"Nie mam nic do ukrycia". Sakiewicz o nagraniach z wejścia policji

Dodano:
Redaktor naczelny "Gazety Polskiej" i TV Republika Tomasz Sakiewicz Źródło: PAP / Radek Pietruszka
Tomasz Sakiewicz odniósł się do medialnych spekulacji dotyczących nagrań z policyjnej interwencji w jego warszawskim mieszkaniu.

We wpisie opublikowanym na platformie X prezes Telewizji Republika stwierdził, że nie ma problemu z publikacją materiałów, nawet jeśli został na nich zarejestrowany w t-shircie i bokserkach. "Zdaje się, że ostatnią linią obrony przed ujawnieniem nagrań policji i innych kompromitujących policjantów działań, jest to, że byłem w czasie siłowego wtargnięcia do mojego mieszkania w t-shircie i bokserkach" – napisał.

Sakiewicz podkreślił, że jest gotowy upublicznić materiały z interwencji w oryginalnej formie. "Nie mam żadnego problemu, żeby opublikować te nagrania w takiej formie jak były w oryginale. Policja lub osoby podające się za policję złamały szereg przepisów" – stwierdził.

"Siłowe wtargnięcie"

Do interwencji policji w mieszkaniu prezesa Telewizji Republika doszło 15 maja. Według relacji Sakiewicza funkcjonariusze weszli do jego mieszkania pod pretekstem zagrożenia życia dziecka. Policjanci mieli skuć kajdankami jego asystentkę oraz przeszukać lokal. Sakiewicz twierdzi ponadto, że funkcjonariusze weszli do mieszkania bez nakazu. Podkreślał również, że lokal pełni funkcję redakcji. – Naruszono więc tajemnicę dziennikarską przez przebranych w mundury bandytów, którzy podają się za policjantów – mówił.

W swoim wpisie szef Republiki ostro zaatakował służby i rząd. "Ubeckie metody niszczenia ludzi to już dzisiaj ich sposób trzymania się przy władzy" – napisał. Sakiewicz przekonuje, że działania wobec dziennikarzy Republiki mają charakter polityczny. Według niego podobnych interwencji było więcej.

Dziewięć zarzutów wobec policji

Po interwencji Sakiewicz opublikował obszerne oświadczenie, w którym wyliczył dziewięć punktów mających świadczyć o nielegalności działań policjantów. Twierdził m.in., że funkcjonariusze nie mieli identyfikatorów, odmówili podania danych i użyli siły wobec jego asystentki tylko dlatego, że zażądała wylegitymowania się. „Powodem użycia siły wobec mojej asystentki był fakt, że zażądała od nich przedstawienia się. Nie przeszkadzała im nawet w tych nielegalnych czynnościach” – napisał.

Według jego relacji kobieta została skuta rękami do tyłu, wyprowadzona na ulicę i pozostawiona w szoku po zdjęciu kajdanek. "Policjanci uciekli, do końca odmawiając podania swoich danych" – stwierdził.

W poniedziałek Biuro Bezpieczeństwa Narodowego poinformowało, że szef BBN Bartosz Grodecki zwrócił się do ministra spraw wewnętrznych Marcina Kierwińskiego o przekazanie szczegółowych informacji dotyczących działań służb wobec dziennikarzy Republiki.

Źródło: X / DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...