Kobieta po powrocie z Dubaju: Nie było żadnego wsparcia z Polski
We wtorek rano na Lotnisku Chopina w Warszawie wylądował samolot z Dubaju. Podróżowali nim Polacy przebywający na Bliskim Wschodzie. Według statystyk w pewnym momencie lot śledziło ponad 65 tys. użytkowników.
Jedna z uczestniczek lotu przyznaje, że polska strona w żaden sposób nie zaopiekowała się Polakami usiłującymi wrócić do kraju.
– Tak naprawdę nie mieliśmy żadnego wsparcia z zewnątrz, jeśli chodzi o Polskę. Natomiast Dubaj stanął na wysokości zadania. Byliśmy bardzo dobrze zaopiekowani. Wszyscy byli mili i sympatyczni, nie czuliśmy się jak intruzi – przekazała kobieta w rozmowie z mediami.
Polacy utknęli w Dubaju
W związku z sobotnimi atakami Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran oraz odwetem sił irańskich, wiele państw Bliskiego Wschodu zamknęło przestrzeń powietrzną. Agencja Unii Europejskiej ds. Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) poinformowała w sobotę, że istnieje wysokie ryzyko dla lotnictwa cywilnego w przestrzeni powietrznej zarówno Iranu, jak i państw sąsiednich, w których znajdują się bazy wojskowe USA, i zaleciła operatorom wstrzymanie się od lotów. EASA wydała zalecenie, żeby europejskie linie lotnicze wstrzymały się z operacjami z i do Bliskiego Wschodu do 6 marca. Jednak linie z Bliskiego Wschodu, m.in. FlyDubai, nie podlegają wytycznym unijnej agencji.
Szacuje się, że w Zjednoczonych Emiratach Arabskich przebywa ok. 10 tys. polskich turystów. Rzecznik prasowy MSZ Maciej Wewiór przekazał w niedzielę, że Polska nie wyśle samolotów po Polaków, którzy utknęli na Bliskim Wschodzie. – W momencie, kiedy skończą się działania wojenne, kiedy przestaną latać pociski, drony, kiedy będzie to bezpieczne, nasi obywatele wrócą do Polski – podkreślił, wskazując, że podobne decyzje podjęły także inne kraje. Zwrócił również uwagę na to, że z Izraela można dostać się drogą lądową do Egiptu, z którego wciąż latają samoloty.