PIP-a pogoni prywaciarzy!
Ustawą – bez żadnej przesady – bolszewicką, pozwalającą inspektorom przekształcać umowy cywilnoprawne w umowy o prace na masową skalę.
Trzeba tu przypomnieć, skąd w ogóle wziął się pomysł, aby wyposażyć PIP-ę w takie uprawnienia (zamiast, jak dotychczas, jedynie w uprawnienia do kierowania w tej sprawie pozwów do sądów pracy). Otóż jest to przykład znakomitej „współpracy” władzy byłej z obecną. To bowiem nie kto inny jak pan Mateusz Morawiecki wynegocjował kamienie milowe KPO, wśród których znalazł się kamień numer A71G, mówiący o zapobieganiu fragmentacji rynku pracy. Ten kamień najpierw rząd PiS planował zrealizować poprzez całkowite ujednolicenie opodatkowania i oskładkowania wszystkich rodzajów umów. Do tego jednak – na szczęście – nie doszło, choć wiele w tym kierunku zrobiono, zwłaszcza w kwestii umów zlecenia. Dzieło podjął rząd pana Tuska, zamierzając zrealizować kamień milowy poprzez wyposażenie inspektorów PIP-y w uprawnienia do zmieniania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę na pstryknięcie. Nad tym projektem pracowała pani Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, minister rodziny, pracy i polityki społecznej, która nigdy nie miała nic wspólnego z biznesem i gospodarką, za to wywodzi się ze środowiska pałającego szczerą nienawiścią wobec przedsiębiorców.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.