Sędziowskie prawybory – kronika pasma bezprawia
Teza o masowym poparciu kandydatów „Iustitia” oraz „Themis” w wyborach do KRS okazała się chybiona, a ich postawy nie sposób zdefiniować inaczej, niż – nomen omen – czystej wody hipokryzja.
Wierchuszka tych stowarzyszeń od roku 2018 – tj. od czasu demokratycznego obsadzenia Krajowej Rady Sądownictwa po raz pierwszy w historii – propagowała histerycznie hasło upolitycznienia tego organu, bojkotując udział w procesach wyborczych w okresie rządów Zjednoczonej Prawicy.
Smaczku kuriozum tego modus operandi dodaje fakt, iż to właśnie Zjednoczona Prawica w roku 2017 – nowelizując ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz demokratyzując reguły jej obsady, w miejsce oligarchicznych kooptacji, dokonywanych przez sędziowskie kliki – zrealizowała … postulat Platformy Obywatelskiej, zadekretowany w projekcie programowym z 2007 roku „Głęboka przebudowa państwa”, autorstwa m.in. Zbigniewa Chlebowskiego, Mirosława Drzewickiego, Stanisława Gawłowskiego, Aleksandra Grada, Ewy Kopacz, Adama Szejfelda, Bogdana Zdrojewskiego i Bronisława Komorowskiego. Ba – przed dwiema dekadami nawet sędzia Andrzej Rzepliński – guru wielu członków ww sędziowskich stowarzyszeń, utrwalony następnie na słynnym filmie podczas przechadzki ulicą Wiejską w Warszawie między innymi w towarzystwie sędziów: Waldemara Żurka i Krystiana Markiewicza oraz w asyście polityków opozycyjnej wówczas Platformy Obywatelskiej – przekonywał … o konieczności ukrócenia praktyki obsadzania Krajowej Rady Sądownictwa przez prezesów sądów, czyniących ten organ korporacją, zdominowaną przez funkcyjnych sędziów.
Mimo tego, że od 2018 roku w obowiązującej ustawie nie zmienił się ani przecinek – „Thamis” i „Iustitia” po zmianie władz politycznej w 2023 roku zakończyły sabotowanie wyborów do Krajowej Rady Sądownictwa, zgłaszając własnych 15. kandydatów. Dla precyzji należy dodać, iż ustawę skonstruowano w ten sposób, by każdy klub parlamentarny – koalicyjny oraz opozycyjny – do sędziowskiego korpusu KRS wybrał przynajmniej jedną osobę: propagandowym kłamstwem jest więc opowieść o zawłaszczeniu Rady przez poprzednią większość sejmową.
Procedura wyborcza dla rejestracji kandydata wymaga zgromadzenia poparcia 2000. obywateli lub 25. sędziów i nie przewiduje ona jakichkolwiek prawyborów czy też opiniowania przez organy samorządu sędziowskiego czyli przez zgromadzenia sędziów w poszczególnych sądach. Na tym etapie kandydaci „Iustitii” oraz „Thamis” uzyskali wymaganą liczbę podpisów sędziowskich, przy czym najwięcej – bo 425 – zgromadził sędzia Dariusz Zawistowski. Uwzględniając deklarowaną liczebność stowarzyszenia „Iustitia” w granicach 3000 członków – nie był to wynik imponujący. Tym bardziej, że gromadzenie poparcia trwało aż miesiąc, zaś w tym czasie każdy z kandydatów Stowarzyszenia „Prawnicy dla Polski” otrzymał podpisy nie mniej niż 20.000 obywateli (łącznie na listę bezprecedensowe aż 310.326 głosów), dokładając do tego również poparcie samego środowiska sędziowskiego.
