MEN wycofuje się z kontrowersyjnych propozycji
Koncepcja zmian dotyczących frekwencji w szkole pojawiła się w listopadzie 2024 roku przy okazji konferencji minister Barbary Nowackiej dotyczącej przygotowania nowej podstawy programowej zajęć Wychowania Fizycznego. To tam padł sygnał, że 50 proc. usprawiedliwionych nieobecności może nie wystarczyć do zaliczenia przedmiotu.
Według propozycji MEN, uczeń nie zdałby do następnej klasy, jeśli miałby nieusprawiedliwioną nieobecność co najmniej 50 procent dni zajęć w jednym miesiącu, albo na co najmniej 25 procent dni zajęć w całym roku szkolnym.
MEN rezygnuje ze zmian
Jak przekazał dyrektor Departamentu Komunikacji w Ministerstwie Edukacji Narodowej Kacper Lawera, resort zdecydował o porzuceniu zmian w przepisach. Wpływ na tę decyzję miały konsultacje społeczne oraz dalsze prace wewnątrz ministerstwa.
Lawera podkreślił, że kwestie zmian w przepisach dotyczących frekwencji na zajęciach muszą zostać ponownie przeanalizowane. Dyrektor dodał, że "nie stanowiły one jednak głównego trzonu ustawy, która przede wszystkim skupia się na stworzeniu katalogu praw i obowiązków ucznia oraz utworzeniu struktury rzeczników praw ucznia, stąd ich usunięcie nie wpływa na dalsze prace".
Mundurki w szkołach?
Jak zapowiedziała w Radiu ZET minister edukacji Barbara Nowacka, resort chce zakończyć obecny chaos interpretacyjny i wprowadzić jasne reguły, które będą obowiązywać w całym kraju. – Trzeba wprowadzać pewne normy chociażby dot. norm społecznych albo bezpieczeństwa. Dziś tego nie ma. Jest dżungla i wolna amerykanka. Uczniowie mogą wszystko, a nauczyciele wprowadzają własne założenia. Uporządkujmy to wreszcie – powiedziała szefowa MEN.
Według Nowackiej problem polega na tym, że nauczyciele często nie mają dziś skutecznych narzędzi, by egzekwować zasady dotyczące wyglądu uczniów, nawet jeśli chodzi o kwestie bezpieczeństwa. W praktyce spory trafiają do kuratoriów, a decyzje często zapadają po stronie rodziców, ponieważ brakuje jednoznacznych przepisów. – Chcemy im dać to narzędzie, żeby mogli wesprzeć swoje argumenty przepisami prawa – podkreśliła minister.