"Udowodnił, że najgłośniej mówi serce". Poruszające słowa biskupa
Uroczystości pogrzebowe posła Litewki rozpoczęły się o godz. 13:30 w kościele parafii rzymskokatolickiej pw. św. Joachima w Sosnowcu przy ul. ks. Jerzego Popiełuszki 46. Ceremonia ma charakter państwowy, jej organizatorem jest Kancelaria Sejmu. Mszy świętej przewodniczył biskup sosnowiecki Artur Ważny.
Pogrzeb Łukasza Litewki. Poruszająca homilia
– Są takie chwile, kiedy słowa wydają się nawet zdradą, a przynajmniej są zbyt kruche, nieporadne, by odważyć się dotknąć otwartej rany serca, którą każdy z nas tu dzisiaj przyniósł. Stajemy w tej ciszy, która boli, ale która jest też najbardziej uczciwym miejscem spotkania. W obliczu takiej straty milczenie wydaje się bowiem najlepszą modlitwą, a jednak… Jednak próbujemy – z drżeniem, ale i z ufnością – odnaleźć puls nadziei. Szukamy go w słowach Ewangelii i w tym niezwykłym, pisanym pośpiesznie, ale sercem, testamencie codzienności, który Pan Łukasz zostawił nam w spadku. Napisał kiedyś: "Pomaganie to nie jest wybór, to odruch". Stoimy dziś w tej świątyni niesieni właśnie takim odruchem – usłyszeli żałobnicy zgormadzeni w świątyni.
– Przyszliśmy pożegnać człowieka, który pokazał nam wszystkim, że autentyczne dobro nie potrzebuje legitymacji, wielkich haseł ani określonych barw, by czynić świat jaśniejszym. Łukasz udowodnił, że najgłośniej mówi serce, które wcale nie musi podnosić głosu, by usłyszały je tysiące – podkreślił biskup sosnowiecki Artur Ważny.
Bp Artur Ważny: Proszę Was dzisiaj z głębi serca o wybaczenie
– Pan Łukasz intuicyjnie czuł, że obecności Boga nie szuka się w pustych deklaracjach, ale w uśmiechu kogoś, komu przywrócono godność, czy w ufnym spojrzeniu ocalonego stworzenia. Światło bowiem nie prosi o pozwolenie, by rozproszyć mrok; ono po prostu zajmuje jego miejsce tam, gdzie ktoś decyduje się nie odwracać oczu od cudzego nieszczęścia. (...) Pan Łukasz z pasją adwokata stawał w obronie spraw beznadziejnych i zapomnianych. Jego dewiza: "Każdy zasługuje na drugą szansę", to najprostsza parafraza Ewangelii przełożona na język naszych trudnych czasów – podkreślił duchowny.
– Mam pełną świadomość, że wielu z Was nie przyszłoby dziś do tego kościoła, gdyby nie on. Jesteście tu ze względu na Łukasza, na wartości, które wyznawał i którym był wierny do końca. Dziękuję Wam za tę obecność – jest ona świadectwem miłości. Wiem też, że macie swoje powody, by na tym etapie swego życia stać tyłem lub z dystansem do Kościoła. Jeśli powodem tego dystansu jest wina pasterzy, nasz brak uważności, pycha czy arogancja – proszę Was dzisiaj z głębi serca o wybaczenie. To gdzieś tutaj najczęściej pęka wspólnota i więź z nią – zwrócił się do zebranych, zaznaczając, że również Łukasz Litewka miał wiele zastrzeżeń do polskiego Kościoła.
"Śmierć to tylko zmiana adresu"
–On był przypomnieniem, że jedność buduje się przy wspólnym stole pomocy, a nie przy murach uprzedzeń. Prawdziwe poznanie Boga dokonuje się najpierw przez dotyk rąk, które potrafią opatrywać cudze rany. Jezus mówi o "prostaczkach" – to ewangeliczni anawim, ubodzy Pana, którzy nie budują barykad ze swojej wielkości. Pan Łukasz, mimo mandatu parlamentarzysty, błysku fleszy i popularności, pozostał jednym z nich. Nigdy nie "obrósł w pióra", nigdy nie stracił z oczu pojedynczego człowieka w tłumie – mówił dalej biskup.
– Pan Łukasz uczył nas "liturgii codziennej życzliwości" – teologii małych kroków. Udostępnienie zdjęcia, symboliczna wpłata, chwila podarowana komuś, kto nie jest ważny dla kamer. To jest mądrość, która sprawia, że świat staje się domem, a nie polem bitwy. Wielkość człowieka mierzy się tym, jak nisko potrafi się skłonić nad kimś, kto sam nie ma już siły, by prosić – zwrócił się do zebranych.
– Panie Łukaszu, jakże Ty musiałeś być utrudzony tym nieustannym biegiem, braniem na własne barki cudzego nieszczęścia, tą gotowością, która nie znała godzin urzędowania. Dziś Jezus mówi bezpośrednio do Ciebie: "Odłóż już te paczki, wycisz telefon, zapomnij o troskach. Przyjdź do Mnie. Odpoczniesz" – dodawał.
– Zmarły zostawił nam testament życia, którego stylem jest służba, a nie wykluczanie i intryga. Pokazał, że jedność – tak bardzo nam potrzebną, szanującą jednak różnorodność – można budować przez wspólny mianownik szacunku i współczucia. To zaproszenie do odkrywania nowej twarzy naszej wspólnoty: narodowej, kościelnej, lokalnej, sąsiedzkiej – twarzy życzliwej i czułej. Niech ta cicha lekcja pokory i wrażliwości rezonuje w nas jeszcze długo po tym, jak opuścimy ten kościół, a potem cmentarz. Panie Łukaszu, Bracie... Idź teraz do Tego, który obiecał, że otrze z naszych oczu każdą łzę. Idź tam, gdzie nie ma już podziałów na "naszych" i "waszych", gdzie nie ma baniek medialnych i mrocznych ocen. Tam wszystko jest wypełnione kojącym światłem. Zostawiasz nas z pustką, która przejmująco boli, ale i z zadaniem, by nie pozwolić zgasnąć temu płomieniowi dobra, który w nas wznieciłeś. Śmierć to tylko zmiana adresu. A jeśli Łukasz czeka jeszcze w przedpokoju wieczności, otwórzmy mu drzwi naszą wdzięcznością i modlitwą, która rodzi się dziś z naszych najszczerszych łez i tęsknoty – zakończył bp Artur Ważny.
Po mszy kondukt żałobny przejdzie na Cmentarz Parafialny przy ul. Zuzanny w Sosnowcu.