Nowe ustalenia ws. śmierci ks. Popiełuszki. Ekspert wskazał przyczynę zgonu
Z przedstawionej analizy wynika, że przyczyną śmierci ks. Popiełuszki, zamordowanego przez SB, było uduszenie przez kneblowanie. Wykluczono natomiast, by przyczyną zgonu było utonięcie.
KAI opublikowała "Sądowo-lekarską analizę przyczyn i okoliczności śmierci księdza Jerzego Popiełuszki", odczytaną w piątek (24 kwietnia) przez dr. hab. Tomasza Konopkę, kierownika Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie.
Przyczyna zgonu ks. Popiełuszki
W opinii posekcyjnej Zakładu Medycyny Sądowej w Białymstoku, jako przyczynę zgonu ks. Popiełuszki przyjęto uduszenie w kombinowanym mechanizmie kneblowania oraz zaciskania się na szyi pętli połączonej z tyłu ze zgiętymi nogami. Uwzględniono też działanie doznanych obrażeń oraz utrudniającej oddychanie pozycji, związanej z wtłoczeniem ciała do ciasnego bagażnika samochodu. Dopuszczono również ewentualność dołączenia mechanizmu tonięcia, o ile do wody wrzucono żyjącą jeszcze ofiarę. Niejednoznaczność określenia przyczyny zgonu wynikała przede wszystkim z tego, że ciało było dotknięte rozkładem.
To, że przyczyną zgonu było uduszenie, nie budzi większych wątpliwości. Nie stwierdzono urazowych zmian tłumaczących zgon (takich jak rany drążące do ważnych dla życia narządów, wewnętrzny krwotok, obrażenia śródczaszkowe, odma opłucnowa, złamanie kręgosłupa), stwierdzono natomiast dwie z tzw. ogólnych cech duszenia – wybroczyny pod nasierdziem i ostrą rozedmę płuc. Wprawdzie rozkład ciała uniemożliwił szczegółowe rozróżnienie mechanizmu uduszenia, można jednak ustalić, czy zaistniały warunki dla poszczególnych rodzajów duszenia.
Wersję uduszenia wskutek założenia na szyję zaciskającej się pętli, przyjęto na podstawie skrępowania nóg z szyją. Istotnie, spotykany jest taki sposób zabójstwa (incaprettamento), ale wtedy nogi są przyciągnięte tyłem w górę, przy ciele wygiętym w pałąk.
W rzeczywistości, sznur między szyją a podudziami nie był napięty, zresztą wystarczyło zgiąć nogi w stawach biodrowych, aby zmniejszyć nacisk na szyję. Ponadto sznur biegnący od nóg i worka z kamieniami do szyi, nie okrążał szyi, przechodził tylko przez jej przednią powierzchnię, nigdzie po drodze nie był zawiązany w pętlę i w związku z tym nie mógł zaciskać szyi. Podobnie stwierdził Tadeusz Jóźwik w swojej książce "Ze szczególnym okrucieństwem" (s. 92) na podstawie eksperymentu przeprowadzonego w ZMS w Białymstoku. Z opisu wynika, że ten sposób skrępowania wywołuje lęk, ale nie duszność. A niezależnie od wszystkiego, u ofiary nie wystąpiły wewnętrzne objawy duszenia w mechanizmie zaciskania szyi pętlą, czyli zadzierzgnięcia, które powinny być widoczne pomimo rozkładu.
Sekcyjnymi objawami duszenia pętlą, czyli zadzierzgnięcia, są: 1) złamania rusztowania krtani, 2) wielomiejscowe wylewy krwawe w obrębie mięśni i narządów szyi oraz 3) wybroczyny w spojówkach. Obecne w niniejszym przypadku obfite wylewy w spojówkach łączności z podbiegnięciami krwawymi powiek wskazują jednak na uderzenia a nie duszenie. W szyi stwierdzono wprawdzie wylewy krwawe, ale tylko w powierzchownych mięśniach na przedniej powierzchni szyi, jako skutki uderzania pałką, bez wylewów głębokich, a rusztowanie krtani nie było uszkodzone.