Kontekst ten sprawia, iż tzw. prawybory środowiskowe nie tylko nie posiadają oparcia w obowiązującym prawie, ale ich przeprowadzenie było całkowicie zbędne, skoro startujący z listy „Iustitii” bez kłopotów przebrnęli przez pierwsze sito kwalifikacji. Rzecz jasna chodziło nie tylko o „przebicie” wyniku „Prawników dla Polski”, ale i wytworzenie wrażenia szerokiego poparcia środowiskowego w taki sposób, aby wybrany głosami milionów Polaków sejm – jak tego arogancko zażądano – jedynie zaakceptował głos nielicznej przecież grupy zawodowej. Niestety – w uchwale z 27 lutego 2026 roku polski sejm – reprezentujący ogół obywateli czyli Suwerena – bez ustawowej podstawy zobowiązał się uwzględnić wyniki prawyborów w przecież niszowym liczebnie sędziowskim środowisku.
Tak zwane prawybory stały się zatem prywatnym i pozbawionym ustawowej podstawy plebiscytem dwóch sędziowskich stowarzyszeń – jednak pod patronatem i czujnym okiem władzy politycznej, realizującej w ten sposób kolejny z osławionych „planów B”. Prezesi sądów – powołani na swe stanowiska przez aktualną władzę polityczną – zwołali sędziowskie zgromadzenia celem tak zwanego opiniowania kandydatów do KRS, co w istocie sprowadzało się do procesu tajnego głosowania. Absurdu sytuacji dodawał nie tylko fakt, iż sędziowskie zgromadzenia – jako organy samorządu – z definicji winny strzec niezależności sądów od zakusów władzy wykonawczej, ale i to, że kompetencje tych zgromadzeń są ściśle opisane w ustawach ustrojowych, jak Prawo o ustroju sądów powszechnych. Rzecz jasna nie ma wśród nich legitymacji do udziału w procesie wyborczym do KRS.
Jakby tego było mało – niektórzy prezesi sądów zarządzali obowiązkowy udział sędziów w zgromadzeniu, w istocie narzucając przymus głosowania. Tymczasem żadne polskie prawo – w tym Konstytucja – nie przewiduje wyjątku od wolności udziału w jakichkolwiek wyborach. Sławomira Mrożka było jednak więcej: każdy głosujący otrzymał nie jeden, lecz aż 15 głosów do oddania – co w oczywisty wręcz sposób miało rzutować na wrażenie wielotysięcznego poparcia jedynie słusznych kandydatów. Stowarzyszenie sędziów „Aequitas” wytknęło – oczywiście głosem wołającego na pustyni – że gdyby w wyborach z 15 października 2023 roku każdy obywatel miał 15 głosów, to przy wyniku 35,38% poparcia Prawo i Sprawiedliwość obsadziłoby 100% miejsc sejmowych. Tym sposobem w kategoriach wręcz kabaretu należy odnotować niemal 52.000 głosów oddanych w tym kuriozalnym plebiscycie na kandydatów „Iustitia” i „Themis”, podczas gdy całe sędziowskie środowisko to dziś około 9.000 osób.
Wobec bezprawności tak zwanych prawyborów – stowarzyszenia „Prawnicy dla Polski” oraz „Sędziowie RP” je zbojkotowali, co jednak nie przeszkodziło prezesom sądów przetwarzać danych osobowych kandydatów tych organizacji. Tymczasem jeszcze przed plebiscytem media obiegła opinia Inspektora Ochrony Danych Osobowych Naczelnego Sądu Administracyjnego o braku prawnej podstawy dla tego rodzaju aktywności. W dniu zaś głosowania ujawniono smsy, rozsyłane między członkami „Iustitii”, w których naganiano sędziów do oddawania głosów na … numery na listach do głosowania. Odebrano to jako oczywisty wyraz anonimowości własnych kandydatów tego stowarzyszenia nawet we własnej organizacji i to pomimo faktu, że prezesi sądów – prawem kaduka – organizowali przedtem w publicznych budynkach spotkania z arbitralnie przez siebie wybranymi kandydatami do Krajowej Rady Sądownictwa. Nie trzeba dodawać, iż kandydatom „Prawników dla Polski” i „Sędziów RP” takich promocji nie zaoferowano. Co więcej – do udziału w pobawionych ustawowej podstawy prawyborach zachęcali w liście z 26 lutego 2026 roku niemal wszyscy prezesi sądów apelacyjnych.
