"Straszy Polaków". Prezydencki minister o Tusku
Przedstawiciel Pałacu Prezydenckiego zwrócił uwagę, że w świetle narracji Tuska „już za kilka tygodni, miesięcy dojdzie do eskalacji”. – To jest znak zapytania, dlaczego premier straszy Polaków – powiedział Przydacz, odnosząc się do wypowiedzi szefa rządu, że wojna może nam grozić już w najbliższym czasie.
Szef BPM wskazał na zagadnienia związane z bezpieczeństwem. – Wystąpiliśmy do strony rządowej z wnioskiem o przekazanie panu prezydentowi pełnych raportów w tym zakresie. Albo jest tak, że premier, wiedząc, że za chwilkę będzie wojna, ukrywa wiedzę o raportach, o konkretach, które ma w dyspozycji przed zwierzchnikiem sił zbrojnych, albo premier jest niepoważnym człowiekiem i straszy Polaków – powiedział.
Jak podkreślił Marcin Przydacz, na razie Kancelaria Prezydenta RP nie otrzymała żadnych raportów w tej sprawie. – Są tylko jakieś śmieszne odpowiedzi ze strony rządowej – dodał.
Przydacz: Tusk mówi o wojnie, a nie chce amerykańskich żołnierzy
W piątek Pentagon poinformował o wycofaniu z Niemiec ok. 5 tys. żołnierzy USA. Operacja ma zostać przeprowadzona w ciągu najbliższych 6-12 miesięcy.
– Nie można być bardziej proamerykańskim, niż ja jestem i to od zawsze. Dla mnie jednak proamerykańskość oznacza wspólne starania o to, aby więzi transatlantyckie były jak najsilniejsze. Między Polską i Stanami Zjednoczonymi, ale także między Europą i Stanami Zjednoczonymi – powiedział Donald Tusk.
Właśnie do tych słów nawiązał Marcin Przydacz. – Jeśli premier uważa, że za kilka miesięcy ma być wojna, to dlaczego sam mówi, że nie chce żołnierzy amerykańskich – powiedział szef BPM.
Prezydencki minister przyznał, że Karol Nawrocki rozmawiał z Donaldem Trumpem o obecności amerykańskich żołnierzy w Polsce. – Nie ma zagrożeń zmniejszania liczby amerykańskich żołnierzy w Polsce – podkreślił Przydacz.
"Nie ma dzisiaj twardych decyzji"
Zapytany o możliwość zwiększenia liczby amerykańskich żołnierzy w Polsce, przedstawiciel Pałacu Prezydenckiego, odpowiedział:
"Ten temat był. Nie ma dzisiaj twardych decyzji, o których mógłbym dzisiaj powiedzieć. Natomiast jest pewnego rodzaju otwartość po stronie amerykańskiej do tej dyskusji. Dobrze by było, żeby nie tylko prezydent o to zabiegał, ale także i rząd".
Jak dodał: "Z drugiej strony Amerykanie słyszą, co mówi pan premier Tusk (...). Nie chodzi o podbieranie. Chodzi o to, żebyśmy dbali o swój własny interes. Jeżeli ci żołnierze i tak mają z Niemiec wyjechać i wrócić do Kentucky czy Ohio, to przecież lepiej by było, gdyby przyjechali do Polski".