Ukraińska interwencja w węgierskie wybory? Szijjártó nie przebiera w słowach
Jako pierwszy o możliwości ukraińskiej interwencji mówił premier Viktor Orban. Szef węgierskiego rządu przekazał, że służby namierzyły działania, które "wpisują się w próbę wpływu na kwietniowe wybory". Orban twierdzi, że stawką jest bezpieczeństwo procesu wyborczego, a nawet suwerenność państwa.
W związku z tymi podejrzeniami, Orban zalecił niezwłoczne wezwanie ambasadora Ukrainy. – Suwerenność i interesy Węgier będą chronione - przekazał.
Orban dodał, że ukraińscy liderzy, w tym sam Zełenski, mieli grozić Węgrom w przeszłości.
Szijjártó: Nie będziemy tolerować żadnej ingerencji w wybory
Do sprawy odniósł się również szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjártó, który podkreślił, że działania Ukrainy są niedopuszczalne.
"Dziś wezwaliśmy Ambasadora Ukrainy do MSZ w Budapeszcie. Nie będziemy tolerować żadnej ingerencji w wybory na Węgrzech, w tym prób wpłynięcia na wynik i ingerencji Ukrainy w proces wyborczy na korzyść TISZA (Partia Szacunku i Wolności)" – napisał w mediach społecznościowych szef węgierskiej dyplomacji.
Jak przekonuje szef MSZ, te działania mają wpisywać się w szerszy ciąg zdarzeń. "W ostatnich tygodniach prezydent Ukrainy i ukraiński rząd prowadzą otwartą, bezwstydną i agresywną kampanię ingerencji. Ich cel jest jasny: wpłynąć na wynik wyborów na Węgrzech na korzyść TISZA. Ale tylko naród węgierski może decydować o przyszłości Węgier. Ta decyzja zapada na Węgrzech, nie w Brukseli, a tym bardziej nie w Kijowie. Będziemy bronić naszej suwerenności wszelkimi możliwymi środkami!" – czytamy w komentarzu zamieszczonym na portalu X.
Trudne relacje Węgry-Ukraina
Przypomnijmy, że napięcia między Węgrami a Ukrainą narastają od początku wojny. Pod adresem Budapesztu padają zarzuty dot. sprzyjania Moskwie, z kolei Kijowowi jest zarzucany brak wdzięczności za okazaną pomoc w trakcie wojny (dostawy surowców, przyjęcie uchodźców, zgoda na unijne sankcje).
Kilka dni temu podczas szczytu w Davos Wołodymyr Zełenski publicznie krytykował węgierskiego premiera. - Żyje z europejskich pieniędzy, próbując jednocześnie sprzedać europejskie interesy. To, że czuje się komfortowo w Moskwie, nie oznacza, że powinniśmy pozwolić, aby europejskie stolice stały się małymi Moskwami - mówił.