Sasin pochwalił się metamorfozą. "Nie tak dawno łatwo zjadałem 10 pączków"
Ostatni czwartek przed rozpoczęciem Wielkiego Postu to tradycyjnie czas wielkiego ucztowania. Tego dnia zajadamy się słodkościami, szczególnie pączkami o faworkami. Tymczasem Jacek Sasin z PiS podkreśla, że to "okazja do refleksji i zadowolenia".
"Nie tak dawno łatwo zjadałem 10 pączków (nie licząc faworków), ale szczęśliwie ponad 1,5 roku temu zacząłem dbać o moje zdrowie. Ruch, dieta, wsparcie lekarzy – za które bardzo dziękuję! Finalnie zrzuciłem ponad 50 kg. Odzyskałem za to większą sprawność i lepsze samopoczucie. Dzięki tej drodze wiem, jak ciężko jest zacząć, a tym bardziej wytrwać w reżimie odchudzania" – przyznaje były wicepremier. "Dlatego wszystkim, którzy mierzą się z otyłością, życzę ogromu samozaparcia i sukcesów!" – podsumował Sasin.
Sasin z PiS jest morsem
Wcześniej, w środę, Jacek Sasin w programie "Poranny ring" wyjawił, że od sześciu lat regularnie morsuje, a zimne kąpiele stały się jego sposobem na relaks i przypływ energii. Namówił go do tego przyjaciel, a sam polityk początkowo podchodził do niego z rezerwą. Przyznał jednak, że wejście do lodowatej wody zimą okazało się o wiele przyjemniejsze niż się spodziewał.
– Nawet długo byłem do tego namawiany przez jednego morsa, mojego przyjaciela, który mnie zapewniał, że to jest miłe, przyjemne i zdrowe i warto spróbować. Ja należałem do tych ludzi, do których wejście latem do Bałtyku na plaży było czymś absolutnie przerażającym i bardzo nieprzyjemnym. W związku z czym wydawało mi się, że jak latem do Bałtyku trudno wejść, no to co dopiero zimą do zimnej wody. Prawda okazała się zaskakująca. Otóż mówię to z pełną odpowiedzialnością: wejście latem do Bałtyku, jest dużo gorsze, mniej przyjemne, i budzące pewien sprzeciw organizmu, niż wejście do zimnej wody zimą – ocenił.