"Czeka nas bankructwo", "kolejny strzał". Branża bije na alarm

Dodano:
Piwo, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Pixabay
Czujemy ogromny niepokój. Boimy się, że czeka nas bankructwo – mówili w Sejmie plantatorzy chmielu podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. Wsparcia i Rozwoju Małych i Średnich Przedsiębiorstw.

Związkowcy i organizacje branżowe skupione wokół piwowarstwa wskazują, że rynek piwa znajduje się w trendzie spadkowym od 2019 roku. Z przedstawianych przez przedstawicieli branży danych wynika, że sprzedaż piwa w Polsce zmniejszyła się o ponad 13 proc., a rok 2025 był jednym z najtrudniejszych od dekad. Przedstawiciele branży podkreślają, że spadki dotyczą przede wszystkim piw alkoholowych. Jednocześnie zwracają uwagę na rosnące koszty – w tym wzrost akcyzy o ponad 40 proc.

W Sejmie odbyło się dziś posiedzenie parlamentarnego zespołu ds. Wsparcia i Rozwoju Małych i Średnich Przedsiębiorstw, któremu przewodniczy Bartłomiej Pejo z Konfederacji. Polityk zorganizował dyskusję dot. nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości, nad którą pracuje parlament. – Te zmiany w wielu miejscach są absurdalne. Sprawa mówiąca o kwestiach antyalkoholowych, o wychowaniu w trzeźwości, która odrzuca napoje bezalkoholowe jest chyba dla każdego absurdalna. To mocne uderzenie w branżę piwowarską, ale i małe i średnie przedsiębiorstwa, a finalnie w konsumentów, bo będą oni musieli zapłacić więcej za różne produkty. W szczegółach jest wiele uwag, ale chciałbym, aby one wybrzmiały od branży – mówił Pejo.

Jeszcze pod koniec stycznia, podczas pierwszego czytania projektów w Sejmie, Lewica i Polska2050 przekonywały, że ograniczenie dostępności do alkoholu to odpowiedź na społeczny sygnał. Z kolei PiS zarzucił, że w projektach Lewicy i Polski2050 są buble i niedoróbki, zaś Konfederacja, że propozycje uderzają w prawo do prowadzenia działalności gospodarczej. Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak skierował wówczas projekty do Komisji Zdrowia, która do rozpatrzenia projektów powołała podkomisję nadzwyczajną. Prace nad tym projektem są mocno wspierane przez marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego, co można było zauważyć w wystąpieniu Joanny Wichy z Lewicy, która deklarowała szybkie przyjęcie ustawy "jeszcze przed wakacjami".

Plantatorzy chmielu zrozpaczeni

Podczas dzisiejszego posiedzenia głos zabierali przede wszystkim plantatorzy chmielu oraz przedsiębiorcy, którzy bezpośrednio odczują skutki proponowanych zakazów. Mariusz Śmich, reprezentujący Związek Polskich Plantatorów Chmielu wyrażał obawy wobec dwóch projektów ustaw. – Mogą one drastycznie ugodzić w naszą branżę, która i tak nie ma lekko w ostatnich latach. To nie jest tak, że polskiego chmielu nie ma – jesteśmy trzecim producentem chmielu w Europie i piątym na świecie. Lubelszczyzna o takiej koncentracji upraw jest czwartym regionem na świecie. Podejmujemy inicjatywy, by promować Lubelszczyznę w kraju i w świecie. Robimy wszystko, by polski chmiel był pożądany i rozpoznawalny. Produkujemy jeden z najlepszych jakościowo chmieli na świecie. Chcemy być rozpoznawalni, konkurencyjni. Mamy się czym pochwalić. Co w sytuacji, kiedy przeprowadzi się na nas nagonkę i spadnie produkcja chmielu? Będzie groziła nam wizja upadku. Z powodu tych regulacji możemy zbankrutować, a banki zajmą nasze majątki. W mojej rodzinie chmiel uprawia się od ponad 100 lat. Dla mnie sama ta uprawa kojarzy się z dzieciństwem, ale i rodziną. Z niecałych 2 ha ojca posiadamy teraz 17 ha nowoczesnych upraw – mówił.

– Osoby, które będą chciały się napić piwa i tak to zrobią. Konsekwencją będzie to, że zostanie ono wyprodukowane przez zagraniczne koncerny na bazie zagranicznych składników. Łatwo coś zniszczyć, ale trudno jest budować. Jesteśmy ostatni w tym łańcuchu, ale czujemy ogromne zagrożenie. Uważamy, że zamiast kolejnych regulacji należałoby położyć nacisk na dobrą profilaktykę, a nie wskazywanie na negatywne aspekty naszej pracy – wskazywał Śmich.

W podobnym duchu wypowiadał się Jan Madej z Polskiego Związku Producentów Chmielu. – Chciałem zapytać posłów, jak i działaczy, czy zrobili coś, co przyczyniłoby się do rozwoju branży? Odkąd zaczęła się ta kadencja parlamentu, to tylko nam się rzuca kłody pod nogi. Oczekujemy działań, które będą wspierały branżę. Chmielarze tego żądają. Jeżeli mówi się w ustawie o piwie bezalkoholowym, to dokąd to zmierza? Do likwidacji branży i chmielarstwa? Co mają robić ci biedni rolnicy uprawiający chmiel, którzy zainwestowali miliony? Ciąg technologiczny to wysiłek wielu pokoleń – argumentował.

