Zwrot w sprawie skandalu we Lwowie. "Presja ma sens"
Zarząd Główny Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej alarmował, że władze miasta zapieczętowały drzwi siedziby, zamieszczając informację, że polska organizacja ma w ciągu siedmiu dni opuścić lokal, bo preferencyjna umowa najmu wygasła.
W sprawie nastąpił jednak zwrot.
"PRESJA MA SENS – MAMY ZWROT W SPRAWIE NASZEJ SIEDZIBY!" – czytamy w nowym wpisie Zarządu Głównego Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej.
We wpisie dodano, że "z głęboką ulgą i ostrożnym optymizmem pragniemy poinformować wszystkich naszych członków, sympatyków oraz rodaków w kraju i na świecie, że sytuacja wokół naszej siedziby przy placu Rynek 17 we Lwowie uległa nagłej zmianie".
"Dzisiaj przed południem Konsul Generalny RP we Lwowie Marek Radziwon oficjalnie przekazał nam informację, że po pilnych rozmowach dyplomatycznych umowa najmu lokalu ma zostać przedłużona na kolejny rok i musimy złożyć odpowiednią prośbę do p.o. przewodniczącego Lwowskiej Rady Obwodowej Jurija Chołody. Dokładnie w tej chwili, gdy publikujemy ten komunikat, odpowiednie pismo jest oficjalnie składane w biurze podawczym Lwowskiej Rady Obwodowej osobiście przez naszego Prezesa Emila Legowicza" – przekazano.
Podkreślono, że "ta nagła zmiana stanowiska lwowskich urzędników to bezprecedensowy dowód na to, że nasza stanowcza postawa, solidarność oraz natychmiastowa reakcja opinii publicznej przyniosły konkretne efekty".
"Temat bezdusznego opieczętowania drzwi zyskał tak potężny rozgłos w ogólnopolskich i lokalnych mediach, że urzędnicy nie mogli go dłużej ignorować. Co niezwykle ważne, dzięki nagłośnieniu tej sprawy przez nasze Towarzystwo, inne organizacje mniejszości narodowych działające w tym budynku, również otrzymały wstępną ustną deklarację o przedłużeniu ich umów najmu" – czytamy.
Towarzystwo podkreśliło, że nie robi z tej sytuacji sprawy politycznej.
"Od samego początku walczymy wyłącznie z rażącą niesprawiedliwością, jaka miała miejsce oraz o nasze fundamentalne prawa jako historyczna mniejszość narodowa" – dodano.
Podkreślono jednak, że "choć propozycja przedłużenia umowy na rok pozwala na dalsze bieżące funkcjonowanie, to absolutnie nie rozwiązuje wszystkich problemów".
"Wiemy wstępnie, że ma to być umowa na rok, ale czy to będzie ostateczny termin, po którym i tak będziemy musieli się wynieść? Tego nie wiemy. Taka roczna oferta nie daje nam pełnej gwarancji stabilności i trwałego bezpieczeństwa, a jedynie odracza ten bolesny problem na przyszłość. Ponadto na obecną chwilę dysponujemy wyłącznie ustnymi deklaracjami urzędników. Nie posiadamy projektu nowej umowy na papierze i nie wiemy, jak to dalej będzie wyglądało od strony formalnej. Dopóki nie otrzymamy bezpiecznych dokumentów na piśmie, które jednoznacznie anulują dotychczasową procedurę przymusowego wysiedlenia, sprawa nie jest sfinalizowana. Sprawa ruszyła z miejsca, mamy pozytywną dynamikę, ale nie ustępujemy i trzymamy rękę na pulsie w walce o twarde, pisemne konkrety" – wskazano we wpisie.