"Państwo z gó*na i patyków". Znany polityk dostał pismo z prokuratury
Polityk nie kryje złości na działania organów ścigania.
"To jest państwo z gówna i patyków, z przemoczonego kartonu. Urzędnicy łamią prawo, popełniają przestępstwa, a potem się tłumaczą, że to nie oni (...) Każdy powinien dostawać powiadomienie na mObywatela, gdy tylko jakiś urzędnik przegląda nasze dane. Tylko wtedy wyeliminujemy tę patologię i bezkarność urzędników! – grzmi Mentzen na platformie X.
Sprawdzała dane Sławomira Mentzena. Polityk wściekły na decyzję prokuratury
Swoją historię Sławomir Mentzen rozpoczął od poinformowania, że odebrał pismo z prokuratury, z informacją o umorzeniu śledztwa przeciwko urzędniczce, której zarzucano, że nielegalnie przeglądała moje dane w państwowych rejestrach.
"Nigdy bym się o tym nie dowiedział, gdyby nie ABW, które urzędniczkę namierzyło. Według ABW 27 marca 2025 r. Marzena O. zatrudniona w Urzędzie Miejskim w Aleksandrowie Łódzkim nielegalnie przeglądała moje dane z rejestru PESEL i RDO. O ile imiona moich rodziców czy mój numer PESEL są dostępne publicznie, o tyle wszystkie dane z mojego dowodu osobistego już nie. Po co to było urzędzniczce? Ciekawość lub chciała wziąć na mnie kredyt, nie wiem. Chciałbym w tym miejscu bardzo podziękować komuś w ABW, kto zainteresował się sprawą, wykrył urzędniczkę i poinformował prokuraturę. Państwo w tym miejscu zadziałało. Naprawdę nie spodziewałem się tego. To mnie zawsze pozytywnie zaskakuje, że cokolwiek u nas działa i ktokolwiek wykonuje swoje obowiązki. Jeszcze raz bardzo dziękuję!" – podkreślił polityk.
"To było niestety ostatnie dobre słowo o naszym państwie i jego pracownikach, bo od teraz będzie już jak zwykle" – dodał.
Mentzen relacjonuje dalej, że po zawiadomieniu prokuratury przez ABW urzędniczce postawiono zarzuty popełnienia przestępstwa, jednak ostatecznie śledztwo zostało umorzone z powodu niewykrycia sprawców. Polityk przywołał zeznania przełożonego urzędniczki, z których wynika, że pracownicy logują się do systemów za pomocą imiennych kart dostępowych zabezpieczonych hasłem, a po zakończeniu pracy karty powinny być przechowywane w zamkniętych na klucz szafkach. Urzędniczka miała jednak zeznać, że hasło do swojej karty zapisuje na kartce znajdującej się pod kalendarzem na biurku, pozostawia kartę stale w czytniku i nie wylogowuje się z systemu podczas opuszczania stanowiska pracy. Zwróciła też uwagę, że w pomieszczeniu przebywają inni pracownicy, mogą pojawiać się interesanci, a zdalny dostęp do komputera mają także informatycy urzędu.
"Rozumiecie to? Urzędniczka zeznała, że w zasadzie każdy pracownik urzędu, plus interesanci mają swobodny dostęp do jej komputera, gdzie może sobie przeglądać dane wszystkich Polaków! Na co prokuratura stwierdziła, że jak tak, to spoko, nie ma tematu, jest pani wolna. Czy we wszystkich urzędach tak to wygląda? Czy w skarbówce też Grażyna z Bożeną i Marzeną trzymają hasła do KSeF na kartce pod klawiaturą? Czy wszystkie tajemnice państwowe są chronione w ten sposób?" – grzmi Mentzen.
"Jak to jest, że właściciel pizzerii dostaje 2 500 zł mandatu za położenie krewetki na pizzy, a urzędnicy przeglądają nielegalnie dane a do tego w ogóle nie dbają o ich bezpieczeństwo i państwo ma to gdzieś a urzędnicy są bezkarni? To jest państwo z gó*na i patyków, z przemoczonego kartonu. Urzędnicy łamią prawo, popełniają przestępstwa, a potem się tłumaczą, że to nie oni, że oni tylko mają w du*ie bezpieczeństwo danych Polaków, co jest dla prokuratury zupełnie zrozumiałą okolicznością prowadzącą do umorzenia śledztwa. Widocznie w prokuraturze też mają w dupie dane osobowe Polaków" – ocenił poseł.
"Powtarzam mój pomysł. Każdy powinien dostawać powiadomienie na mObywatela, gdy tylko jakiś urzędnik przegląda nasze dane. Tylko wtedy wyeliminujemy tę patologię i bezkarność urzędników!" – dodał na koniec.