Głos zabrał także Krzysztof Budka z Rady Przedsiębiorców, który zwrócił uwagę na to, jak trudno prowadzi się dyskusję w tym temacie. – Jesteśmy po trzech posiedzeniach podkomisji zdrowia ws. tych projektów ustaw. Mam dwie refleksje z tym związane, które dotyczą dyskusji. Po pierwsze, bardzo dużo lekarzy, psychiatrii, terapeutów, ekspertów od uzależnień zabiera głos i wszyscy oni przedstawiają obraz naszego kraju jako miejsca, gdzie żyją albo same osoby uzależnione, albo te, które za chwilę będą uzależnione. Nie mówię tego złośliwie, bo ci ludzie wykonują ważną pracę, ale kiedy przedstawia się taki obraz, to dyskusja nie ma żadnej racji bytu, ponieważ oni są odporni na wszelkiego rodzaju argumenty. Wszystko, co jest krytykowane, to od razu jest uznawane za demoniczny lobbing branż. Ci ludzie chcieliby całkowitego zakazu produkcji, sprzedaży, dystrybucji napojów alkoholowych, choć nie powiedzą tego wprost. Czym się skończy? Wiemy doskonale z historii – wskazywał.

– Po drugie, gdyby posłuchać zwolenników tych projektów ustaw, to najgorszym złem są piwa bezalkoholowe, co wydaje się nieprawdopodobne. Tam nic tak często nie pada, jak piwa bezalkoholowe. To argument półśmieszny, z którym ciężko dyskutować. My od samego początku stwierdziliśmy wprost, że oprócz szlachetnych pobudek nie ma żadnych plusów. Nasz największy zarzut jest niekonstytucyjność tych ustaw. Oba projekty zakładają zakaz sprzedaży alkoholu przez stacje paliw, więc dyskryminują jedną grupę przedsiębiorców. To absolutne, jawne złamanie konstytucji. Oba te projekty powinny trafić do kosza – dodawał.

Absurdy i brak analiz

Jakub Drożdż z Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji zwrócił zaś uwagę na absurdy i nieścisłości w projektach ustaw. – Przede wszystkim chodzi o zmienioną definicję promocji, która mocno godzi w swobodę prowadzenia działalności gospodarczej, przez co przedsiębiorcy nie wiedzą, jakich form promocji się spodziewać i czy w ogóle będą mogli cokolwiek reklamować i promować. Ta definicja zostawia tak duży zakres, że nikt nie jest w stanie powiedzieć, co będzie dopuszczalne w kontekście tej definicji. Drugą sprawą jest zapis, który eliminuje sprzedaż piwa i alkoholi lżejszych z małych i średnich sklepów, a zostawia możliwość sprzedaży alkoholu powyżej 4,5 proc. Kolejną sprawą jest zakaz reklamy i promocji w wydzielonych stoiskach oraz sama zmiana definicji wydzielonego stanowiska, ponieważ w myśl tych przepisów będzie ono dopuszczalne tylko w największych sklepach, co wyeliminuje małe i średnie sklepy – wyliczał.

Z kolei Beata Wabuł, doradca restrukturyzacyjna pytała na posiedzeniu zespołu o ratio legis ustawy. – Interesuje mnie, czy ustawodawca może wskazać, jaki konkretny, mierzalny redukcji spożycia alkoholu zakładają te zmiany i w jakim horyzoncie czasowym oraz na jakich danych empirycznych to oparto? Projekty koncentrują się na ograniczaniu działalności gospodarczej, a powinni chyba promować działania profilaktyczne. Czy projektodawca przeprowadził analizę wpływu na mikro i małe przedsiębiorstwa oraz czy może zagwarantować, że wprowadzenie zmian nie wpłynie na likwidację firm w małych miejscowościach? Czy były takie badania, czy nikogo to nie obchodziło? – pytała.

Ministerstwo Zdrowia odpowiada

Podczas zespołu głos zabrał również przedstawiciel Ministerstwa Zdrowia, który wskazywał na negatywne skutki spożycia alkoholu. Kuba Sękowski, zastępca dyrektora departamentu zdrowia publicznego w Ministerstwie Zdrowia podkreślił, że na przestrzeni ostatnich 15 lat obciążenia zdrowotne, czyli szkody zdrowotne, jakie wywołuje alkohol wzrosły w Polsce o 1 proc. – w Tym samym czasie w UE w tym czasie nastąpił spadek o 1 proc. Każdego roku, na każde 100 tys. naszych mieszkańców tracimy 1500 lat życia tych 100 tys. osób. Obciążenia zdrowotne wynikają z chorób i urazów, które są wynikiem konsumpcji alkoholu. Sytuacja w Polsce nie jest różowa, a raczej się pogarsza. Świat idzie do przodu, a Polska idzie w stronę przeciwną, bo te obciążenia rosną pomimo spadku spożycia alkoholu – mówił.

Stanowski Kuby Sękowskiego poparła Bogusława Bukowska, dyrektor Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom. – Dlaczego tak ważne jest, aby w Polsce prowadzić działania, które wpłyną na poziom konsumpcji alkoholu? Polska różni się od krajów UE tym, że pomimo tego, iż mamy spadek konsumpcji alkoholu na głowę mieszkańca, to te szkody zdrowotne po prostu rosną. W Polsce na 100 tys mieszkańców mamy wskaźnik umieralności 61 osób, a w krajach UE jest to ok. 30 osób, jeśli chodzi o mężczyzn. Dla kobiet w Polsce to ponad 16 zgonów, a w UE ok. 8. Twarde dane mówią, że mamy ogromne szkody zdrowotne, co przekłada się na ekonomię – argumentowała.

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...