"Lekarze wyklęci". Doktor nękana, bo ostrzegała przed szczepionkami przeciw COVID-19

Dodano:
Szczepienie przeciw COVID-19, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Flickr / Marco Verch Professional Photographer / CC BY 2.0
Sąd lekarski chce pozbawić doktor Katarzynę Ratkowską prawa do wykonywania zawodu lekarza łącznie na dwa lata. W czwartek 5 marca o godzinie 11:30 i 12:15 odbędą się dwie rozprawy apelacyjne. "Oskarżono mnie o to, że ostrzegałam moich pacjentów i Polaków o niebezpieczeństwie bardzo poważnych powikłań po tzw. szczepionkach przeciw COVID-19" – mówi DoRzeczy.pl lekarka.

– W niedzielę obchodziliśmy Narodowy Dzień Pamięci "Żołnierzy Wyklętych". Okazuje się, że obecnie mamy w Polsce "Lekarzy wyklętych". Są to lekarze sumienia którzy sprawdzili się w czasie pandemii COVID-19, bo odważnie leczyli swoich pacjentów według swojej najlepszej wiedzy medycznej i doświadczenia ratując ich życie i zdrowie, pisali listy do władz ostrzegając przed powikłaniami po eksperymentalnych preparatach genetycznych, które zostały nazwane szczepionkami przeciw COVID-19 i od kilku lat są prześladowani za to przez sądy izb lekarskich. Takie procesy w Polsce ma około stu kilkudziesięciu lekarzy. Jest to zamach na wolny zawód lekarza w Polsce – stwierdza w rozmowie z DoRzeczy.pl doktor Katarzyna Ratkowska, specjalista psychiatra.

Sąd lekarski chce pozbawić dr Ratkowską prawa do wykonywania zawodu

Sąd lekarski chce pozbawić doktor Katarzynę Ratkowską prawa do wykonywania zawodu lekarza łącznie na dwa lata. W czwartek 5 marca o godzinie 11:30 i 12:15 odbędą się dwie rozprawy apelacyjne w Naczelnym Sądzie Lekarskim w Warszawie na ul. Jana Sobieskiego 110.

– Jest to rozprawa apelacyjna w stosunku do wyroku, jaki zapadł z pierwszej instancji, czyli w Okręgowym Sądzie Lekarskim w Bydgoszczy, w maju 2025 roku – mówi DoRzeczy.pl dr Katarzyna Ratkowska.

Dr Ratkowska ostrzegała pacjentów ws. szczepionek przeciwko COVID-19

Przypomniała, że wcześniej odbyło się kilka rozpraw. – Byłam na celowniku już od 2021 roku. Oskarżono mnie o to, że ostrzegałam moich pacjentów i Polaków o niebezpieczeństwie bardzo poważnych powikłań po tzw. szczepionkach przeciw COVID-19, które wtedy wchodziły do użytku. Już wtedy mieliśmy dane z grupą lekarzy ze Stanów Zjednoczonych i z krajów zachodnich, że to są bardzo poważne powikłania i to nie tylko w postaci NOP-ów, czyli miesiąc po otrzymaniu zastrzyku, ale także po kilku tygodniach czy kilku miesiącach, a obecnie widać, że powikłania są nadal po kilku latach. Wciąż widzimy je u naszych pacjentów – powiedziała.

Dr Katarzyna Ratkowska podkreśliła, że już bardzo szybko po wprowadzeniu tych zastrzyków pojawiły się poważne powikłania zakrzepowo-zatorowe, np. udary mózgu, zawały serca, z tego powodu również zgony”. – Niektóre udary miały formy nietypowe, np. zakrzepica zatok żylnych mózgu, która wcześniej się zdarzała niezwykle rzadko. Nawet została sformułowana nowa jednostka chorobowa: "zakrzepica poszczepienna z trombocytopenią indukowana szczepionką", czyli z nagłym obniżeniem płytek krwi, spowodowana szczepionką przeciw COVID-19 – wskazała.

Doktor zauważyła, że poza tym były również „bardzo poważne powikłania neurologiczne, jak np. stwardnienie rozsiane czy stwardnienie zanikowe boczne", poza tym powikłania w postaci bardzo szybko przebiegających raków z przerzutami i wiele, wiele innych”.

