"Słowo premiera to za mało". Miller wbija szpilę Tuskowi

Dodano:
Donald Tusk i Leszek Miller Źródło: PAP / Radek Pietruszka
Szef BPM Marcin Przydacz weźmie udział w posiedzeniu Rady Pokoju. Były premier Leszek Miller zabrał głos w sprawie obecności przedstawiciela Polski w USA.

Pierwsze posiedzenie nowego gremium odbędzie się 19 lutego w Waszyngtonie. W wydarzeniu weźmie udział co najmniej 20 państw. Polska otrzymała zaproszenie do wzięcia udziału w inicjatywie w charakterze obserwatora.

– Jak nie ma uchwały to dobrze, że pan Przydacz leci. Jeśli rząd uważa, że prezydent powinien mieć jasny drogowskaz, to słowo premiera to jest za mało. Musi być uchwała przyjęta przez Radę Ministrów. Byłbym ciekaw, jak głosowaliby przedstawiciele PSL – powiedział na antenie Radia Zet były premier Leszek Miller. – Rząd się pewnie obawia, że gdyby taka uchwała była na piśmie, to ona natychmiast zostanie przekazana do Waszyngtonu. Wtedy sytuacja premiera Tuska się pogarsza – dodał.

Miller: To pożyteczny kaprys Trumpa

Jednocześnie Leszek Miller przyznał rację Karolowi Nawrockiemu w sporze o to, kto powinien zdecydować o delegacji. – Jeśli rząd uważa, że powinna być decyzja Rady Ministrów, to decyzją jest uchwała Rady Ministrów. Prezydent ma rację – powiedział.

Zdaniem byłego szefa SLD, "Marcin Przydacz powinien wyraźnie powiedzieć, że Polska nie zamyka sobie drzwi przed ew. wejściem do Rady, ale w późniejszym terminie".

– To niewątpliwie kaprys Donalda Trumpa, ale może być pożyteczny dla świata. Warto być chociażby obserwatorem. Mamy wtedy informację z pierwszej ręki. Po drugiej – nie odwracamy się plecami do prezydenta USA – przyznał Miller.

Jak stwierdził był premier, "trzeba wybierać Amerykę, niezależnie od zastrzeżeń, problemów z prezydentem USA". – Nie ma lepszej opcji. Każdy, kto tego nie rozumie, obiektywnie rzecz biorąc działa przeciwko Polsce – podkreślił.

– Nam Polakom bardzo podobają się postawy typu "widzicie, nie damy się wam, nie będziemy waszym lokajem, nie będziemy przed wami klękać". Nie sądzę, żeby Biały Dom oczekiwał, że będziemy ich wasalem – mówił Miller.

Były premier: Ambasador USA nie ingerował w polskie sprawy

Były szef rządu skomentował również decyzję ambasadora USA w Polsce Thomasa Rose'a o zerwaniu kontaktów z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym.

– Jeśli się pozbędziemy wszystkich kontekstów, to on po prostu powiedział, że jest polski polityk, z którym on nie będzie się spotykał. I tyle. Miał prawo. Musi działać w oparciu o instrukcje z Waszyngtonu i musi reprezentować prezydenta USA – powiedział Miller.

Jak zaznaczył były premier, "Rose nie ingerował w polskie sprawy, bo nie decydował i nie wskazywał kto ma być marszałkiem Sejmu, nikogo nie obrażał". – Powiedział tylko tyle: nie będę się spotykał z panem Czarzastym. Rose musiał to zrobić, bo naraziłbym się na reprymendę ze strony swojego szefa – dodał.

Źródło: Radio Zet / Gazeta.pl, DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...