Koniec mitu taniej energii? Wiceminister o prawdziwej cenie OZE
"Społeczeństwu długo powtarzano, że odnawialne źródła energii oznaczają dostęp do taniej energii. Teraz okazuje się, że sprawa jest bardziej złożona" – pisze Businnes Insider. Wiceminister energii Wojciech Wrochna powiedział w rozmowie z portalem, że "dochodzimy do urealnienia dyskusji na temat całościowego kosztu systemu energetycznego".
– Prawdą pozostaje, że odnawialne źródła energii – czy to morskie farmy wiatrowe, czy farmy na lądzie, czy nawet fotowoltaika — są w stanie dostarczać energię przy relatywnie niskich kosztach produkcji. I rzeczywiście mają one jedne z najniższych wskaźników kosztów cyklu życia (LCOE) spośród wszystkich źródeł – wskazał.
Zastrzegł, że to nie jest pełny koszt systemu energetycznego, który ponoszą użytkownicy. Podkreślił, że aby dostarczać energię z morza czy z farm słonecznych, trzeba wybudować setki, czasem tysiące kilometrów linii przesyłowych.
– To jest koszt, który należy uwzględnić w całościowym rachunku. Ponadto musimy wybudować moce rezerwowe w postaci elektrowni gazowych, magazynów energii czy innych rozwiązań. To wszystko musimy brać pod uwagę holistycznie – dodał wiceminister.
– Optymalizujemy zatem nie tylko koszt samej energii, ale koszt całego systemu, bo na koniec dnia każdy odbiorca musi ten koszt współfinansować. To jest odpowiedzialny sposób myślenia o transformacji energetycznej – ocenił Wrochna.
OZE nie sprawią, że rachunki za prąd będą niższe
Zdaniem "Rzeczpospolitej", "czas skończyć z mitem, że odnawialne źródła energii doprowadzą do obniżenia cen energii elektrycznej". Gazeta apeluje o wyjście poza polityczny dyskurs, który polaryzuje debatę.
"Nawet relatywnie tanie technologie lądowe OZE nie prowadzą automatycznie do niższych rachunków za prąd. Rozbudowa ich wymaga bowiem równoległych, kosztownych inwestycji w sieci elektroenergetyczne, magazyny energii oraz elastyczne moce rezerwowe, przede wszystkim elektrownie gazowe" – czytamy.
Autorzy tekstu, Anna Jasińska i Jakub Jasiński, eksperci rynków energii, twierdzą, że realną szansą na odbudowę społecznego i politycznego kompromisu może być "zmiana sposobu mówienia o OZE – jako o fundamencie bezpieczeństwa energetycznego zamiast narzędzia walki klimatycznej".
"To argument mniej ideologiczny, a bardziej pragmatyczny, który może przemówić zarówno do zwolenników transformacji, jak i do jej sceptyków. Zmiana narracji może pozytywnie wpłynąć na poparcie społeczne dalszej transformacji elektroenergetycznej i ograniczyć jej obecność w najbardziej spolaryzowanej części debaty politycznej" – wskazano w artykule.