– Byłam jednym z lekarzy, którzy spełniali swój moralny i prawny obowiązek według Ustawy o Zawodzie Lekarza i Kodeksu Etyki Lekarskiej, które mówią, że mamy obowiązek informować pacjentów i społeczeństwo o powikłaniach spowodowanych jakimikolwiek preparatami medycznymi, tym bardziej więc o tzw. szczepionkach które wtedy były dopuszczone warunkowo, były eksperymentem medycznym. Więc tym bardziej nas to obowiązywało. Dobro pacjenta jest dla nas najwyższym prawem – podkreśliła.

Leczyła pacjentów amantadyną

Dr Katarzyna Ratkowska przypomniała, że drugi zarzut sformułowany wobec niej był taki, że leczyła pacjentów amantadyną. – To leki przeciwwirusowy stosowany przez 30 lat w leczeniu m.in. grypy, dopiero później odkryto, że ma ona również właściwości cenne dla układu nerwowego i jest stosowana w leczeniu choroby Parkinsona. Jestem lekarzem psychiatrą i stosuję amantadynę w ramach swojej specjalizacji, w tzw. polekowych zespołach parkinsonowskich, więc mam doświadczenie w jej stosowaniu– wyjaśniła.

Ponieważ pacjenci – zarówno jej, ale i inni – nie mogli się dostać w czasie pandemii do lekarza rodzinnego, gorączkowo szukali lekarzy, którzy potrafią pomóc. – Wtedy już w Polsce dr Włodzimierz Bodnar ogłosił, że amantadyna jest bardzo skuteczna – przypomniała.

Podkreśliła, że leczyła amantadyną w stanie wyższej konieczności. – Wiedziałam, jak ją stosować, konsultowałam się z kolegami lekarzami, którzy są pulmonologami. Myślę, że wyleczyłam co najmniej 200 pacjentów. Uratowałam życie także w poważnych stanach i ci pacjenci są mi do dzisiaj bardzo wdzięczni – mówiła.

Bardzo chcieli wystąpić jako świadkowie podczas jej procesu, jednak sąd oddalił możliwość dopuszczenia ich jako świadków.

– Jednocześnie sam nie przedstawił ani jednego przypadku pacjenta, któremu ja bym zaszkodziła – dodała.

Dr Katarzyna Ratkowska relacjonowała, że jest oskarżona też o to, że w ogóle mówiła o skuteczności amantadyny w mediach.

– Później jeszcze dołożono mi jeszcze jeden zarzut. Miałam więc dwa procesy, które szły równolegle, to znaczy w danym dniu dwie rozprawy, jedna po drugiej – mówiła.

Wyjaśniła, że „pierwszy zarzut dotyczył tego, że w mediach internetowych oraz w Polsacie, gdzie wystąpiła razem z prof. Andrzejem Falem, mówiła o powikłaniach po szczepionkach przeciwko COVID-19”.

– Sformułowane zostało to w ten sposób, że rzekomo głosiłam wiedzę niezgodną z aktualną wiedzą medyczną i za to dostałam rok zawieszenia prawa wykonywania zawodu. Drugi zarzut został sformułowany w 2022 roku, a dotyczył tego, że w Radiu Maryja mówiłam o skuteczności amantadyny i o powikłaniach poszczepiennych – tłumaczyła oraz tego, że do izby lekarskiej zgłosił się jej rzekomy pacjent, który naskarżył na nią, że zalecała stosowanie witamin i ziół na wzmocnienie organizmu, żeby nie wystąpiły powikłania poszczepienne.

– Rzeczywiście, taki człowiek był u mnie raz. Natomiast ja traktuję pacjenta całościowo. Jestem do tego zobowiązana też jako psychiatra, że zawsze pytam o inne choroby towarzyszące, zażywane leki, bo muszę to wziąć pod uwagę. Zapytałam go więc m.in. czy przyjmował szczepionki przeciwko COVID-19. Gdy powiedział, że tak, zaleciłam mu, żeby brał witaminy na wzmocnienie układu odpornościowego, w tym witaminę D i zioła, żeby nie wystąpiły jakieś powikłania. Oprócz tego dostał receptę na lek do kontynuacji. Pacjent był bardzo z tej wizyty zadowolony, po czym złożył na mnie doniesienie do izby lekarskiej. Jego wersja na przesłuchaniu była inna niż moja, jednak sąd odmówił mi możliwości konfrontacji z nim na sali sądowej, całkowicie przyjmując jego wersję – mówiła.

