Strategia Iranu. W ten sposób zamierzają obronić się przed USA
W nowym odcinku na kanale "Historia Realna" Piotra Zychowicza ekspert ds. Bliskiego Wschodu Mariusz Borkowski mówił m.in. o strategii przyjętej przez władze Islamskiej Republiki Iranu w wojnie, jaką rozpoczęły przeciwko nim Izrael i Stany Zjednoczone. Ostrzeliwanie baz USA, Izraela i wybranych celów w państwach regionu, a także blokada Cieśniny Ormuz, to jedynie część działań. – Doktryna strategiczna Iranu, która może zadziałać, niekoniecznie zadziała, ale jeśli zadziała, to może być dla nas katastrofalna – powiedział Borowski.
Strategia Iranu
Borkowski zwrócił uwagę na strategię tzw. czwartego następcy, przygotowanej jeszcze przed wojną. – Oznacza ona, że na wszystkich kluczowych stanowiskach mają istniejącego szefa, wyznaczonego z góry jego następcę, który jeśli szef zostanie zabity, wchodzi w jego miejsce, dalej mają drugiego następcę, trzeciego następcę i czwartego następcę. Trzeba by zatem zabić nie tylko szefa, ale i czterech jego desygnowanych następców – tłumaczył były korespondent na Bliskim Wschodzie.
Kolejny element to strategia zdecentralizowanej mozaiki obronnej. To doktryna opracowana przez byłego szefa Korpusu Strażników Rewolucji (w latach 2009-2019). – Oni, przewidywali, że militarnie wojny nie wygrają, gospodarczo nie wygrają, że ciosy będą ciężkie, duża część kierownictwa zginie, zostaną zniszczone istotne elementy infrastruktury, prawdopodobnie zerwana łączność. Żeby się przed tym uchronić, 31 prowincji uzyskało autonomię – powiedział Borkowski. – Władze lokalne, zarówno armii, Korpusu Strażników Rewolucji, są zdecentralizowane i mają nakreśloną ścieżkę postępowania, ale jednocześnie szeroką autonomię. W związku z tym, jeśli się zniszczy centralę, to wcale nie oznacza, że dowódcy nie będą dalej reagowali – wyjaśnił.
Asymetryczne działania zbrojne
Jak dodał, gdyby doszło do lądowania wojsk amerykańskich w Iranie, każda prowincja ma samodzielność w działaniu. – Pierwsze uderzenie przyjmuje armia regularna, drugie Korpus Strażników i potem Basidż, czyli milicja ochotnicza, która liczy 630 tysięcy ludzi. Oni są bezwzględnie wierni i oni mieliby prowadzić walkę zdecentralizowaną. To są tzw. asymetryczne działania zbrojne, w tym partyzanckie, sabotażowe i jednocześnie będą próbowali mobilizować miejscową ludność – powiedział gość Piotra Zychowicza, dodając, że strategia ta bazuje na doświadczeniach Mao Zedonga z lat 40., działań sił Wietkongu w Wietnamie, czy partyzantki talibów w Afganistanie.
– Założeniem jest, że atak izraelsko-amerykański jest zagrożeniem bytu istnienia Iranu, w związku z czym trzeba się temu przeciwstawić wszelkimi środkami, w tym, jeśli będą bardzo atakowani, wciągnięcie regionu w całkowity zamęt i uderzenie, jeśli się uda, w gospodarkę amerykańską, izraelską, no i światową – dodał. Teheran liczy, że zmęczone władze sąsiednich państw arabskich w końcu zrezygnują z udostępniania swojego terytorium Amerykanom.
Gra na czas
Borkowski podkreśli, że fundamentem strategii irańskiej jest gra na czas. – Im dłuższy konflikt, tym więcej będzie to kosztowało Izraelczyków i Amerykanów. [...] To jest kosztowne. Oni wiedzą, że Amerykanie produkują na razie 600 rakiet do Patriotów rocznie. W najbliższym czasie zamierzają zwiększyć do tysiąca. Ale już pierwszego dnia wystrzelili już 230 tych rakiet. Krótko mówiąc, amerykańscy wojskowi są zaniepokojeni, że zapasy zaczynają topnieć – powiedział, zwracając uwagę, że w takiej sytuacji rakiet nie dostanie Ukraina, a inni europejscy kontrahenci stoją całkowicie na końcu kolejki.
Ekspert powiedział, że Iran podobno nie wykorzystał jeszcze swoich najnowocześniejszych rakiet (pociski nadsoniczne), zostawiając je na atak na Izrael, gdy Izrael i USA będą miały mniej środków do zestrzeliwania.
Borkowski zwrócił też uwagę, że Amerykanie nie mogą dokładnie wiedzieć, jakimi zasobami dysponuje jeszcze Iran z uwagi na warunki geograficzne tego państwa. Góry są tak potężne, że można w nich poukrywać nie tylko składy broni i amunicji, ale nawet całe fabryki. Ponadto, dochodzi kwestia złości Irańczyków, którzy do tej pory nie popierali reżimu ajatollahów, jednak po amerykańskim ataku, powstał efekt tzw. jednoczenia się wokół flagi. – Coraz trudniej będzie znaleźć sympatyków Amerykanów i Izraelczyków w Iranie – podkreślił Borkowski.