Gwałt na komendzie. Ruch komendanta stołecznego

Gwałt na komendzie. Ruch komendanta stołecznego

Dodano: 
Policja. Zdj. ilustracyjne
Policja. Zdj. ilustracyjne Źródło: Unsplash / Daniel Silva
Media donoszą o decyzji komendanta stołecznego policji ws. policjanta z Piaseczna, oskarżanego o zgwałcenie koleżanki z pracy.

Trwa śledztwo w sprawie gwałtu na 22-letniej policjantce, do którego miało dojść 3 stycznia na terenie oddziału prewencji Komendy Stołecznej Policji w podwarszawskim Piasecznie. Podejrzany jest Marcin J., dowódca 9. kompanii.

Marcin J. usłyszał zarzut gwałtu oraz doprowadzenia pokrzywdzonej do poddania się innej czynności seksualnej, przebywa w areszcie. Za pierwsze z przestępstw grozi mu do 15 lat pozbawienia wolności, za drugie – do ośmiu lat.

Portal WP przekazał, że komendant stołeczny policji mł. insp. Krzysztof Ogroński podjął decyzję o zwolnieniu z pracy oskarżonego dowódcy. Rzecznik prasowy KSP podkom. Jacek Wiśniewski potwierdził, że decyzja zapadła 9 stycznia. – Sprawdzany jest nadzór przełożonych w jednostce. Zwiększona została kontrola kierownictwa OPP pod kątem kontroli trzeźwości – powiedział WP. Serwis wskazuje, że osobne dochodzenie prowadzi inspektor nadzoru wewnętrznego w MSWiA.

Rozbieżne doniesienia. Co wydarzyło się w Piasecznie?

Do zdarzenia doszło podczas imprezy zakrapianej alkoholem Jak ustalił nieoficjalnie Onet, impreza odbyła się w gabinecie dowódcy 9. kompanii. "Uczestniczył w niej m.in. on sam oraz dowódca plutonu ze stanu tejże kompanii. W pewnym momencie Marcin J. miał wezwać do siebie 22-letnią stażystkę, z którą zamknął się w jednym z pomieszczeń. To wtedy miało dojść do gwałtu" – czytamy.

Wcześniej Telewizja Republika relacjonowała, że ofiara miała wołać pomocy. Wtedy inni funkcjonariusze mieli walić w drzwi, które dowódca w końcu otworzył, a 22-latka z widocznymi otarciami zgłosiła sprawę dyżurnemu. Według Onetu było inaczej. "Nasi informatorzy ze służb zapewniają, że nie było krzyków, ani 'walenia w drzwi'. W pewnym momencie kobieta wybiegła z gabinetu dowódcy, nie informując w tym momencie nikogo o tym, co się wydarzyło. To dlatego nikt nie zatrzymywał Marcina J., kiedy ten chwilę później wychodził z jednostki" – opisano.

Czytaj też:
Nagłe przyspieszenie ws. Iwony Wieczorek. "Robimy wszystko, żeby znaleźć ciało"
Czytaj też:
Atak maczetą. Policja zatrzymała... 14-latka


Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.

Zapraszamy do wypróbowania w promocji.


Źródło: Wirtualna Polska / Onet/TV Republika
Czytaj także