• Autor:Grzegorz Grzymowicz

Wycofajmy destrukcyjny podatek ETS za ciepło i prąd

Dodano:
Elektrociepłownia Siekierki przy ulicy Augustówka w Warszawie. Jest to największa polska elektrociepłownia, druga co do wielkości w Europie Źródło: PAP / Leszek Szymański
Narzucony Polsce przez Komisję Europejską podatek ETS to jeden z elementów polityki energetyczno-klimatycznej UE, którą Tomasz Cukiernik trafnie nazwał "sabotażem". Kilkadziesiąt miliardów złotych rocznie marnowanych na sztucznie wykreowaną daninę prowadzącą do stopniowej destrukcji energetyki i przemysłu, do niekonkurencyjności gospodarki, ubożenia ludności i przyśpieszenia procesu likwidacji klasy średniej. Jeśli eurooligarchia przeforsuje ETS 2, dojdzie do masowych wywłaszczeń, a gospodarka zostanie zwinięta.

12 lutego Stany Zjednoczone ogłosiły zniesienie formalnego uznawania emisji gazów cieplarnianych za zagrożenie dla zdrowia publicznego. Tamtejsza administracja konsekwentnie odchodzi od prymatu tzw. polityki klimatycznej nad ekonomią i racjonalnością w gospodarce. Tymczasem władze Unii Europejskiej potwierdziły, że do roku 2040 emisje gazów cieplarnianych na terytorium państw członkowskich mają zostać zredukowane o 90 proc. względem 1990 roku. "Nowy cel" uzupełni obecnie obowiązujące w UE rygory "klimatyczne", zgodnie z którymi w 2030 r. Europa ma nakazane obniżyć emisje o 55 proc., a w 2050 r. stać się "klimatycznie neutralna". Jednym z wielu sposobów wymuszania tego niewykonalnego przedsięwzięcia jest podatek ETS.

Sztuczny podatek dewastujący polską gospodarkę

ETS (European Union Emissions Trading System) to unijny system handlu emisjami dwutlenku węgla, w praktyce stanowiący kompletnie niecelowy podatek za produkcję energii elektrycznej z paliw kopalnych. Obłożeni są nim wytwórcy energii, a więc w praktyce płacą go konsumenci, czyli odbiorcy tej energii. Odbywa się to w taki sposób, że decyzją Komisji Europejskiej, do której nie wiedzieć czemu stosują się władze w Warszawie, polska energetyka, ciepłownictwo i przemysł energochłonny są zobowiązane do wykupywania unijnych uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Skoro w sztuczny sposób opodatkowana jest produkcja energii elektrycznej i cieplnej, jest oczywistym, że ceny prądu, ciepła, jak i towarów i usług, rosną. Nie ma innej możliwości, bo koszt ich wytwarzania siłą rzeczy staje się wyższy.

ETS kosztuje Polaków setki miliardów złotych, ale trzeba wiedzieć, że to dopiero początek. Od 2028 roku Unia Europejska wprowadza ETS 2. (Przyglądamy się teraz wyłącznie podatkowi za emisję dwutlenku węgla. Całościowe koszty tzw. transformacji energetyczno-klimatycznej dla Polski są szacowane w bilionach złotych i jeśli władze z tej drogi nie zejdą, polska gospodarka przestanie funkcjonować, a więc cały kraj popadnie w nędzę). ETS 2 obciąży cały transportogrzewanie indywidualne budynków. Zapłacą go gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa nieobjęte ETS. Opłata będzie ukryta w cenach węgla, gazu, oleju opałowego, paliw silnikowych – oczywiście plus VAT. Rezultat będzie taki, że pauperyzacja polskiego społeczeństwa zacznie gwałtownie przyśpieszać, a wiele małych i średnich przedsiębiorców niestety zakończy swoją działalność. Na "Do Rzeczy" wielokrotnie zwracaliśmy uwagę, że główną przyczyną upadania polskich firm, są właśnie sztucznie zawyżane przez Unię Europejską i państwo polskie koszty energii pod pretekstem "walki o klimat". Obecnie w Polsce prąd dla przedsiębiorstw jest najdroższy w Europie, a dla gospodarstw domowych jeden z najdroższych. Przypomnijmy sobie, jak funkcjonuje ten rabunkowy system.

