"Maryja. Matka Papieża" – osobista refleksja
Ale nikt nawet się nie zająknie, by powiedzieć, że u podstaw tego wszystkiego była niepokalana Maryja i papieskie Totus Tuus. Usłyszałem w odpowiedzi ironizujące i pogardliwe: "Co ty myślisz? Taki wielki człowiek, a miałby praktykować taką prymitywną pobożność?".
Nie! Jest zupełnie inaczej. Nie da się zasypać prawdy tysiącem zapewnień, że ona nie istnieje. Albo próbować zwyczajnie z niej szydzić.
Gdy usłyszałem, że ktoś robi film o maryjności papieża Jana Pawła II, pomyślałem: "Nareszcie". Nikt tego dotąd nie zrobił, choć od odejścia papieża Polaka minęło z górą dwie dekady. Bo to temat niewygodny i niechętny. Ale też niezwykle trudny i wymagający. Ważyć się nazwać mistyczną tajemnicę papieża po imieniu, spróbować ująć ją w słowa i obrazy to jak rzucić się w wody oceanu nie umiejąc pływać. Może dałoby się dotknąć tego misterium i przeczuć go, gdyby samemu było się jak Wojtyła mistykiem. Ale jeśli się nim jest, to też się zamilknie… Jak milczał Papież.
To niemożliwe, by opowiedzieć o maryjności Jana Pawła II na sposób mistyczny, czyli prawdziwy – jako o relacji do Matki Bożej, która jest obecna w jego życiu bliżej niż najbliżsi. To krąg rzeczy tak głęboki, że nazwanie go tylko od niego oddala. A jednak… da się. Choć trochę. Rzucając światło z wielu stron, jakby oświetlając kolejne ściany diamentu. I zaklinając wszystko w ciszę, która mieszka między słowami. W niej pozostało wiele miejsca na działanie łaski.
Film "Maryja. Matka Papieża" z samej definicji tematu nie może być doskonały. I takim być nie może, bo by zwyczajnie udawał i kłamał. Ale ten obraz może doskonale oświetlić z wielu stron to papieskie misterium. Kamera nie wejdzie głęboko, flesz odbije się od diamentowej ściany, ale twórcy filmu chcą nas tylko pod nią podprowadzić. Uważny widz, który sam nosi w sobie tęsknotę, by być takim człowiekiem jak Maryja i który mógłby sparafrazować słowa Pawła VI uczącego że "chrześcijański znaczy maryjny" i wołać, że "być w pełni sobą znaczy być maryjny" – taki wejdzie do środka tajemnicy. Pozna ją w swoim sercu.
Coś takiego było moim udziałem, gdy oglądałem ten film. I za to dziękuję Panu, Panie Janie Sobierajski i zdejmuję czapkę przed całym zespołem, który – tak! – "dokonał rzeczy niemożliwej".