona i filozofii, która mówi jasno: każde imperium w końcu cię zdradzi.

Kiedy lata temu polski rynek fantastyki podbiła „Achaja”, czytelnicy zachwycili się nie tylko losem zhańbionej księżniczki, ale przede wszystkim bezwzględną logiką świata, w którym przyszło jej żyć. Andrzej Ziemiański od samego początku swojej literackiej drogi kreśli wizję państwa nie jako opiekuńczej struktury, ale jako potężnej, bezdusznej maszyny. Maszyny, której jedynym paliwem jest przemoc, a trybami ludzkie życie.

Państwo jako demiurg cierpienia

W świecie Ziemiańskiego polityka nie dzieje się w białych rękawiczkach. Tutaj dyplomacja to przedłużenie tortur, a prawo jest jedynie zestawem reguł, które silniejsi narzucają słabszym, by łatwiej było ich kontrolować. Niezależnie od tego, czy patrzymy na Cesarstwo Luan, czy na inne krainy z uniwersum Achai, wniosek jest jeden: imperium nie posiada moralności. Posiada jedynie interesy.

To właśnie ta „polityczna filozofia beznadziei” sprawia, że proza Ziemiańskiego jest tak dotkliwa. Autor konsekwentnie pokazuje, że każda instytucja – od armii po system podatkowy – dąży do totalnego podporządkowania jednostki. W tej wizji nie ma miejsca na idealizm. Jeśli ktoś próbuje być „dobrym obywatelem”, zazwyczaj kończy jako pierwsza ofiara systemu.

Virion: Człowiek, który nie chciał być trybikiem

W samym centrum tego mechanizmu stoi on – Virion. Szermierz natchniony, banita, legenda. Jeśli „Achaja” była opowieścią o tym, jak system niszczy i lepi człowieka na nowo, to cykle o Virionie („Imperium Achai”, „Szermierz Natchniony”, „Legenda Miecza”) są studium oporu.

Virion jest postacią unikalną, bo stoi zawsze obok. Choć potrafi zabijać na zlecenie imperiów, choć bywa ich narzędziem, nigdy nie staje się ich częścią. Jego filozofia jest prosta: zachować wewnętrzną wolność w świecie, który chce ci ją odebrać za wszelką cenę. Virion nie ufa sztandarom, nie wierzy w przysięgi składane królom. Ufa jedynie swojej klindze i własnemu instynktowi przetrwania.

To właśnie ten dystans czyni go tak fascynującym. Virion widzi mechanizmy władzy takimi, jakimi są naprawdę, widzi kłamstwa ukryte w propagandzie i cynizm elit. Jest wyrzutem sumienia każdego urzędnika i każdego generała, bo udowadnia, że można przeżyć, nie kłaniając się nikomu.

Ostatni tom jako lustro współczesności

Najnowsze odsłony przygód Viriona, w tym finałowe tomy „Legendy Miecza”, nabierają dziś szczególnego znaczenia. Ziemiański, choć osadza akcję w świecie fantasy, coraz wyraźniej mruga okiem do współczesnego czytelnika. Czy opisywane przez niego mechanizmy inwigilacji, kreowania fałszywych autorytetów i cynicznej gry strachem nie brzmią znajomo?

W finałowych scenach swojej sagi autor zdaje się stawiać diagnozę: współczesny świat, mimo technologii i pozornej cywilizacji, wciąż operuje na tych samych, brutalnych zasadach co Luan. Imperia zmieniają nazwy, ale ich apetyt na kontrolę pozostaje niezmienny. Virion, stając u progu wielkich zmian, staje się głosem każdego z nas, kto czuje się przytłoczony przez biurokrację, polityczne kłótnie i wszechobecną manipulację.

Dlaczego wciąż chcemy to czytać?

Można by zapytać: dlaczego wracamy do świata, który jest tak bezlitosny? Odpowiedź kryje się w pasji, z jaką Andrzej Ziemiański pisze o buncie. Widząc Viriona, który wygrywa z przeważającymi siłami systemu, otrzymując nadzieję, że jednostka wciąż ma znaczenie.

„Nie ufaj imperiom” – to ostrzeżenie brzmi w uszach czytelnika jeszcze długo po zamknięciu książki. Ziemiański nie daje prostych rozwiązań, nie obiecuje, że jeśli obalimy jednego tyrana, nastanie era powszechnej szczęśliwości. Sugeruje raczej, że jedyną drogą do wolności jest bycie jak Virion: czujnym, niezależnym i zawsze gotowym do wyciągnięcia miecza w obronie własnej integralności.

Jeśli szukacie literatury, która pod płaszczem przygody przemyca gorzką prawdę o mechanizmach władzy, powrót do świata Achai i śledzenie losów Viriona jest lekturą obowiązkową. Bo jak uczy Ziemiański – imperia upadają, ale człowiek, który nie dał się złamać, trwa dalej.

Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...