Pomimo wszystkich tych działań wyniki plebiscytu nie są reprezentatywne, a frekwencja – choć, co znamienne, nie została ujawniona przez „Iustitię” – osiągnęła zaledwie około 40%. Stowarzyszenie „Sędziowie RP” w oparciu o ogłoszone dane ustaliło, że sumarycznie na wszystkich kandydatów oddano 61603 głosy, a skoro każdy sędzia miał aż 15 głosów – stąd oczywista konkluzja o zaledwie 4107. sędziach, którzy w plebiscycie uczestniczyli. Biorąc zaś pod uwagę, że na środowisko sędziowskie – sądy powszechne, sądy administracyjne, Naczelny Sąd Administracyjny oraz Sąd Najwyższy – składa się 9500 osób, frekwencję ustalono na 43%.
Wartości te są jednak przeszacowane. Z powszechnie dostępnych danych na witrynach BIP wynika, że populacja sędziów to aktualnie 10584 osoby (w sądach rejonowych 6723; w sądach okręgowych 2681; w sądach apelacyjnych 489; w Sądzie Najwyższym 91; w sądach administracyjnych około 600), co przekładałoby się w tzw. prawyborach na 158760 głosów. Skoro oddano ich 51942 – to frekwencja zatrzymała się na 39%. Nawet jednak i w tej części środowiska poparcie dla kandydatów „Iustitii” oraz „Themis” nie było pełne, bo w ww kuriozalnej „ordynacji wyborczej” oddano na nich 51942 głosy spośród 61603 głosów czyli 84%. Odnosząc to zaś to ogółu sędziowskiej populacji – jest to ledwie 33%.
Wnioski narzucają się same: plebiscyt nie posiada waloru reprezentatywności (nie wzięła w nim udziału nawet połowa uprawnionych), a skala poparcia dla kandydatów „Iustiti” oraz „Themis” – w warunkach bojkotu tzw. opiniowania przez istotną część środowiska – oddaje w skrajnie korzystnej dla nich wykładni co najwyżej stopień polaryzacji ogółu społeczeństwa. O braku reprezentatywności głosowania niech świadczy i to, że nielegalnych zgromadzeń sędziowskich w ogóle nie przeprowadzono w Sądzie Najwyższym, w sądach administracyjnych – w tym w Naczelnym Sądzie Administracyjnym – oraz w części sądów powszechnych, gdzie po prostu … nikt nie przyszedł. Nawet w warszawskim Sądzie Okręgowym – największym polskim sądzie – do głosowania podeszła zaledwie około trzecia część uprawnionych.
Finalnie należy otwartym pozostawić retoryczne skądinąd pytanie – dlaczego ta rzesza sędziowska, która na zarządzenie swoich prezesów wzięła udział w anonimowym głosowaniu, które nie trwało nawet kilku godzin – nie miała wystarczającej motywacji, by przez okrągły miesiąc pod własnym imieniem oraz nazwiskiem, ujawniając PESEL oraz służbowe stanowisko poprzeć tych samych kandydatów „Iustitii” oraz „Themis” na etapie gromadzenia list poparcia? Dlaczego prezesi sądów w swoich sekretariatach nie udostępnili – choć mogli, skoro bez ustawowej podstawy zwoływali zgromadzenia – przez okres 30 dni (bo tyle czasu trwał pierwszy etap wyborów) – list poparcia w taki sposób, by „niezłomni” sędziowie, podając dane osobowe, wyrazili swą aprobatę dla tych osób? Z jakich to tajemniczych powodów dopiero tajność plebiscytu skłoniła ich do wspomożenia swoich faworytów? Co powstrzymywało tych kilka tysięcy osób, korzystających z sędziowskich immunitetów, do tego, by zachować się tak samo, jak setki tysięcy pozbawionych takiej ochrony polskich obywateli, którzy popierając kandydatów „Prawników dla Polski” oraz „Sędziów RP” bez wahania podawało własne imiona, nazwiska, numery PESEL oraz miejsce zamieszkania?
Autor jest sędzią Sądu Okręgowego w Opolu, członkiem stowarzyszenia Prawnicy dla Polski.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.