Edukacja zdrowotna obowiązkowa. Ordo Iuris: Nowacka działa pod presją
Minister edukacji Barbara Nowacka poinformowała w TVN24, że od nowego roku szkolnego edukacja zdrowotna będzie przedmiotem obowiązkowym. Nieobowiązkowy będzie komponent dotyczący wiedzy seksualnej, na który będzie można się zapisać.
Instytut Ordo Iuris opublikował analizę przygotowaną przez dr. Artura Góreckiego, dyrektora Centrum Edukacyjnego Ordo Iuris
"Minister edukacji Barbara Nowacka ogłosiła wprowadzenie edukacji zdrowotnej jako obowiązkowego przedmiotu szkolnego. Przypomnijmy, że edukacja zdrowotna (czytaj: seksualna) weszła do szkół w roku szkolnym 2025/2026, zastępując wychowanie do życia w rodzinie. Od samego początku celem obecnego kierownictwa Ministerstwa było uczynienie tego przedmiotu obligatoryjnym dla wszystkich uczniów. Sprzeciw społeczny oraz kontekst wyborów prezydenckich zadecydowały, że edukacja zdrowotna pozostała przedmiotem, z którego rodzice mogli zwolnić swoje dzieci" – czytamy.
Wskazano, że zwrot ws. EZ jest podyktowany względami ideologicznymi, a także naciskami na MEN. "Ogłoszona przez minister Nowacką decyzja o wprowadzeniu obowiązkowej edukacji zdrowotnej podyktowana jest względami ideologicznymi, wzmacnianymi dodatkowo przez naciski ze strony różnorakich organizacji międzynarodowych. Decyzja ta została podjęta, mimo ogromnego sprzeciwu znacznej części społeczeństwa, a także ekspertów podkreślających destrukcyjny wpływ proponowanych rozwiązań na rozwój dzieci. Jest ona również wyrazem lekceważenia rodziców, którym przysługuje niezbywalne prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami" – podkreślono w dokumencie.
Pozorny kompromis
Poniżej reszta analizy:
"Rzekome uczynienie modułu „o zdrowiu seksualnym” (warto zwrócić uwagę na język, którym posługują się autorzy tych zmian) nieobligatoryjnym dla wszystkich uczniów jest jedynie zabiegiem taktycznym, mającym na celu uspokojenie części rodziców i tych środowisk, które mówiły: „edukacja zdrowotna” – tak, „edukacja seksualna” – nie. Zawarty w zapisach podstawy programowej edukacji zdrowotnej sposób definiowania zdrowia oraz jego miejsca w hierarchii dóbr, którą powinien kierować się człowiek, nie wynika z rzetelnego rozpoznania ludzkiej natury, lecz z ideologii wyznawanych przez liberalno-lewicowych „inżynierów dusz”. A jeszcze bardziej widoczne jest to w szkoleniach i materiałach edukacyjnych, które towarzyszą wdrażaniu tego rozwiązania do polskich szkół. Jestem przekonany, że kolejnym działaniem MEN będzie włączenie treści, które mają być wyodrębnione w module o „zdrowiu seksualnym” do modułu obligatoryjnego dla wszystkich.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że Ministerstwo forsuje ten projekt z godną lepszej sprawy determinacją, ignorując głosy znacznej części społeczeństwa. Rodzice, nauczyciele i różni eksperci od miesięcy sygnalizują sprzeciw wobec kierunku w jakim zmierza reforma. Tymczasem minister Nowacka zdaje się traktować te głosy jako przeszkodę do ominięcia, a nie jako sygnał do refleksji. To niepokojący model sprawowania władzy – szczególnie ze strony formacji, która szła do wyborów pod hasłem dialogu i szacunku dla obywateli.
Ministerstwo prezentuje gotowe rozwiązania, budując wcześniej atmosferę oczekiwania i niepewności. To praktyka charakterystyczna dla rządów, którym bardziej zależy na szybkim osiągnięciu celu ideologicznego niż na budowaniu społecznego konsensusu wokół tak drażliwej materii jak wychowanie dzieci. Nie mówiąc już o roztropnej trosce o dobro wspólne – rządzący zdają się bowiem nie wiedzieć, czym ono jest.
Kto naprawdę decyduje o wychowaniu dzieci?
Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej w art. 48 wyraźnie gwarantuje rodzicom prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Tymczasem wprowadzenie obowiązkowego przedmiotu – bez realnej możliwości zwolnienia ucznia na wniosek rodziców, jak to miało miejsce w przypadku WDŻ czy edukacji zdrowotnej w dotychczasowej formule – stanowi poważne ograniczenie tej konstytucyjnej zasady. Szkoła nie powinna stawać się miejscem, gdzie państwowi urzędnicy, nierzadko kierujący się określoną „wrażliwością ideologiczną”, przesądzają o tym, jakie wartości w sferze intymnej i moralnej zostaną zaszczepione dzieciom.
Zwolennicy minister Nowackiej przekonują, że edukacja zdrowotna to odpowiedź na realne problemy młodzieży – kryzysy psychiczne, brak wiedzy o ciele, trudności w relacjach. Nikt rozsądny nie kwestionuje, że te problemy istnieją. Pytanie brzmi jednak: czy ich rozwiązaniem jest centralizacja i ujednolicenie wrażliwych treści wychowawczych przez państwo? I czy wolno to czynić wbrew woli tak wielu rodziców i bez szerokiego, autentycznego konsensusu?
Warto też pamiętać, że treści dotyczące szeroko rozumianego zdrowia, osadzone we właściwym kontekście aksjologicznym, były obecne w podstawach programowych wielu przedmiotów jeszcze przed destrukcyjnymi zmianami dokonanymi przez obecne kierownictwo MEN – i szkoła je z powodzeniem realizowała.
Minister Nowacka najwyraźniej uważa, że wie lepiej. Postawa „wiemy swoje, zrobimy swoje” to nie jest reforma edukacji. To wypowiedzenie wojny znacznej części polskiego społeczeństwa. Pytanie, czy rządzący są świadomi tej ceny. I czy są gotowi ją zapłacić".