W sytuacji, gdy nie ma dowodów ani warunków na zadzierzgnięcie, a nie ma też cech utonięcia, trzeba przyjąć, że uduszenie nastąpiło przez zatkanie dróg oddechowych w związku z brutalnym kneblowaniem (ang. gagging).
Sprawcy zeznali o kilkakrotnym kneblowaniu ofiary, która po jakimś czasie pozbywała się knebla. Dopiero po ostatnim kneblowaniu nie słyszeli krzyków księdza, a jedynie ruchy ofiary w bagażniku. Wiemy, że ksiądz Popiełuszko został zakneblowany przez wepchnięcie do ust dwóch tamponów z gazy i przymocowanie ich plastrem do twarzy. Na brutalne wpychanie knebla do ust wskazuje naderwanie wędzidełka języka, co zresztą stwierdził już zespół wykonujący sekcję zwłok.
Wepchnięcie do ust gazy o takiej objętości, kiedy knebel jest wepchnięty głęboko, blokuje nie tylko jamę ustną, ale i gardło, uniemożliwiając oddychanie przez nos. Śmierć w mechanizmie zatkania dróg oddechowych następuje szybko: utrata przytomności po półtorej minuty, potem trwają drgawki i prężenia i po 3 minutach zgon.
Nic nie wskazuje na śmierć z utonięcia – nie stwierdzono tzw. rozedmy wodnej płuc, na filmie płuca po otwarciu klatki piersiowej są zapadnięte. W przypadku rozedmy płuca są powiększone, puszyste i wypełniają całe jamy opłucnowe. Nie było też wody w żołądku, co też wyraźnie widać na filmie, a co jest spotykane w przypadkach tonięcia, jako efekt połykania wody. Z drugiej strony, jeżeli ofiara miała zatkane otwory oddechowe, to woda nie dostała się do płuc ani do żołądka, ale nawet w takiej sytuacji przyczyną zgonu nie byłoby utonięcie, ale właśnie zamknięcie dróg oddechowych. W chwili wrzucania do wody, ks. Popiełuszko musiał być martwy, bo zgon następuje już po kilku minutach od zatkania dróg oddechowych. Potwierdzają to zeznania sprawców, że przez jakiś czas po ostatnim kneblowaniu było słychać ruchy ofiary, które potem ustały. Ponadto brak umocowania pętli na szyi, która była tylko „przełożona” przez szyję, sugeruje że zakładano ją na zwłoki, żywego obwiązano by solidniej, żeby nie mógł się uwolnić.
Okoliczności śmierci ks. Popiełuszki
Gdyby nie fakt, że Pękala i Chmielewski od razu przyznali się, że celem ich działania miała być śmierć ks. Popiełuszki (były zresztą na to dowody, np. kamienie przygotowane do obciążenia ciała), to początkowy sposób postępowania z porwanym na to nie wskazuje. Z punktu widzenia celu, jakim miała być eliminacja księdza, większe szanse anonimowej realizacji, dawałoby zastrzelenie i zakopanie gdzieś w lesie, a nie związanie żywego, wożenie w bagażniku samochodu i wrzucenie do wody.
Można z tego wysnuć dwie teorie. Pierwsza, że został porwany, aby go przekazać gdzieś, gdzie miał zniknąć, ale zmarł bo oprawcy byli zbyt brutalni. Alternatywna teoria jest taka, że porwania i zabójstwa dokonały osoby, które wiedzę temat swoich działań czerpały z wyobrażeń, a nie z własnego doświadczenia. Niezależenie od tego czy realizowali pomysł własny, czy też narzucony z góry – były to osoby posiadające wprawdzie dużą władzę, zdeprawowane przez poczucie bezkarności, ale w istocie było to trzech urzędników, pracujących za biurkiem, bez doświadczenia nawet w postaci pracy w wydziale kryminalnym milicji, którzy nigdy nie brali udziału w zatrzymywaniu agresywnego przestępcy, a prawdopodobnie nawet nie analizowali spraw zabójstw. Ich działania na pewno nie były "profesjonalne", ale zdecydowanie amatorskie.
Zabójcą działającym "profesjonalnie" (skutecznie zabijający i nie dający się wyśledzić), może być albo żołnierz, który już zabijał (współczesny komandos albo oprawca UB z lat 40-tych) albo seryjny zabójca, który ma już kilka ofiar na koncie.
