Sasin apeluje do "kolegów z PiS": Wróćmy do tego, co nas zawsze łączyło
Były wicepremier opublikował wpis poświęcony sytuacji w PiS. Na początku odniósł się do frakcyjnej nazwy "maślarze', pod którą kryje się grupa wokół europosła PiS Tobiasza Bocheńskiego, m.in. także właśnie Jacek Sasin.
"Nigdy nie było żadnych 'maślarzy'. Zresztą zarówno ta nazwa, jak i cały ten czarny PR, to zasługa doradców osób działających na szkodę PiS" – zauważa poseł.
"Zawsze natomiast byli i są ludzie Prawa i Sprawiedliwości – tacy, którzy myślą o Polsce i Polakach, o wspólnocie, a nie o własnych interesach. Ci zaś, którzy zamiast łączyć – próbują dzielić i stawiać własne ambicje ponad dobrem wspólnym – osłabiają Polskę i w praktyce grają na drugą kadencję rządu Donalda Tuska. Spiny medialne mają krótkie nogi – zostały dziś obalone przez jasny komunikat Prezesa Jarosława Kaczyńskiego" – podkreśla Jacek Sasin.
"Nie demaskowaliśmy ich na bieżąco, bo nie chcieliśmy potęgować szkodliwej dyskusji poprzez media. Potrzeba jednego: odpowiedzialności. Apeluję do kolegów: wróćmy do tego, co nas zawsze łączyło. Pod szerokim namiotem PiS, pod przywództwem Prezesa Kaczyńskiego, zawsze było miejsce na różne wrażliwości, które potrafiły spotkać się we wspólnym celu – czyli silnej, rozwijającej się i dostatniej Polsce. Zróbmy razem wszystko, by już za niespełna półtora roku ta wizja mogła być realizowana przez patriotyczny rząd pod przewodnictwem prof. Przemysława Czarnka" – zaapelował były szef MAP.
Stowarzyszenie Morawieckiego wywołało zamęt
W czwartek władze PiS zdecydowały o postawieniu członkom Stowarzyszenia Rozwój Plus ultimatum, podkreślając, że, przynależność do innych podmiotów politycznych jest zabroniona przez statut partii. Jak przekazał Rafał Bochenek, każdy, kto nie zrezygnuje z członkostwa w stowarzyszeniu Mateusz Morawieckiego będzie musiał liczyć się z konsekwencjami dyscyplinarnymi. Rzecznik prasowy formacji przekazał też, że na stole jest pewna kompromisowa oferta kierownictwa wobec posłów, którzy dołączyli do stowarzyszenia. Okazuje się, że propozycja padła po tym, jak ze spotkania wyszedł Mateusz Morawiecki. W czwartek były premier potwierdził uruchomienie własnego stowarzyszenia, do którego miało przystąpić do 40 parlamentarzystów.