Jak działa przymusowy system handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla

Komisja Europejska wyznacza maksymalną łączną ilość gazów cieplarnianych, jaką pozwala wyemitować sektorom gospodarki objętym systemem ETS. Limit ten jest dzielony na zezwolenia do emisji. Jedno takie uprawnienie (EUA) daje zezwolenie na emisję jednej tony dwutlenku węgla. Państwa członkowskie dostają od eurooligarchów uprawnienia, które następnie przekazują swoim przemysłom energochłonnym w ramach tzw. puli bezpłatnej. Resztę pozwoleń przedsiębiorstwa, które emitują ponad limit, muszą kupić aukcjach na rynku wtórnym z innych państw, które dysponują ich nadwyżkami. Brakująca część uprawnień to tzw. luka ETS. Polska musi dokupować uprawnienia, ponieważ ma wysoki udział paliw kopalnych w swoim tzw. miksie energetycznym Na obecnym etapie nasze elektrownie kupują w mechanizmie quasi-giełdowym prawie 100 proc. uprawnień do emisji.

Z roku na rok całkowita liczba udostępnianych przez oligarchów uprawnień jest zmniejszana, co sprawia, że energia i ciepło z paliw kopalnych są coraz droższe. Dodatkowo ceny podbija spekulacyjny obrót zezwoleniami EUA przez międzynarodowe korporacje finansowe. W praktyce polskie gospodarstwa domowe płacą coraz wyższe rachunki, a zyski zgarniają do innych państw wyspecjalizowane podmioty umiejące operować na sztucznie stworzonym przez Unię Europejską sterowanym rynku. Ponadto przemysł poszukując normalnych warunków do pracy, przenosi się poza Unię Europejską – do Azji i Stanów Zjednoczonych, gdzie energia jest o wiele tańsza. Większość zabranych ludziom pieniędzy trafia do budżetów państw. Rządy mają za zadanie przeznaczać je na tzw. zielone inwestycje, by transformacja energetyczna postępowała w wyznaczonym tempie. W Polsce ciężko jednak łożyć na "zielone" produkty, ponieważ zakupy pozwoleń na emisje gazów cieplarnianych są tak kosztowne, że przedsiębiorstwa mają coraz większe problemy z bieżącym funkcjonowaniem. Są przypadki, że firmy muszą brać kredyty, żeby sfinansować zakup uprawnień. Nawet jeśli dane przedsiębiorstwo chce się transformować, zwykle nie ma na to pieniędzy.

Cena uprawnień do emisji jest zmienna, bo – jak wspomnieliśmy – podaż jest sterowana, rynek spekulacyjny, ponadto krótkoterminowo wpływ mają także ceny ropy i gazu oraz aktualne warunki pogodowe. Obecnie – na luty 2026 r. cena jednego uprawnienia EUA, czyli na tonę CO2, wynosi 70 euro (wobec ok. 90 euro w styczniu). Dla przykładu – średnia cena uprawnień w 2025 roku wyniosła w przybliżeniu 75 euro za tonę. W 2020 roku było to "jedynie" 25 euro za tonę, a w latach 2012-2017 firmy płaciły jedynie kilka euro za tonę.

Astronomiczne dodatkowe wzrosty cen

"Po wprowadzeniu ETS2, ceny w trzech milionach gospodarstw domowych w Polsce mogą wzrosnąć nawet o 150 proc. Dlatego Polska należy do najzagorzalszych przeciwników ETS2" – powiedział telewizji NTV Bernd Weber, szef think tanku Epico Klima-Innovation z siedzibą w Brukseli i Berlinie.

Na bazie danych Komisji Europejskiej była wiceprezes PGE, adwokat Wanda Buk i ekspert Fundacji Republikańskiej, były dyrektor w resorcie aktywów państwowych Marcin Izdebski opracowali raport "Analiza wpływu ETS2 na koszty życia Polaków", ostrożnie prognozujący wzrosty cen. Raport jest z 2024 r., a więc zakłada wejście ETS2 w życie w 2027 roku. W listopadzie 2025 roku Bruksela przesunęła start tego podatku na 2028 rok.

Otóż przykładowo cena gazu za jedną MWh w 2027 r. wzrośnie dodatkowo o 25,70 zł, w 2029 roku dodatkowo o 47,11 zł, w 2040 r. o dodatkowe 248,39 zł, zaś w roku 2050 o dodatkowe 419, 60 zł.