Tymczasem porwanie wyglądało tak, jakby sprawcy wyobrażali sobie, że ofiara sterroryzowana pistoletem, bez protestów wejdzie do bagażnika. A przecież taka osoba, z jej punktu widzenia walczy o życie. Nie brali pod uwagę, że ofiara napadu (która od razu widziała, że to nie aresztowanie) może szarpać się przy wiązaniu rąk i nóg. Ks. Popiełuszko szarpał się do tego stopnia, że sznurek wiążący nogi był tak splątany, że zdjęcie go, zajęło w czasie sekcji 20 minut.
W zeznaniach sprawców kilkakrotnie powtarza się informacja o uderzaniu porwanego w kark w celu obezwładnienia. I rzeczywiście sprawcy uderzali gównie w szyję, a nie w sklepienie głowy, co widać w wynikach sekcji zwłok; na sklepieniu głowy są tylko pojedyncze podbiegnięcia krwawe, podczas gdy na karku jest ich wielokrotnie więcej. Bicie w kark dla spowodowania utraty przytomności, można zobaczyć w wielu filmach, ale tak naprawdę jest co najwyżej bolesne. W rzeczywistości utratę przytomności powoduje uderzenie w sklepienie głowy.
Innym pomysłem pochodzącym z potocznych wyobrażeń, było przygotowanie eteru do obezwładnienia zatrzymanego. Eter używany dawniej do narkozy, działa tylko przy współpracy usypianego. Przez 35 lat pracy spotkałem się z jedna próbą obezwładnienia eterem, tylko że ofiara umarła z uduszenia.
Skarpeta z piaskiem, w którą zaopatrzyli się sprawcy, to kolejny pomysł spotykany w dawnych filmach i książkach, przed wojną rzekomo używana przez bandytów, jako tzw. pasztet. Nigdy nie spotkałem się z takim narzędziem ani w badanych sprawach ani w starych podręcznikach medycyny sądowej. Prawdopodobnie jest po prostu nieskuteczne.
Teoria przetrzymywania w bunkrach
W mediach można znaleźć teorię, że ks. Popiełuszko po porwaniu 19 października był przetrzymywany w bunkrach w Kazuniu, torturowany i utopiony 26 października, 4 dni przed znalezieniem, które miało miejsce 30 października. Wątpliwości:
- jeżeli miał być gdzieś przetrzymywany, to w warunkach przyzwoitego aresztu, a nie zrujnowanego bunkra. Po kilku dniach przetrzymywania w takich warunkach jak dół w ruinach bunkra, skrępowanie rąk musiałoby spowodować odleżyny, na odzieży byłyby ślady oddawania kału i moczu;
- jeżeli stosowano tortury, to tylko psychiczne albo przesłuchania. Prawdziwe tortury zostawiają rzeczywiste obrażenia. Na ciele zmarłego nie było żadnych ran, złamań żeber, zębów ani nosa (opisana w wynikach sekcji nadmierna ruchomość nosa nie świadczy o złamaniu chrząstki). Były tylko podbiegnięcia krwawe w skórze i w mięśniach. Ślady prawdziwych tortur miałem okazję analizować w protokołach sekcji zwłok przesyłanych w czasie okupacji z więzień Gestapo w okresie okupacji. Były to podbiegnięcia krwawe skóry i mięśni, pokrywające całe powierzchnie grzbietu i kończyn, liczne rany, odwarstwienia skóry spowodowane biciem, z nagromadzeniem podskórnie krwi i ropy, złamania żeber;
- w miejscach obrażeń nie ma nacieku leukocytarnego, czyli białych krwinek penetrujących do uszkodzonych tkanek, widocznych jednoznacznie w badaniu mikroskopowym. Naciek leukocytarny najwcześniej pojawia się po 4-5 godzinach od urazu (wylania krwi poza naczynie), czyli jest widoczny dopiero wtedy, jeżeli ofiara przeżyje co najmniej 4-5 godzin po pobiciu. Brak nacieku (którego szczegółowo poszukiwano w różnych miejscach) oznacza, że ksiądz Popiełuszko został pobity mniej niż 4-5 godzin przed śmiercią. Gdyby został zabity 26 października to by znaczyło, że nie był bity przy porwaniu ani w kolejnych dniach, bo wtedy wylewom krwawym towarzyszyłby jednoznaczny naciek leukocytarny, a nawet cechy gojenia. Prof. Byrdy na rozprawie miała szeroki wywód o makrofagach znalezionych w płucach, ale to tylko objaw palenia papierosów, wiedza o nacieku leukocytarnym rozwinęła się później. O braku nacieku leukocytarnego, wspomina Tadeusz Jóźwik w swojej książce (s. 54-56).
