Prezydent zawetuje SAFE? Przydacz: Decyzja będzie zero-jedynkowa
W rozmowie z Markiem Tejchmanem na antenie Polsat News polityk wskazał, że kluczowym zastrzeżeniem części prawicy jest tzw. mechanizm warunkowości.
"Warunkowość to duży problem"
Jak podkreślił Przydacz, Polska ma negatywne doświadczenia związane z unijną warunkowością, czyli uzależnianiem wypłat środków od spełnienia określonych wymogów politycznych lub instytucjonalnych. – W programie SAFE jest element warunkowości. On jest dużym problemem, bo mamy jako Polska złe doświadczenia z warunkowością – powiedział minister.
Zaznaczył, że w przypadku SAFE nie chodzi wyłącznie o inwestycje rozwojowe, lecz o kwestie bezpośrednio związane z bezpieczeństwem i obronnością. Jego zdaniem potencjalne wstrzymanie środków po podpisaniu kontraktów zbrojeniowych mogłoby stworzyć poważne ryzyko finansowe i strategiczne. Wskazał przy tym na hipotetyczną sytuację, w której po zawarciu umów środki mogłyby zostać zablokowane decyzją przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen.
Ustawa dotycząca unijnych pożyczek w ramach SAFE wróciła do Sejmu i czeka na dalsze prace legislacyjne. Ostateczna decyzja będzie należeć do prezydenta, który stanie, jak to określił Przydacz, przed wyborem "zero-jedynkowym": podpis albo weto. – Tak czy siak, będzie pewnie krytykowany za swoją decyzję – ocenił minister, zaznaczając, że głowa państwa kieruje się analizami eksperckimi i oceną interesu narodowego.
"Prezydent nie jest do końca zadowolony"
W piątek do sprawy odniósł się także.m.in. sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP, Adam Andruszkiewicz. – Na pewno pan prezydent nie jest do końca zadowolony z obrotu spraw, które SAFE przyjęło – powiedział Andruszkiewicz na antenie Polskiego Radia.Jak zaznaczył, do projektu zgłoszono szereg poprawek, z których przyjęto jedynie dwie. Wśród odrzuconych propozycji znalazły się m.in.:powołanie komitetu sterującego nadzorującego wydatkowanie środków z SAFE,propozycja, by na jego czele stanął minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz czy zapis zakładający, że 90 proc. środków powinno trafić do polskiego przemysłu zbrojeniowego.
– To powoduje, że znaki zapytania są coraz większe – stwierdził sekretarz stanu, dodając, że w Kancelarii Prezydenta krytycznie oceniany jest również sam pomysł powiązania programu z unijną warunkowością.