Dodatkowa cena za tonę węgla w 2027 roku sięgnie 306 zł, w 2030 roku 560 zł, a w roku 2050 4992 zł.

Dodatkowy roczny koszt netto ogrzewania budynku, o przeciętnym zużyciu węgla do celów grzewczych, o powierzchni 100 m2 wyniesie dodatkowo w 2027 r. 1039 zł, w 2030 r. 1905 zł, w 2040 r. 10045 zł, a w 2050 r. 18002 zł.

Z ostrożnych prognoz wynika, że dodatkowy roczny wzrost netto ponoszony przez przeciętną rodzinę w związku z ETS2 w cenach stałych z 2023 roku to w wariancie gazowym w 2027 roku 1001 zł, w wariancie węglowym 1628 zł. W roku 2030 – wariant gazowy 1830 zł, wariant węglowy 2985 zł. Jeśli chodzi o rok 2040 (cały czas mowa o cenach stałych z 2023 roku) mamy w wariancie gazowym 9674 zł dodatkowo rocznie, a w wariancie węglowym dodatkowo rocznie 15738 zł.

Jak dokładnie będą kształtowały się dodatkowe wzrosty cen paliw, obrazuje tabelka z raportu zamieszona na końcu tekstu.

Z raportu Warsaw Enterprise Institute Zapłacą najubożsi. Koszty wprowadzenia systemu handlu emisjami dla budynków mieszkalnych oraz transportu z 2023 roku, autorstwa ekonomisty Marka Lachowicza, o którym także pisaliśmy na "Do Rzeczy", w wariancie optymistycznym Polacy zapłacą 21 miliardów podatku ETS 2 rocznie, a w wersji pesymistycznej 96,5 miliardów rocznie. W najmniej drastycznym wariancie statystyczna polska rodzina zapłaci w 2030 roku dodatkowo ponad 1,5 tysiąca zł. rocznie, natomiast w scenariuszu najgorszym dodatkowo 7,1 tys. zł. rocznie. Podatek najbardziej uderzy w najuboższe gospodarstwa domowe. Zwróćmy uwagę, że w mniejszym stopniu dotknie polityków, którzy zgadzają się na nakładanie tych kontrybucji we własnym kraju, ponieważ są to zwykle osoby zamożne, pobierające wysokie uposażenia z kieszeni podatników.

W Polsce ma nie być górnictwa węglowego, bo Unia Europejska tak kazała

Wysokość podatku ETS 2 za emisję dwutlenku węgla nie będzie zróżnicowana w zależności od stopnia bogactwa danego kraju. Nie będą też miały znaczenia uwarunkowania geograficzne i klimatyczne. W Polsce trzeba wydać na ogrzewanie więcej niż w Hiszpanii, czy Grecji, więc podatek w naturalny sposób wywinduje u nas ceny bardziej, niż u nich. Ponadto, polski system energetyczny, przed opodatkowaniem tani i działający dobrze w oparciu o paliwa kopalne, w tym o nasz narodowy skarb – węgiel, jest niszczony, ponieważ polskie rządy nie wiedzieć czemu słuchają się Komisji Europejskiej, która żądała likwidacji górnictwa. Mamy – docelowo przymusowo – instalować fotowoltaikę i stawiać wiatraki.

Jednocześnie propaganda dwoi się i troi, żeby przekonać społeczeństwo, że tym, czego potrzebujemy najbardziej i koniecznie są właśnie OZE. W rzeczywistości są to źródła nieefektywne, drogie i w przypadku polskim dezorganizujące działanie uporządkowanego wcześniej stabilnego i bezpiecznego systemu energetycznego. Polska ma zasoby węgla na ponad 800 lat. Wystarczy modernizować i stawiać nowoczesne bloki węglowe, a moglibyśmy ponownie cieszyć się najtańszą energią w Europie. W tym czasie spokojnie budując energetykę atomową, energię słoneczną i wiatrową traktowalibyśmy jako uzupełnienie, ale rynkowe, nie przymusowe.

Zajmujący się energetyką Marek Tucholski z Konfederacji uważa, że ilość ewentualnej redukcji emisji Polski w wyniku ETS 2 będzie na poziomie błędu statystycznego pomiaru i globalnie nie zmieni nic, ale drastycznie wpłynie na budżety domowe Polaków i będzie zabójcze dla polskiej gospodarki.