"Nie było domniemania niewinności"

Dr Katarzyna Ratkowska zauważyła, że nie było w ogóle możliwości przeprowadzenia procesu sądowego, ponieważ rzeczniczka odpowiedzialności zawodowej nie przedstawiała żadnych dowodów winy na to, o co ją oskarżała.

– Nie było domniemania niewinności, tak jak to jest w kodeksie postępowania karnego który ich obowiązuje. Rzecznik odpowiedzialności zawodowej nie przedstawiła żadnych dowodów mojej winy. Jednocześnie wnioski dowodowe, które ja przedstawiłam w całości zostały oddalone – nie przyjęto ich. Przedstawiłam m.in. bardzo obszerny dokument na kilkadziesiąt stron w języku polskim który napisałam ze współpracownikami, który został złożony w Państwowym Instytucie Zdrowia Publicznego, dawnym Państwowym Zakładzie Higieny w marcu 2023 roku, jako skutek mojego udziału w interwencji poselskiej z panem posłem Grzegorzem Braunem w tymże instytucie we wrześniu 2022 roku. Podczas tej interwencji rozmawialiśmy z dwoma profesorami. Ci profesorowie twierdzili, że nic nie wiedzą o żadnych powikłaniach po tych szczepionkach. Zapytałam, czy w instytucie badają zawartość tych fiolek z tzw. szczepionkami przeciw Covid-19, bo dawniej w Polsce każda nawet seria szczepionki musiała być zbadana – taki był standard, a co dopiero nowo wprowadzane szczepionki, właściwie eksperymentalnej, dopuszczonej w trybie warunkowym. Oni odpowiedzieli, że mają związane ręce. Kiedy dopytaliśmy dlaczego, stwierdzili, że muszą polegać na zaufaniu do tego, że to już zostało zbadane w podobnych laboratoriach w Unii Europejskiej i nie wolno im badać tych szczepionek. Pan poseł wtedy powiedział w porozumieniu ze mną, że my im dostarczymy dowody na powikłania poszczepienne, które były już z całego świata, ze wszystkich kontynentów. I zrobiliśmy to – mówiła.

Podkreśliła, że "w dokumencie tym są dokumenty amerykańskich agencji zdrowia: FDA, CDC, powikłania poszczepienne z baz statystycznych z USA – Vaers i wojskowej oraz z UE, tysiące badań naukowych o powikłaniach u zaszczepionych przeciw COVID -19, w tym zgony, zgony także u dzieci". – Są tam też badania z niezależnych laboratoriów z całego świata na to, co zawierają te fiolki, jakie toksyczne substancje, min. rakotwórcze nanolipidy, które dotąd nie były dopuszczone do używania u ludzi, grafen, liczne zanieczyszczenia DNA i inne. Np. dane z wojskowej bazy amerykańskiej już w tamtym czasie mówiły że o kilkaset procent wzrastają ryzyka powikłań, które wymieniłam wcześniej – wyjaśniła.

Doktor zauważyła, że dokument jest napisany po polsku, w sądzie lekarskim jednak nie przyjęto go jako dowód, bo sąd stwierdził, że całość nie jest przetłumaczona na język polski i to przez tłumacza przysięgłego. – Jak mogę przetłumaczyć na polski aktualne bazy na tysiące stron ze Stanów Zjednoczonych czy z Europy, które są aktywne i są w nie wpisywane nowe dane? Przecież to niemożliwe – zwróciła uwagę.

Podkreśliła, że jej koledzy lekarze, którzy wydali nawet 40 tys. zł na tłumaczenia przez tłumaczy przysięgłych, zostali potraktowani tak, że sędziowie i tak ich nie przyjęli jako dowodów i skazali na kary zawieszenia prawa wykonywania zawodu.

