Gwałt na komendzie. Decyzja sądu wobec zatrzymanego policjanta
Sąd nie uwzględnił zażalenia obrony, podzielając stanowisko prokuratury, która wskazywała na ryzyko matactwa. Decyzja zapadła podczas zamkniętego posiedzenia. Śledztwo w sprawie nadal trwa.
Skandal z początku roku
Do zdarzenia doszło podczas imprezy zakrapianej alkoholem Jak ustalił nieoficjalnie Onet, impreza odbyła się w gabinecie dowódcy 9. kompanii. "Uczestniczył w niej m.in. on sam oraz dowódca plutonu ze stanu tejże kompanii. W pewnym momencie Marcin J. miał wezwać do siebie 22-letnią stażystkę, z którą zamknął się w jednym z pomieszczeń. To wtedy miało dojść do gwałtu" – czytamy.
Wcześniej Telewizja Republika relacjonowała, że ofiara miała wołać pomocy. Wtedy inni funkcjonariusze mieli walić w drzwi, które dowódca w końcu otworzył, a 22-latka z widocznymi otarciami zgłosiła sprawę dyżurnemu. Według Onetu było inaczej. "Nasi informatorzy ze służb zapewniają, że nie było krzyków, ani 'walenia w drzwi'. W pewnym momencie kobieta wybiegła z gabinetu dowódcy, nie informując w tym momencie nikogo o tym, co się wydarzyło. To dlatego nikt nie zatrzymywał Marcina J., kiedy ten chwilę później wychodził z jednostki" – opisano.
Konsekwencje kadrowe
Kiedy tylko media zaczęły informować o wydarzeniach w Piasecznie, zapadły decyzje kadrowe. Komendant Stołeczny Policji zdecydował m.in. o zwolnieniu podejrzanego funkcjonariusza ze służby. Sprawdzany jest również nadzór przełożonych w jednostce. Wzmocniono kontrole kierownictwa oddziału prewencji, m.in. w zakresie trzeźwości funkcjonariuszy. Osobne czynności wyjaśniające prowadzi inspektor nadzoru wewnętrznego w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji.
Postępowanie prowadzone przez prokuraturę pozostaje w toku. Śledczy analizują zgromadzony materiał dowodowy i weryfikują wszystkie wersje wydarzeń.