W swojej książce "Sabotaż klimatyczny. Jak transformacja energetyczna rujnuje nasze życie" Tomasz Cukiernik cytuje prof. Konrada Raczkowskiego z Instytutu Ekonomii i Finansów UKSW, który ostrzega: "System ETS 2 przyczyni się do trwałego ograniczenia dochodów rozporządzalnych w gospodarstwach domowych. Docelowo system ETS 2 obciąży każdego obywatela państw UE i jest wielce prawdopodobne, że doprowadzi do migracji przedsiębiorstw do bardziej przyjaznych jurysdykcji legislacyjnych i podatkowych (poza UE), prowadząc do spadku mobilności społeczeństwa zmagającego się z trwałym wzrostem cen, niebilansowanym dostatecznym wzrostem wynagrodzeń".

Przez ETS będą upadać elektrociepłownie

Uczestnictwo Polski w systemie wykupywania unijnych uprawnień do emisji CO₂ grozi bankructwami elektrociepłowni, a co za tym idzie zagrożeniem dostaw ciepła. Pisaliśmy na "Do Rzeczy" o dramatycznej sprawie elektrociepłowni EC Będzin, której operator za uchylanie się od płacenia podatku ETS w latach 2020–2022 dostał karę w łącznej kwocie ok. 740 milionów zł. (postępowanie administracyjne jest w toku). Doliczyć należy zaległy unijnego podatku – prawie 430 milionów zł.

Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska w Katowicach, który nałożył karę, tłumaczył, że w sytuacji niepłacenia ETS wszczęcie procedury i nałożenie kary jest obligatoryjne, a urzędnicy nie mają w tym zakresie pola manewru. Wymóg płacenia ETS wynika natomiast z ustawy o systemie handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych, którą obciążył Polaków własny rząd w ramach wdrażania polityki energetyczno-klimatycznej Unii Europejskiej.

Prezes EC Będzin Marcin Chodowski powiedział, że kara tylko za 2020 rok wyniosła 165 proc. przychodów spółki z tamtego roku, co pokazuje nierealizowalność tego szaleńczego rygoru. – Państwo mówi tak: nakładam na ciebie obowiązek publicznoprawny, który jest niemożliwy do zrealizowania, a jak go nie zrealizujesz, to jeszcze obciążę się karą – zobrazował.

Problemy z powodu tego absurdalnego, niepotrzebnego haraczu mają oczywiście również inne elektrociepłownie. W rozdziale "Kary za ciepło" swojej książki Tomasz Cukiernik wskazuje, że niższe, ale również horrendalne kary nałożono m.in. na elektrociepłownię w Wolbromiu, Fameg-Energia z Radomska czy Elsen SA w upadłości w Częstochowie. Spółek zmuszonych do płacenia ETS jest znacznie więcej. W Polsce z ciepła systemowego korzysta około 50 proc. gospodarstw domowych. W większości jest to ogrzewanie wytwarzane z węgla. W rozmowie na kanale Łukasza Warzechy mec. Karol Wenus ze Stowarzyszenia Odpowiedzialnej Transformacji Energetycznej ostrzegł, że jeżeli przedsiębiorstwa ciepłownicze będą dalej przytłaczane ETS-em, to w którymś momencie nie dadzą one już rady produkować ciepła. Cukiernik pisze: "Unijna polityka jest oderwana od rzeczywistości. Dalsze jej realizowanie grozi efektem domina i całkowitą utratą niezależności energetycznej Polski".

Prąd i ciepło nie muszą być tak drogie

Utrzymywanie podatku ETS jest rażąco sprzeczne z polską racją stanu. Nie wypełnia wymogu nawet minimalnej racjonalności ekonomicznej. Władze w Warszawie powinny bezzwłocznie poinformować Brukselę, że Polska wychodzi z systemu handlu uprawnieniami i w żadnym razie nie będzie implementować do swojego porządku prawnego ETS 2.

Dane z raportu "Analiza wpływu ETS2 na koszty życia Polaków" Wandy Buk i Marcina Izdebskiego
Dane z opracowanego na bazie prognoz KE raportu Wandy Buk i Marcina Izdebskiego "Analiza wpływu ETS2 na koszty życia Polaków"

Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...