Olimpijczycy bez pieniędzy. Piesiewicz tłumaczy się z Zondacrypto
Zamiast obiecanych nagród finansowych za sukcesy na zimowych igrzyskach Mediolan–Cortina 2026, część olimpijczyków otrzymała tokeny kryptowalutowe, których nie może zamienić na gotówkę. Prezes PKOl Radosław Piesiewicz przekonuje, że komitet działa zgodnie z prawem.
Tokeny zamiast pieniędzy
Problem dotyczy nagród ufundowanych przez sponsora generalnego PKOl – Zondacrypto. Firma zobowiązała się wypłacić sportowcom ok. 13,8 mln zł za wyniki osiągnięte podczas igrzysk. Świadczenia miały trafić nie tylko do medalistów, ale również do zawodników z miejsc 4–8. Część środków została jednak przekazana w formie cyfrowych tokenów dostępnych w aplikacji sponsora. Choć formalnie znalazły się one na kontach sportowców, w praktyce wielu z nich nie jest w stanie ich spieniężyć.
Panczenista Damian Żurek miał otrzymać 100 tys. zł, ale – jak relacjonuje – po zleceniu wypłaty nadal czeka na przelew. Podobne problemy zgłasza skoczek narciarski Kacper Tomasiak, którego nagroda sięga kilkuset tysięcy złotych.
Piesiewicz: Nie ma podstaw do zerwania umowy
W obliczu narastającej krytyki prezes PKOl zwołał w poniedziałek briefing prasowy. Jasno zadeklarował, że komitet nie zamierza rozwiązywać umowy sponsorskiej. – Na dziś PKOl, patrząc od strony formalno-prawnej, nie ma podstaw do rozwiązania umowy. Wszystkie świadczenia ze strony sponsora są realizowane. Dopóki nasz sponsor wywiązuje się z warunków umowy, to jesteśmy zobligowani do dalszej współpracy – powiedział Piesiewicz.
Podkreślił jednocześnie, że zerwanie kontraktu wiązałoby się z wysokimi karami: – Zerwanie umowy wiąże się z zapłatą kary umownej, na którą PKOl nie stać. Prezes przekonuje też, że zobowiązania komitetu wobec sportowców zostały wypełnione:
– Polski Komitet Olimpijski wypłacił wszystkie nagrody finansowe i rzeczowe. Tokeny są na kontach sportowców.
"Zmasowana nagonka"
Piesiewicz sugeruje, że sprawa ma wymiar polityczny i medialny: – W ostatnim czasie mamy do czynienia ze zmasowaną nagonką na tę firmę. Powstaje pytanie, komu ona jest na rękę. Szef PKOl tłumaczy również, że przed podpisaniem umowy w październiku 2025 r. komitet dochował należytej staranności. Jak twierdzi, zlecono dwie opinie prawne i skierowano zapytanie do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. – Poprosiliśmy o udzielenie informacji lub przeprowadzenie szkolenia z zakresu ewentualnych ryzyk. Do dziś nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi – mówił.
Najwięcej kontrowersji budzi fakt, że PKOl nie deklaruje jasno, co stanie się z nagrodami olimpijczyków, jeśli sponsor nie wypłaci pieniędzy. Zapytany o to Piesiewicz odpowiedział wymijająco: – PKOl przelał swoje nagrody. Tokeny są na kontach sportowców. Nie padła jednoznaczna deklaracja, czy komitet przejmie odpowiedzialność za wypłatę środków w razie niewypłacalności sponsora.