Nawrocki nie poleciał do USA. Nowe kulisy decyzji prezydenta
Tak wynika z ustaleń Onetu. Ostatecznie jednak szefowa rządu Włoch zrezygnowała z podróży, co według źródeł portalu wpłynąć na decyzję polskiego prezydenta o pozostaniu w kraju.
"Wysyłał sygnały wskazujące, że jest zainteresowany udziałem w spotkaniu"
Z informacji Onetu wynika, że prezydent Karol Nawrocki początkowo szukał sposobu, by osobiście udać się do USA. Jak mieli relacjonować uczestnicy ostatniego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego, podczas narad wysyłał sygnały wskazujące, że jest zainteresowany udziałem w spotkaniu. Sytuacja zmieniła się jednak wraz z kolejnymi decyzjami europejskich partnerów. Kluczowe znaczenie miała mieć jednak postawa Włoch, których decyzja miała być efektem nieformalnych ustaleń z Niemcami.
Według rozmówców portalu prezydent Polski obawiał się sytuacji, w której pozostałby jedynym europejskim przywódcą wysokiego szczebla obecnym na spotkaniu. – Zapewne bał się, że zostanie sam w gronie europejskich urzędników niższego szczebla – mówi Onetowi jedno ze źródeł rządowych.
Nawrocki: Rząd powinien jasno określić stanowisko
Do sprawy odnosił się również sam prezydent. W niedzielnym wywiadzie dla Bogdana Rymanowskiego, pytany o swój udział w czwartkowym spotkaniu Rady Pokoju, podkreślał, że premier nie będzie decydował o jego zagranicznych podróżach. Dodał, że takie polecenia "może powiedzieć swojemu synowi lub swoim wnuczkom". Jednocześnie wskazywał, że to rząd powinien jasno określić stanowisko w sprawie ewentualnego przystąpienia Polski do inicjatywy. Nawrocki informował też, że pozostaje w kontakcie ze stroną amerykańską w sprawie swojej możliwej obecności w USA, zaznaczając przy tym, że ostateczna decyzja nie została jeszcze podjęta.
Tymczasem we wtorek jednoznaczną deklarację przedstawił premier Donald Tusk. Przed posiedzeniem rządu poinformował, że "rząd nie przewiduje w tych okolicznościach i warunkach uczestnictwa Polski w Radzie Pokoju". Zaznaczył jednocześnie, że ewentualna obecność przedstawiciela prezydenta w Waszyngtonie może mieć wyłącznie charakter obserwacyjny. Szef rządu podkreślił także, że Polska nie wyśle żołnierzy do Strefy Gazy i nie jest zainteresowana współfinansowaniem projektów związanych z odbudową tego obszaru.
Ostatecznie zdecydowano, że Polskę w Waszyngtonie będzie reprezentował minister w Kancelarii Prezydenta Marcin Przydacz. Jak ustalił Onet, w organizację wizyty od początku zaangażowana była polska ambasada w USA, mimo napięć między Pałacem Prezydenckim a kierownictwem placówki.