– Mecenas Katarzyna Tarnawa Gwóźdź – obrońca jednej z lekarek – publicznie powiedziała, że jeszcze czegoś takiego nie widziała: Naczelny Sąd Lekarski w Warszawie stwierdził że nie potrzebuje żadnych dowodów, "bo zna działalność pani doktor" – przyznała.

"Jesteśmy nękani psychicznie, fizycznie i finansowo"

Zdaniem doktor Katarzyny Ratkowskiej wszystko wskazuje że są to „procesy polityczne”. – Jesteśmy nękani psychicznie, fizycznie i finansowo przez sądy lekarskie. Nasze teczki z tych sądów przypominają teczki z czasów SB. W moich teczkach jestem śledzona co i w jakich mediach powiedziałam, są tam komentarze, że się nie poprawiłam mimo rozmowy, proces w Bydgoszczy został wszczęty na wniosek Naczelnej Izby Lekarskiej – mówiła.

Zauważyła, że "procesy są utajniane, nie jest wpuszczana ani publiczność, ani media". – Oni po prostu robią z nami co chcą, nagminnie łamiąc prawo, którego zresztą nie znają. Mało tego – zarówno rzecznicy odpowiedzialności zawodowej, jak i ci sędziowie, to są lekarze którzy często mają poważne konflikty interesów z koncernami farmaceutycznymi produkującymi szczepionki, więc nie ma mowy o bezstronności, co już z góry powinno takie procesy unieważniać – wyjaśniła.

Dodała, że rzeczniczka odpowiedzialności zawodowej w sądzie lekarskim w Bydgoszczy „była na liście płac AstraZeneca”. – My dostarczyliśmy na to dowód, a ona skłamała na sali sądowej na pytanie mojego obrońcy, czy kiedykolwiek brała jakiekolwiek pieniądze od koncernów farmaceutycznych, skłamała, że nie. I mimo to sąd lekarski procedował dalej – powiedziała.

Doktor przypomniała, że sąd lekarski pierwszej instancji wydał w maju 2025 roku wyrok łącznie dwóch lat zawieszenia prawa wykonywania zawodu i karę upomnienia.

– Ponieważ odwoływałam się do Naczelnego Sądu Lekarskiego, mogłam jeszcze pracować. 5 marca jest decydująca rozprawa. Jeżeli ten wyrok zostanie utrzymany, a to jest reguła – tak, jak to widać u moich kolegów lekarzy, to od następnego dnia, czyli od 6 marca, już nie mogę pracować jako lekarz, a moi pacjenci nagle tracą lekarza prowadzącego. Moi pacjenci są w szoku. Pracuję też w ramach placówki NFZ, więc moi pacjenci nie dostaną się do innego lekarza, będą musieli na termin czekać rok lub dłużej, co stanowi zagrożenie dla ich życia i zdrowia, bo może dojść nawet do prób samobójczych – podkreśliła.

Dr Katarzyna Ratkowska wskazuje, że w wielu krajach, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych bardzo oficjalnie już mówi się o szkodliwości szczepionek przeciwko COVID-19. – Robert Fr. Kennedy Jr który jest sekretarzem zdrowia, doprowadził do tego, że poszczególne stany w USA zabraniają stosowania tych szczepionek z powodu zgonów oraz poważnych i trwałych uszkodzeń zdrowia – dodała.

Zapytała, „jak to możliwe, że u nas w Polsce nadal my, lekarze, jesteśmy za to karani?”. – Jesteśmy karani za to, że zgodnie z naszym moralnym i prawnym obowiązkiem, głosiliśmy najbardziej aktualną wiedzę medyczną i mieliśmy rację. Jak możliwe jest takie bezprawie? – dodała.

Doktor przypomniała, że napisała min. w tej sprawie list do prezydenta RP Karola Nawrockiego, jest też petycja do pana prezydenta, którą podpisują pacjenci oraz obywatele.

– Najgorsze jest to, że w kraju, w którym tak dramatycznie brakuje lekarzy, zwłaszcza specjalistów, bez problemu zawiesza się tych lekarzy, a pacjenci zostają bez lekarza, czyli de facto pacjenci zostają też ukarani – zauważyła.


Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...