Czas zgonu
Biegli wydający opinię w 2002 roku (Władysław Nasiłowski, Aleksander Dubrzyński, Jan Dzida), na podstawie odnotowania w protokole sekcyjnym słabego stężenia pośmiertnego przyjęli, że czas zgonu mógł być krótszy niż przyjmowano to wcześniej. Stężenie pośmiertne, czyli zesztywnienie mięśni, wykształca się w czasie 6-7 godzin. Przez następne 2-3 doby utrzymuje się niezmienione, po czym zaczyna ustępować, zanikając całkowicie po kolejnych kilku dniach, w miarę postępu rozkładu zwłok.
W niniejszym przypadku, stopień rozkładu zdecydowanie wyklucza zachowanie nawet słabego stężenia pośmiertnego. Podkreślić należy, że zapis w protokole sekcyjnym "stężenie pośmiertne słabo wykształcone", powstał jeszcze zanim otwarto zwłoki i zanim zapoznano się ze stopniem rozkładu narządów wewnętrznych. Zapisu tego później nie weryfikowano, bo nie istniała inna wersja czasu zgonu niż 19 października. Obecnie, kiedy już pojawiła się nowa wersja, należy się do tego ustosunkować.
Sztywność kończyn opisana przed sekcją zwłok, a zinterpretowana jako szczątkowe, ustępujące stężenie pośmiertne, to częste w zwłokach wyłowionych z zimnej wody – stężenie tkanki tłuszczowej spowodowane zimnem, będące efektem skrzepnięcia tłuszczu (Teresiński "Medycyna Sądowa" tom 1, s. 123).
O tym, że nie było to typowe stężenie pośmiertne można się przekonać oglądając film z sekcji zwłok, gdzie po sprawdzeniu stężenia w stawach biodrowych, na prośbę prof. Chruścielewskiego, sprawdzono jeszcze w stawach kolanowych. Widać wtedy, że ta sztywność jest inna, niż przy rzeczywistym, pośmiertnym stężeniu mięśni.
Dowody gnicia – rozkładu wskazujące na długi czas od śmierci, to smugi dyfuzyjne na głowie, spełzanie naskórka z włosami, nasiąknięcie barwnikiem krwi błon wewnętrznych dużych tętnic, zatarcie struktury i brudnoczerwone zabarwienie trzustki, wątroby, nerek. Temperatura wody w Wiśle, we Włocławku, w tym okresie października, to 6-9 stopni. Według tabeli Reha (Teresiński, tom 1 s. 173), w wodzie o takiej temperaturze, taki stopień rozkładu odpowiada okresowi minimum 10 dni. Żeby taki rozkład nastąpił w czasie 4 dni, temperatura wody musiałaby wynosić 17 stopni.
Biegli opiniujący w 2002 roku orzekli inaczej, bo nie mieli możliwości zobaczenia filmu z sekcji zwłok. Oprócz tego, że nie widzieli badania stężenia pośmiertnego, przede wszystkim nie widzieli stopnia rozkładu narządów wewnętrznych. Na zdjęciach dołączonych do protokołu sekcyjnego, z narządów wewnętrznych uwidoczniono tylko serce (umyte) i jelita przed wyjęciem, a opis pozostałych narządów nie oddaje tak dokładnie ich stanu. Nie było potrzeby dokładniejszego opisu, bo w czasie sekcji w 1984 roku nie istniała inna wersja czasu zgonu. Tymczasem na filmie widać zielone zabarwienie mózgowia, pobrudzenie rękawiczek lekarza wyjmującego mózg, albo brudnoczerwone zabarwienie błon surowiczych.