"Martwię się tym referendum". Głos z rządu w sprawie odwołania Miszalskiego
Referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego i Rady Miasta Krakowa odbędzie się już w najbliższą niedzielę 24 maja.
Aby głosowanie w referendum było ważne, do urn musi pójść co najmniej 158 555 mieszkańców Krakowa, czyli minimum 3/5 liczby osób uczestniczących w drugiej turze wyborów samorządowych w 2024 roku.
Referendum w Krakowie. Miszalski zostanie odwołany?
Ogólnopolska Grupa Badawcza opublikowała kilka dni temu wyniki sondażu, z którego wynika, że udział w referendum deklaruje 62 proc. mieszkańców Krakowa.
Zgodnie z wynikami sondażu OGB aż 92 proc. osób deklarujących udział w referendum zapowiada głos za odwołaniem Aleksandra Miszalskiego z funkcji prezydenta Krakowa. "Zdecydowanie" za odwołaniem jest 65,21 proc. respondentów, a "raczej" – 26,79 proc. Przeciwnego zdania jest 8 proc. ankietowanych. W tej grupie 2,59 proc. badanych "zdecydowanie" chce pozostawienia Miszalskiego na stanowisku, a 5,41 proc. "raczej" popiera taki scenariusz.
Kierwiński martwi się o referendum
Marcin Kierwiński, szef MSWiA i sekretarz generalny KO przyznał w radiu TOK FM, że martwi się referendum w Krakowie.
– Martwię się tym referendum dlatego, że (…) to jest ten wymiar polityczny, ale też nie sposób nie widzieć tego, że mamy do czynienia z takim komitetem referendalnym w Krakowie, bardzo składającym się z różnych organizacji – powiedział.
Szef MSWiA zwrócił uwagę, że "zawsze za tego typu akcją stoi jakaś organizacja".
– Ta organizacja zawsze ma jakieś cele polityczne. Ja nie widzę, żeby mogło być dobrą inicjatywą, gdy razem współpracuje Konfederacja, PiS, jacyś lokalni lokalni działacze związani z kandydatem, który już od wielu, wielu lat stara się być prezydentem Krakowa, nigdy mu nie wychodzi. Zawsze słynie z tego, że robi bardzo dużą kampanię, bo go stać na to. Natomiast nigdy jeszcze niczego nie wygrał – ocenił.